Piątek, Styczeń 10, 2020, 21:55 | Brak komentarzy »
...czyli jak nadużywanie i używanie nieadekwatne, wypławia słowa z duszy.


„I słowo ciałem się stało"

Znacie.

Słowami przekazujemy myśli, słowami tworzymy plany, słowami szyjemy naszą rzeczywistość.

Każde słowo ma swoją duszę.
Niesie swój ładunek.
Nasza intencja wypowiedzi, sposób doboru odpowiednich słów i ich złożenia w zdania, a dalej pełną wypowiedź, w pełni tworzy.
Wypowiedziane zaistniały, stały się rzeczywistością.
Słów nie cofniesz.

Jest wiele słów ważnych. Z ogromnym ładunkiem wartości.
A mam wrażenie, że im bardziej znaczące słowa, tym bardziej są sprowadzane do oklepanych sloganów.

Każde słowo niesie za sobą prawdziwą wagę i moc swojego znaczenia.
Wyobraź więc sobie, jaką sprawczość miałoby w pełnym zrozumieniu.

„Mówisz, że możesz – to możesz.
Mówisz, że nie możesz – to nie możesz.
Więc sobie wybierz"
Mistrz Zen Seung Sahn

I teraz poczarujmy.
Bo słowa tworzą.
To zaklęcia rzeczywistości.
Nie abrakadabra z książek, nie rytuały, tylko Twoje codzienne słowa.
Co Ty na to?

Spójrz na słowo miłość.
Jej ogrom jest nie do pojęcia, jej definicja nie istnieje w ramach, rozprawiano na temat miłości przez wieki, a teraz mamy slogany:
„Kochaj siebie"
„Kochaj swoje ciało"
„Kochajmy zwierzęta"
„Kochajmy planetę"
„-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też."

Czujesz tą moc?
Ja też nie.

„Bądź sobą!" I słyszysz od razu za uszami to dokończenie „...wybierz pepsi."...?

Wolność, świadomość, tworzenie, autentyczność, osobowość, kobiecość, pasja... wymieniać dalej...?

Marketing dociska bardzo każdą dziedzinę życia, a my łykamy to jak pelikany.

Przestajemy myśleć, zaczynamy działać automatycznie i klepać słowa automatycznie.

I tu jest haczyk pt. jak powiedzieć coś na prawdę ważnego, z prawdziwie mocnym przekazem, wyjałowionymi w zrozumieniu słowami...?

Czasem obawiam się, że to co piszę nie będzie miało takiego wyrazu, jaki chcę w mojej wypowiedzi zawrzeć.
Słowo czytane jest słowem wyjątkowym, bo nadajemy mu taką wartość, jaką mamy sami. Czytając, odbieramy je przez nasz pryzmat. Czasem trzeba przeczytać coś wiele razy, żeby odłożyć na bok własne emocje i stereotypy i zauważyć realny przekaz. To właśnie dlatego kiedy czytamy tą samą książkę, za każdym razem odbieramy ją inaczej. Bo my się zmieniamy.
Chociaż, z drugiej strony, w mowie, rozmowie, też ta płytkość się pojawia...

Cóż...
myślmy co mówimy i słuchajmy, żeby usłyszeć, a nie żeby odpowiedzieć.
I uważajmy na słowa.

 


Czwartek, Styczeń 9, 2020, 19:21 | Brak komentarzy »
Zawsze czułam, że nie lubię podążać za tłumem.

Zupełnie na początku śledzenia wchodzących i narastających trendów myślałam, że po prostu nie nadążam, później obserwowałam wszystko, co dzieje się w branży na bieżąco, ale wielu rzeczy nie rozumiałam. Potem dotarło do mnie, że wiele trendów jest nie dla mnie i zachwiałam się w swoich zawodowych wartościach, motana pytaniem, czy rzeczywiście powinnam wykonywać moje zawody...?

Próbując znaleźć odpowiedź, długo na to wszystko patrzyłam.
Na wszystkie trendy, na kobiety, na potrzeby, na rynek, na reakcje, na powiązania, na reklamy, na pełny marketing, na strategie i na masę innych rzeczy.

Trwało to naprawdę bardzo długo.
Na jedne pytania odpowiedzi napływały, na inne pytania, napływały kolejne pytania...
To było dość męczące...

Taka głupiego robota zrozumieć pewien system, potem go sobie wytłumaczyć.
Wiadomo, że marketing napędza sprzedaż. Ma za zadanie uświadomić nam potrzeby, a może raczej stworzyć potrzeby, których nie mamy. Potem ma za zadanie podtrzymać nasze potrzeby, promując rzeczy w taki sposób, żeby czegoś nieustannie brakowało.

Ale ta machina wkręcała świat i ludzi zawsze jakoś bardziej.
I to ciężko mi było załapać.
Ciężko było załapać, że marketing przestał być tylko marketingiem. On stał się logiczną częścią życia.
Reakcje ludzi na wszelkie procesy marketingowe są tak automatyczne, że nawet nie zdajemy sobie sprawy z siły naszej reakcji.
Przestaliśmy się zastanawiać. Po prostu działamy.
Kupujemy, wyrzucamy, wymieniamy, segregujemy... z marketingu, nie z potrzeby...
Marketing wyszedł zdecydowanie poza dział sprzedaży, jest obecny w każdym działaniu, nawet społecznym.
Modnie jest teraz być modnym, modnie kupić modne rzeczy, modnie wykonywać modne zawody, modnie szybko się przebranżawiać w razie potrzeby, modnie być profesjonalistą w swoich dziedzinach, modnie jest mówić ładnymi słowami, modnie jest pokazywać się w modnych miejscach, modnie jest przekazywać swoją wiedzę....
Modnie jest znać dużo zasad i stosować dużo zasad, modnie jest znać coraz modniejsze zasady i wprowadzać je na bieżąco w życie. Modnie jest znać wiele modnych, nowych określeń, wynalezionych już dawno rzeczy i modnie jest również, na bieżąco te rzeczy w życie wprowadzać.
Modnie jest prowadzić lajwy, modnie mieć lajki, modnie być na fb, modnie mieć modne zdjęcia pod nowymi, modnymi filtrami.
Wszystko jest modnie.
Wszystko jest trendy, bo przecież modnie jest również zapożyczać fajne słowa z innych języków.

Oburzasz się?
W porządku. Oburzaj.
Tylko pomyśl!
Pomyśl kiedy zrobiłeś coś szczerze z potrzeby serca, nieuświadomionej wszędzie wciskającym się marketingiem?
Kiedy ostatni raz wpadłeś na jakiś pomysł siedząc spokojnie w ciszy, a nie przeglądając aktualności social media?
Kiedy wprowadziłeś innowacje w swojej pracy, swoim zawodzie, nie pokierowany kolejnymi kursami jak to zrobić lub kiedy chociaż z własnej potrzeby poszukałeś takich kursów, a nie zapisałeś się widząc reklamę on-line...?
Jasność i szybki przepływ informacji, powiesz?
Ok.
Masz pewność ile z tych informacji jest prawdziwych w pełni?
Ile przedstawia rzetelnie sprawy?
A ile jest koloryzowanych, do czego tak przywykliśmy?
Bo przywykliśmy.

Do koloryzowania, oszukiwania siebie i innych, do naciągania i naginania faktów na nasze potrzeby.
I do wielu innych rzeczy i działań przywykliśmy.
Dawno temu daliśmy sobie na to pozwolenie, zawierzając w pięknie przedstawione, innowacyjne procesy profesjonalnego podania, czyli reklamę i marketing.
A te bokiem, cichaczem, jakoś tak wymknęły się spod kontroli...

Słowa, które są ważne, zostały sprowadzone do rangi chwytliwych lub mniej, sloganów.
Ich właściwe znaczenie zanika, a przekaz staje się płytki.
I jak później przekazać realny sens naprawdę wartościowej wypowiedzi...?
Jak wyłapać tych prawdziwych ludzi w całym worze przekazywanych informacji...?
Całe szczęście są sposoby, są widoczne różnice.
Kwestia uważności.

Kiedyś mówiłam, że jedyny „trend", który mnie przekonuje, to autentyczność.

I, że poza trend zdecydowanie wykroczy, bo jest czymś niezaprzeczalnie, znacznie ważniejszym.
Cieszyłam się wtedy, że moda na nią, daje jej szansę na zapoczątkowanie znaczącego rozwoju, bo dotarła wreszcie, chociażby jako trend, do tych hermetycznych, marketingowych struktur.

Jestem zdania, że skrajności da się pogodzić i mogą obok siebie cudownie funkcjonować.
Przy autentyczności... no cóż. Ona jednak zdecydowanie nie ma konkurencji...
Albo jest ona albo cała reszta.
Autentyczność to droga, którą możesz wybrać, którą możesz podążać.
Lub nie.

Ja uważam, że już czas.
Czas podążyć za swoją autentycznością, ze swoją autentycznością, obudzoną poprzez autentyczność innych. Prosto z serca i głębokiego poczucia, nie z żadnej mody, nie z żadnego trendu, nie dla żadnego interesu i nie na chwilę, a na cały czas.

Tak.
Trendów nie lubię.
Nie są dla mnie.

A tak pisałam, powoli, o autentyczności, prawie cztery lata temu...
AUTENTYCZNIE ZAWSZE


środa, Styczeń 1, 2020, 13:14 | Brak komentarzy »
Rok 2019 był dla mnie teoretycznie spokojniejszy niż jego poprzednik, jednak, jak się okazało, pozory mylą. Z tym stoickim spokojem, wręcz przeorał mnie emocjonalnie i mocno wywrócił na wszystkie strony moje wartości i priorytety. Choć w większości stały tam, gdzie trzeba, to zadrżały w posadach i trzeba było jednak ciut przesadzić to i tamto.
Nauczył mnie ten miniony towarzysz wielu rzeczy, ale myślę, że najważniejszą z nich było pełne uświadomienie, że jesteś swoim własnym mistrzem.
Spotykamy w życiu wiele osób. Mówi się, że są dla nas lekcją, sprawdzianem albo prezentem.
Taka prawda.
Rzecz w tym, że przynoszą nam wiele darów z różnymi intencjami.
Bywają ci nieszczerzy, którzy widzą korzyści w byciu blisko nas, bywają i ci, którzy całym sercem chcą nam pomóc w drodze życia. I czasem działania jednych i drugich przynoszą podobne skutki, często dla nas opłakane.
Intencja z ich strony to jedno, nasza droga to drugie.
Wszyscy mamy swój czas na zrozumienie i jak nikt nas nie może obciążyć (bo realnie nie może, jeśli na to nie pozwolimy), tak nikt nas też nie pogoni.
Jedyną drogą jest głos naszego serca i intuicja, która czasem wali naszą głową o ziemię, a my i tak uparcie nie chcemy jej zaufać.
Niestety.
Taka droga jedyna.
Jesteś swoim własnym mistrzem.
Tylko Ty.
Ludzie wokół, to tylko drogowskazy i nauczyciele.
Inspiruj się, ale nie idź ich ścieżką, bo nie jest Twoja.


Ten miniony rok, zwrócił moje oczy na mnie samą.
I nie chodzi o wieczne poprawianie się, a o to, żeby zauważyć, że wszystko jest w porządku.
Wcale nie musimy się poprawiać.
Możemy za to się ulepszać, bo nieustannie się rozwijamy i warto robić to świadomie, po swojemu, wg swoich zasad i swojej ścieżki.
Dbanie o siebie i swoje ciało to nie egoizm.
Dbanie o swoje wnętrze i swój świadomy rozwój, to jedyna droga do szczęścia, własnego i innych.
Czas spojrzeć na siebie prawdziwą.
Każdy człowiek jest cudowny, absolutnie każdy.
I każdy jest dla kogoś inspiracją.

Czekałam na ten czas.
Dzwoniło mi to w uszach długo. Bardzo długo.
I warto było tą przysłowiową dobę uchodzić za idiotę, w silnym przekonaniu serca, że ta droga jest właściwa.
Doczekałam się.
Doczekaliśmy się wszyscy.

2020 jest dla mnie rokiem pięknych początków nowego życia.
Prosto z serca.


środa, Grudzień 4, 2019, 16:25 | Brak komentarzy »
Anna Dello Russo, to chodzący przepych.
Barok w rozkwicie, na szarych ulicach.
Włoska stylistka i dziennikarka, współpracująca obecnie z Vouge Japan, która sama określa się mianem namiętnej fashionistki, czy fashion victim.


Początkowo patrzyłam na nią jako zjawisko, po którym nigdy nie wiesz czego się spodziewać i wolałam trzymać się z daleka. Myślę, że jak wiele osób, nie zastanawiających się nad tematem bliżej.
Ale, że lubię poobserwować, a tu ewidentnie jest na co popatrzeć, to dałam sobie czas i teraz wiem, że było warto.
W tym szaleństwie zdecydowanie jest metoda i okazało się, że Anna Dello Russo została jednym z moich master of fashion i nie tylko ze względu na sposoby stylizacji.

W sieci dość ciężko znaleźć na jej temat konkrety prywatne, nawet w kwestii wieku.
Oficjalnie, podobno, urodziła się w 1962 roku.
Policzyć więc sobie możecie.
Ciało ma całkiem zaskakujące, jak na stereotypy wieku. Szczupła sylwetka i długie, piękne włosy, to zdecydowanie jej atuty.
A przyglądając się bliżej, nie zobaczycie wydętych na potęgę warg, zrobionych wyraźnie kości policzkowych, czy perfekcyjnego nosa.
Biust pokaźnych rozmiarów, to również nie w tej historii.
Mocny, perfekcyjny makijaż w wersji kontur hard też nie.

Macie za to przed sobą „Panią w wieku". Macie szerokie, mocne ramiona, często lekko przygarbioną sylwetkę, bardzo mocną opaleniznę i dość wiotką skórę nad kolanami.
O ile zakład, że większość z Was uznałaby to wszystko za wady, przez które najlepiej nie pokazywać się światu?
No właśnie.

A Anna Dello Russo wciąga look prosto z wybiegu i idzie w miasto.
Widać jak bardzo jej humor rządzi wyglądem, fanaberia narzuca stylizację i widać tą realną WOLNOŚĆ.
Jest w niej zabawa i radość ewidentnie na jej zasadach i ja, osobiście, jestem tym zachwycona!!!

Chcesz być jak Myszka Miki? proszzzz...
Chcesz założyć wisienki na głowę? Albo paprykę? Nie ma sprawy.
Chcesz?
TO ZRÓB!
I idź z radością i dumą, mając wszystkich krytyków i sceptyków za sobą.

Twoje życie, Twoja zabawa.
Amen.

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja 

Zdjęć jedynie mała namiastka, bo internety tych barwnych stylizacji pełne ;)
Źródło: Pinterest




Wtorek, Listopad 5, 2019, 18:56 | Brak komentarzy »
Wczoraj na łamach projektu Pruszkowiak pojawiło się zdjęcie i historia Patryka Opary.
Jeśli nie znacie tego projektu, to polecam. Maciej Bochnowski, autor, mówi o nim min. tak: "Pruszkowiak to nie tylko zdjęcia - to relacje ludzi, nowe znajomości i naprawdę dużo pozytywnej energii."  Zaczęło się od Pruszkowa, ale projekt pięknie powiększa swoje granice.
Wracając do Patryka, to mocno dał mi do myślenia pierwszy akapit napisanej przez niego historii. 
"Nie jestem nikim wyjątkowym, szczególnym, wyróżniającym się z tłumu, dlatego duże było moje zdziwienie, kiedy Maciek zaproponował mi udział w PRUSZKOWIAKU. Może to przez promile we krwi albo chwilowy atak głupoty, ale nie wycofał się z tego kolejnego dnia i oto jestem (dla kontrastu) w jednym projekcie obok wartościowych ludzi – strażaków, doktorów, nauczycieli czy artystów."  
Później, czytając całość tekstu, stwierdziłam, że jest tam naprawdę ciekawie. To fajna historia, fajnego człowieka, z fajnymi, choć może nieoczywistymi wyborami, z fajnymi obserwacjami i wielkim sercem. I ten człowiek wcale nie jest ani trochę mniej wartościowy od pozostałych Pruszkowiaków, czy ogólnie ludzi i wcale nie jest wśród nich jedynie dla kontrastu. 
Dla mnie ta historia była kopem do napisania tej notatki.
Może dla kogoś ta notatka będzie kopem do napisania lub zrobienia czegoś innego, czy pewnym odczuciem, które wyzwoli kolejne reakcje...
Nie wiem jak będzie, ale wiem, że tak właśnie działa łańcuszek życia. To ciągle pojawiające się iskierki odpalające kolejne świece. A największymi inspiracjami są często najprostsi ludzie. Oczywiście nie ujmując autorytetom, niemniej mam wrażenie, że owe autorytety, czy sam system wysadzania na piedestał, są trochę przereklamowane. 
Kiedyś czytaliśmy biografie, żeby poznać czyjeś życie. A żeby napisać książkę lub żeby o nas napisano, trzeba było być poważnie, w opinii innych, ciekawym. Bo napisanie to jedno, a wydanie drugie... i jeszcze sprzedaż... a na wszystko trzeba zarobić i na książce też.
Teraz, w dobie możliwości szybkiego kontaktu, jest inaczej. Nie trzeba od razu wydawać książki albo można to zrobić samemu lub napisać e-booka. Można założyć blog, czy inne miejsce lub formę zaistnienia i przelewania myśli. 
Tylko teraz, w zestawieniu z autorytetami i pod presją stereotypów, często wydajemy się sobie nieciekawi... a to nie do końca prawda.
Nigdy nie wiemy kiedy i dla kogo staniemy się inspiracją, czy iskrą do działania.
Bo każde, absolutnie każde życie jest ciekawe, absolutnie każde może być inspiracją i nauką dla innych.
Twoje życie, to Twoje świadectwo, PRAWDZIWE, nawet jeśli bez całego podniosłego tonu... Bo o tą prawdę chodzi i o jej poznanie.
Warto rozmawiać, warto nieść swoją historię.

Ps. chyba, że jesteś zakłamanym dupkiem, który ściemnia wszystkim wokół jaki to jest zajebisty. 
Ale w sumie... to też uczy - że dupkiem być nie warto.

Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem