Czwartek, Czerwiec 4, 2020, 16:59 | Brak komentarzy »

Kiedy życie toczy się szybko, to toczy się również poważnie. Wszystko wokół jest poważne, wszystko trzeba załatwić konkretnie, bo nie wolno tracić czasu.
Nawet odpoczynek organizujemy na poważnie, bo jest wyliczony w czasie i najlepiej, żeby był wyliczony również w konkretnym miejscu i atrakcjach.

I w tej rzeczywistości ostatnio bardzo poważnej, z poważnymi wiadomościami wokół, napiętej jak struna mimo siłowego zluzowania warunków poruszania się, bardzo miałam chęć poczytać.

Ale na pewno nie żadne publikacje konkretne, techniczne, żadne poradniki (choćby najmilsze), ani dramaty, horrory i inne takie.

Wszelką powagę odłożyłam na półkę razem z wprowadzanymi obostrzeniami.
Bo kiedy nagle życie zwalnia, kiedy dostajemy do dyspozycji dawkę wolnego lub wręcz możliwość poluzowania życia do poziomu nudy, to powaga wreszcie nam odpuszcza siłą rzeczy.

Najlepszą ucieczką od rzeczywistości jest książka.
W mgnieniu oka znajdujesz się w innym miejscu i innym czasie.
Dodatkowo również w nieprzewidywalnych warunkach, bo nie po to czytasz książkę, żeby najpierw przygotować się do niej w stu procentach.

Idealnie.
Skorzystałam więc, wybierając polską komedię kryminalną.

Części jej trzy i melduję, że spokojnie możecie zaopatrzyć się w ten trójpak od razu, bo łykasz słowa jak dobre wino na fajnej imprezie.

Gdybym nawet chciała zaspoilerować (choć zamiaru nie mam), to nie da się ani ciut.
Tyle tam się dzieje.
Historii i sytuacji nieprzewidywalnych jest od groma, przygody niczym z kilku dobrych filmów w jednym miejscu, a łączy je postać staruszki, która z ogromną gracją pakuje się jak należy w każde kłopoty.

Zofia Wilkońska, bo tak zowie się bohaterka, jest emerytką, którą z jednej strony chcesz poznać, z drugiej, na pewno nie chcesz nadepnąć jej na odcisk ani wejść jej w drogę.
Oczywiście z całą, nabytą do niej ogromną sympatią.
Pokochałam miłością wielką. 

Gwarantuję dobry nastrój.
Enjoy.

„Kółko się Pani urwało."
„Komórki się Pani pomyliły."
„Kratki się Pani odbiły."
A za wszystkim stoi Jacek Galiński.

recenzja milka giemza jacek galinski kolko sie pani urwalo


środa, Czerwiec 3, 2020, 20:07 | Brak komentarzy »

A tak się złożyło, że rzeczywiście w szpilkach ostatnio do Lidla poszłam...
(nie, to nie była sobota)

W czasie pandemii, jak szumnie by to nie brzmiało, miałam więcej czasu na czytanie.

Wielu rzeczy, bo zarówno nadrobiłam kilka zaległości książkowych, jak i popadałam w artykuły pism kobiecych, również internetowo. Na prostej do wyjścia z zamknięcia, pojawiały się artykuły głównie o tematyce zmian w modzie i stylizacji kobiecej, jakie to owa pandemia wymusiła, na przykład o masowym pozbywaniu się przez kobiety obuwia na obcasach.

Rozumiem, że pandemia zweryfikowała nam życia, moje również i to bardzo. I jak to u mnie często, zareagowałam zupełnie odwrotnie niż, jak to zwą tendencja ogólna, a mianowicie zatęskniłam za obcasami w czasie tego zamknięcia, bardzo.
Nie tam, że cwaniara ze mnie, bo w domu, to sobie w szpilkach można posiedzieć, a nawet i kilka kroków zrobić, bo to teren w miarę bezpieczny. Choć i o krok byłam, od chodzenia w obcasach po mieszkaniu, niczym w rasowych serialach zachodnich, czy maści południowej.
Serio, brakowało mi chodzenia w szpilkach na zewnątrz i to z równym naciskiem na „na zewnątrz", jak i „w szpilkach".

Okazja nadarzyła się konkretna, bo zwykle w obcasie nie da się taszczyć siat na zapas konkretniejszy, a tym razem miałam skoczyć tylko po zaledwie kilka drobiazgów, jakich brakowało mojemu Synu do jego imprezy. Uradowana więc zarzuciłam na stopy wycięte, wiązane, przezroczyste sandałki na szpilkach i w długą. A, że u mnie do spodni i nerki w pasie to gra, to z równą radością uniknęłam całej akcji z pełną stylizacją, sukienką, makijażem i kokiem.

Krok za krokiem, kręgosłup naciągnięty, klatka do przodu i oddech głęboki jak już dawno nie czułam. Kiedyś chodziłam w obcasach często. Zwykle w dość wysokich.
I rzeczywiście, wyraźnie za tym tęskniłam!
Ależ mi było dobrze!
Tak! Można to lubić.

Więc, o co tak naprawdę chodzi z tymi z obcasami.

Wg ostatnich statystyk, kobiety wreszcie mogły się uwolnić od wysokich szpilek, które były wcześniej zmuszone nosić ze względu na wykonywaną pracę lub z powodu różnych innych wytycznych zewnętrznych.

Rozumiem, zdecydowanie. Tak jak to, że macierzyństwo skutecznie niweluje obcas do poziomu zero. Przynajmniej na dłuższy czas.
Ale uważam, że naprawdę można znaleźć obcas wygodny.

Problem jest raczej ukryty w stereotypach dotyczących obcasów i ich noszenia.

Zwykle mawia się, że żeby obcas wyglądał dobrze, musi być po pierwsze wysoki, najlepiej ok 12 cm.

Rzeczywiście wysoka szpilka, oprócz wyraźnego dodania wzrostu, wysmukla wizualnie sylwetkę. Poza tym całkowicie inaczej w wysokich obcasach się ustawiamy i poruszamy.
Mitem jednak jest, że tylko taka wysokość może wyglądać dobrze.
Wysokość obcasa zależy od tego czy podeszwa buta jest cienka, czy mamy z przodu choćby małą platformę. W tym drugim wypadku realna wysokość obcasa będzie mniej odczuwalna, bo platforma odpowiednio ją zmniejszy.
Ma też znaczenie rozmiar obuwia, ponieważ obcas powinien być skalibrowany odpowiednio proporcjonalnie do danego rozmiaru. Weźmy dla przykładu rozmiar 39, gdzie długość stopy to przeważnie około 25 cm i rozmiar 36, gdzie długość stopy ma centymetrów około 23. Gdyby w obu rozmiarach zastosować szpilkę o wysokości 12 cm, to jak przy 39 będzie to wysokość do zniesienia, tak w przypadku rozmiaru 36, generalnie nie da się ustać. A uwierzycie, że nie każda marka tego pilnuje?
Sytuacja wygląda jednak już bardziej przychylnie przy mniejszych rozmiarach obuwia, gdy obcas ma 9-10 cm. To taki, o którym mówi się popularnie, że jest jednak za niski, żeby dobrze wyglądać. A to zupełnie nie jest prawdą.

Poza tym, już od dawna, moda na mega wysokie szpilki realnie odpuściła. Myślę, że możemy więc wreszcie również odpuścić ten stereotyp.

Od ładnych kilku sezonów znajdziemy w sklepach buty o obcasach w dosłownie każdej wysokości i prawie każdej formie. W swój wizerunek możemy teraz swobodnie wpasować mini obcas w postaci kaczuszki, średni 4-5cio centymetrowy, jak i wspomnianą na początku wysoką szpilkę.

Wolność więc i dowolność jest.
Stereotyp możemy odstawić, zabawę zacząć.

Dalej mamy kwestię wyboru obuwia wg fasonu.
Tutaj również lista zagadnień długa, stereotypów także, a kiedy wchodzi moda i trendy, to możemy płynąć.
Ja chciałabym się skupić jedynie na pewnych drobiazgach.

Po pierwsze spójrzcie na kształt swoich stóp, a szczególnie palców i ich ułożenie.
Wybierając buty, patrzcie na kształt noska. Wybierajcie takie, które w pewnym sensie powielają kształt i ułożenie Waszych palców. Jeżeli macie dość smukłe stopy i długie palce, sięgnijcie po obuwie o węższych noskach, możecie nawet sięgnąć po szpic, jeśli takowy się Wam podoba.
Jeśli macie jednak dość krótkie palce, o raczej szerszym rozstawieniu, szukajcie obuwia z szerszym noskiem, nawet w lekki prostokąt. Taka prosta logika w podążaniu za naturą.

Platforma, czy płaska podeszwa?
Oceńcie przed tym wyborem wrażliwość Waszych stóp na bodźce.
Przy okazji możecie spojrzeć na inne buty w swojej szafie, w tym sportowe i inne.

Jeżeli lubicie czuć podłoże, nosicie lekkie baleriny bez problemu, to szukajcie obuwia z cienką podeszwą również na obcasie. Jeśli natomiast wolicie mieć pod stopą porządną dozę izolacji od podłoża, to sięgajcie po platformę, choćby lekką, bo na cienkiej podeszwie będzie Wam ciężko ustać, tym bardziej z obcasem pod piętą.

A jeśli Wasze stopy są ogólnie wyjątkowo wrażliwe i ciężko Wam znaleźć na rynku coś odpowiedniego, to polecam coraz bardziej popularne i dostępne, obuwie szyte na miarę.
To powinno zaspokoić Wasze potrzeby pod każdym względem.

Kwestię samych trendów w temacie chętnie odłożę na nie wiem kiedy.

Osobiście lubię czuć po czym chodzę i nie odnajduję się na dłuższą metę w obuwiu na obcasie z platformą, a przynajmniej jestem co do takowego mocno wymagająca. Do tego lubię obcasy raczej wysokie, a przy mojej, jak to życzliwi określają długiej girze, czyli idealnym 39, spokojnie są dla mnie wygodne.

Znalezienie obuwia na obcasie, które Wam odpowiada, a nie będzie pasowało jedynie do konkretnego stroju, na konkretną okazję, jest możliwe i pozwoli Wam na noszenie obcasów ot, po prostu.

Nawet na zakupy do Lidla.
Bo naprawdę obcas może być wygodny.

Ps. a jeśli ktoś czepia się Waszych stóp, zwłaszcza ich długości, bądź Wy same to robicie, co czasem wprawia w słaby nastrój, to dopiszę Wam co powiedziała kiedyś moja koleżanka, posiadająca dumnie stopy rozmiar 42.
A mianowicie było to tak: „Jakbym miała stopy rozmiar 36 przy moim wzroście, to bym się przewracała, bo to tak, jakby ich nie było".

Zawsze patrzcie szerzej.


Czwartek, Maj 14, 2020, 07:45 | Brak komentarzy »
Wczoraj usłyszałam od koleżanki "to nie jest mój świat". 

Mój też nie.
Od dawna.

Bareizmy wpisały się już w normę społeczną, a niektórych scenariuszy nawet on by nie wymyślił.
Biegniemy od dawna na oślep przez życie, odbijając się tylko od kolejnych słupków wytycznych.
Ktoś powiedział tak, to robimy, ktoś inaczej, też robimy... i pędzimy... dalej, szybciej...
Nie myślimy samodzielnie, nie sprawdzamy, nie widzimy...
Bo jak widzieć, kiedy ciągle się biegnie...?
Nakręciliśmy sobie sami tą spiralę sztucznego życia, teoretycznej cudowności, niszcząc jednocześnie to, co prawdziwe, bo przestaje być zauważalne w tym całym pędzie...
 
Nie jest moim światem ten bieg.
Nie potrafię odnaleźć się w sztucznie stworzonym nadmiarze.
Dosłownie brakuje mi oddechu, głowa eksploduje od braku ciszy.
A cisza teraz cenniejsza niż wszytko inne.

Mimo tego, że zawsze posiadałam swoje zdanie, to też popadłam w ten wir wymogów. Był tak ogromny i rozpędzony, że i moje stopy oderwały się od gruntu realizmu. Też na chwilę uwierzyłam, że "tak trzeba", bo teraz jestem żoną, matką itp...
Też nabrałam się na lęk odpowiedzialności za moje role...
Zaczęłam ufać coraz bardziej ślepo temu co mi mówiono, radzono, autorytetom...
I zgubiłam ogromną część siebie przez tą zdradę, ryjąc przeokrutnie nosem w betonie tej twardej rzeczywistości.
 
Wdzięczna jestem, bo dosadnie dotarło, choć kosztowało mnie to wiele stanów różnych.
Bo zrozumiałam jeszcze dogłębniej wartość i moc jednostki.
Swoją i każdego człowieka.

Zrozumiałam, że jedyną odpowiedzialność mamy dźwigać za naszą prawdę. W niej trzeba być, z nią iść, powoli, spokojnie.
Natura nie spieszy się przecież, a ze wszystkim zawsze zdąży. Wszystko ma swój czas.
Idealny.

Bez obaw więc i z odwagą, wracam do siebie i znowu podejmuję jedynie własne decyzje.
Te, które zwykle przez świat były wyśmiewane, krytykowane, czy wprawiały w osłupienie. Dokładnie te, które zawsze były jedynie moje, bo tylko wtedy byłam spełniona, szczęśliwa i spokojna. Wtedy miałam przestrzeń na cuda, które wg świata się nie dzieją. A u mnie były zawsze, były normą.
Moje cuda, nie bareizmy.

Wracam do mojego świata, ten wokół nie jest mi w żaden sposób bliski.
Próbowałam się dostosować.
Nie poszło.
Nie było warto.
Albo może jedynie po to, żeby się w tym upewnić.

Ciężko znaleźć w tym wirze hamulec pod ręką, ale on tam jest i warto go użyć.
Popatrzeć w niebo, drzewa... Posłuchać ciszy... Dostać strzał zrozumienia w łeb i szarpanąć z całej siły.
A potem pomyśleć, poczuć... i znaleźć swój kierunek...
 
Idę budować spokojnie to, co moje.
Na moich zasadach.
Z radością i tymi, którzy czują podobnie.
Bez ciśnienia, bez przymusu, bez oczekiwań...

Tak.
Taki świat istnieje.
Jest ich coraz więcej.
Twój też taki może być.
A może już jest...?

❤️


Piątek, Kwiecień 3, 2020, 09:25 | Brak komentarzy »
Wyobraź sobie, że pewnego dnia, z powierzchni Ziemi zniknęły wszelkie kosmetyki do makijażu.
Dziwnie nieokreślone zdarzenie, niemożliwe do wyjaśnienia. Zniknęły i już.
Bez zapowiedzi, bez żadnego uprzedzenia...
I jedyny zapas to ten, który posiadasz w domu.
Ale i on się kiedyś skończy, a nie będzie czym go uzupełnić.

Co czujesz...?
Strach, przerażenie, lęk, panikę, zdziwienie, refleksję, ciekawość...?

Co się w Tobie pojawiło...?
A może zupełnie nie odczujesz żadnej różnicy...?
Może makijaż nie był Ci na co dzień potrzebny...?
A może nie potrafisz bez niego żyć...?

Jak jest stanąć przed lustrem i spojrzeć na siebie?
Uśmiechniesz się do siebie?
Czy może masz chęć zbić lustro i zaszyć się w najciemniejszym kącie pokoju...?
Powiesz sobie komplement?
Czy zarzucisz krytyką?

Twoje emocje w szybki sposób podadzą Ci na tacy odpowiedź na pytanie, czy makijaż był dla Ciebie zabawą, czy więzieniem...?

Bo bywa jednym i drugim.

Bywa podkreśleniem naszych zalet, czy naszej osobowości. Bywa uzupełnieniem dobranej danego dnia stylizacji. Bywa poprawą humoru, czy dodaniem odwagi. Bywa wyrażeniem wolności.

Ale bywa też maską, która chowa.
Chowa wstyd. Chowa lęk. Chowa brak pewności siebie. Chowa brak zadbania o siebie. Chowa zmęczenie i jego skutki. Chowa prawdziwą osobowość i charakter.

Podkreślasz nim siebie, czy nakładasz na twarz wyobrażenie o sobie?

Wszystko jest dla Ciebie.
Zawsze masz wolność wyboru.
Emocji, intencji, decyzji.


Poniedziałek, Marzec 9, 2020, 22:34 | Brak komentarzy »
Wszystko może zmienić Twoje życie.
W każdej chwili możesz dostać zupełnie zaskakującą wiadomość, możesz potknąć się i klnąc na los uniknąć przez to podknięcie ochlapania przez nadjeżdżający samochód...
Może zdarzyć się wszystko, w każdej sekundzie i to wszystko, absolutnie, może zmienić Twoje życie.

Nigdy nie wiesz, co będzie dla Ciebie bodźcem, a bardzo często znajduje się on tam, gdzie zupełnie się go nie spodziewasz.


Często słyszę pytanie „po co kobiety robią sobie u Was sesje?".
Równie często pada po nim kolejne „czy kobiety są tak próżne?"

Szczerze mówiąc nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób...
Może dlatego, że sesje, które robi Joanna są czymś innym niż tylko robieniem zdjęć.

Za aparatem stoi człowiek.
I od tego właśnie człowieka zależy jakie zdjęcia powstaną.
Fotografowie są różni, bo ludzie są różni.

W każdym zawodzie tak jest, bo niezależnie od profesji, wykonuje ją człowiek.
I ten właśnie człowiek nadaje sens swoim działaniom.
Dlatego właśnie każdy znajdzie swojego eksperta i każdy ekspert znajdzie swojego klienta.
Bo po prostu człowiek znajdzie swojego człowieka.

Zdarzyło mi się nie jeden raz stanąć przed obiektywem. Na sesjach mniejszych i większych, na prywatnych i komercyjnych. Mogę więc objąć pewne stanowisko.

Pracuję zawodowo od dawna po drugiej stronie, przygotowując modelki do sesji zdjęciowych. I ponownie mniejszych i większych, prywatnych i komercyjnych.
Do tego miałam okazję poznać wielu fotografów, specjalizujących się w różnych sesjach i różnych dziedzinach.
Mogę więc spokojnie stwierdzić, wertując w głowie różne historie i doświadczenia, że ludzie robią sobie sesje zdjęciowe z bardzo wielu powodów, zwłaszcza te prywatne. I czasem te powody są mocno zaskakujące.
Wybór fotografa jest tu kluczowy, bo w zależności od powodu decyzji o sesji szukamy człowieka, któremu możemy po prostu zaufać. Zarówno pod względem estetyki zdjęć, jak i osobowości.

Sesje komercyjne nie mają wiele ładunku emocjonalnego, bo na zleceniu spotyka się grupa zawodowców w swoich dziedzinach i jako zespół tworzą zamierzony obrazek.

Sesje prywatne, to emocje grające od zamysłu, rosnącej i precyzującej się potrzeby, aż po decyzję i jej realizację. Tu nie ma miejsca na twarde konkrety, tu poruszamy się w bardzo delikatnych granicach.

Kiedy wchodzicie do naszego studia, jest lekko, klimatycznie i domowo.
Wystrój, w którym działa Joanna jest miękki, subtelny i przyjazny.
Tła wjeżdżają tylko w razie potrzeby.
Nie zastaniecie u nas wielkiej, zimnej hali z mnóstwem lamp.
Znajdziecie za to bezpieczną przestrzeń.
Joanna uwielbia sesje kobiece. Ja uwielbiam pracować z nią właśnie w tym temacie.

Kobieta, mimo swojej ogromnej siły, to delikatna istota i takiego podejścia potrzebuje.
Każda kobieta dostaje u nas opiekę bez pośpiechu, bez ciśnienia, bez zimnych wytycznych.
I jest rozmowa. Luźna, tocząca się swoim torem i tempem.
Makijaż, włosy, do tego kawa lub wino... to wszystko gra w międzyczasie.
Zdjęcia też dzieją się w międzyczasie.
Kobiety zostawiają u nas nieśmiało swoje historie.
Często historie bardzo trudne.
I zrzucają z nimi cały ciężar, odsłaniając swoją kobiecość, często skrzętnie chowaną.

Sesje u Joanny to proces. Zdecydowanie większy niż odpowiednie ustawienie do kadru.
W tym właśnie jest ich wyjątkowość.
Zdjęcia zatrzymują w kadrze emocje, w kadrach zamiera niepowtarzalny moment.
Sekundę później jesteśmy już innymi ludźmi.

W tej niesamowitej przestrzeni jest czas na słuchanie, mówienie, grające emocje, zrozumienie... bo każda z nas ma swoją historię, ja i Asia również, choć czasem mówią, że tego po nas nie widać.

Rodzi się relacja w ogromnym zaufaniu.

Kobiety trafiają do nas bardzo często w momencie dużych zmian w życiu. Czasem, żeby uwiecznić siebie w tym momencie, jako pomnik po różnych przejściach, czasem, żeby spojrzeć na siebie z zupełnie innej perspektywy. Czasem, żeby zatrzymać czas, kiedy widzą się piękne, czasem, żeby przekonać się, że jeszcze piękne są. Czasem w momentach pięknych, czasem w bardzo trudnym czasie.

I przeważnie zdjęcia, które otrzymują, dodają im otuchy, siły, pozwalają na spojrzenie na siebie z uśmiechem.
Są bodźcem do uwierzenia w siebie, do zadowolenia z siebie, do odnalezienia swojej siły, która czasem gdzieś się gubi, do docenienia swojej kobiecości.
Czasem są bodźcem do kupienia nowego mieszkania, bo i takie historie były.

I kobiety wracają. Żeby przejść ten proces ponownie. Z powodów różnych, na kolejnych etapach swojego życia. Żeby uwiecznić moment, który jest dla nich ważny.
Nie ma ustawiania i sztucznych uśmiechów.
Jest uwiecznianie życia.

Ja stanęłam przed obiektywem Asi, żeby przekonać się jak ona mnie widzi, bo kobiety widzi pięknie. Chciałam zmierzyć się ze sobą, bo zwykle nie na siebie patrzę, a na kobiety, którymi opiekuję się w pracy. Chciałam zrobić coś ewidentnie tylko dla siebie. I może przypomnieć sobie, że nadal jestem kobietą, bo popadłam w rolę matki.

Wiem, że wrócę przed jej obiektyw i wiem, że tym razem zobaczę siebie inną, bo bardzo zmieniłam się w środku, a bardzo jestem ciekawa jak ta zmiana będzie widoczna na zdjęciach.
Chcę zatrzymać kolejny moment.

milka giemza joanna pawlikowska sesja kobieca


Jedna z naszych bardzo wiernych klientek powiedziała ostatnio, że przyszła na kolejną sesję, bo ma bardzo słaby czas. Odciskają na niej w tym momencie piętno różne sytuacje emocjonalne, ale również fizyczne i fizycznie widoczne. Chciała to uwiecznić, żeby pamiętać ile ma siły, bo już wie, że to wszystko właśnie mija i przeminie. Żeby pamiętać, że w życiu bywa różnie, ale że dała radę.

I przypomniało mi się w tym momencie zdjęcie, które zrobił mi Maciek Bochnowski do projektu Pruszkowiak.
Na wiele sesji, w których miałam okazję wziąć udział, to zdjęcie jest dla mnie jednym z ważniejszych. Charakterystyczna dla projektu mroczność kadru i jednoczesna wyrazistość i czystość postaci, równie mrocznej jak całość obrazka, bardzo trafiła w mój gust.
Do tego uwzględniona historia człowieka, każdego, bo żaden Pruszkowiak nie jest anonimowy i ta historia jest równie ważna jak zdjęcie. Świetny pomysł, świetna całość.
Niemniej dopiero chwilę temu dotarło do mnie dlaczego to zdjęcie tak bardzo jest dla mnie ważne.
Bo moment, w którym Maciek mi je zrobił, był dla mnie jednym z najtrudniejszych momentów mojego życia. Ten jeden kadr jest idealnym obrazem mojego stanu na tamten czas, a cała otaczająca ten obrazek mroczność była dla mnie w pewnym sensie realna.
I na środku ja. Stabilna, jasna, klarowna, z podniesioną głową.
Ustałam.
Mimo wszystkiego, co się działo i co mnie otaczało.
I wcale nie jest to dla mnie negatywne w jakikolwiek sposób.
Jestem bardzo wdzięczna, że wszystko tak się zgrało i to zdjęcie powstało, bo widzę swoją siłę mimo wszystko.

milka giemza maciej bochnowski projekt pruszkowiak
A więc tak.
Sesja zdjęciowa może zmienić życie.
Każdy ma swój rodzaj terapii i swoje pomniki.
Ja mam zdjęcia.
I jeden tatuaż ;)


Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem