BLOG

Poniedziałek, Marzec 12, 2018, 11:10 | Brak komentarzy »
Och, jak ja lubię, kiedy buty się do mnie uśmiechają ;)
Czasem robią to nawet dosłownie :)
Choć przeważnie całymi sobą proszą, żeby przygarnąć je do szafy ;)

Wczoraj prowadziłam warsztaty dotyczące  stylu...
Dużo stereotypów do złamania jeszcze przede mną... ale to dobrze, taka praca, takie życie, takie wybory ;)

A taka myśl mi się nasuwa zawsze jak myślę o stylu... on nie lubi etykietek, styl lubi wolność... I jest jak praca dyplomowa, działasz po swojemu, a potem musisz to obronić.

Więcej napiszę Wam w pełnej relacji, a dziś wrzucam moją wczorajszą stylizację.

milka giemza blog notatka stylizacja ubrania zestaw buty usmiechniete zara mango medicine stare kino
milka giemza blog notatka stylizacja ubrania zestaw buty usmiechniete zara mango medicine stare kino
milka giemza blog notatka stylizacja ubrania zestaw buty usmiechniete zara mango medicine stare kino
botki, płaszcz: ZARA
koszula: Mango
spodnie, teczka: Medicine


Niedziela, Styczeń 7, 2018, 11:33 | Brak komentarzy »
Choć rok 2017 wydaje się odległą przeszłością, to przez cały tydzień dzwonił mi w głowie ogromnym echem...
Musiałam się po nim porządnie wyspać...

Trzeba przyznać, że miniony rok był rokiem kobiet. Niezależnie co sądzimy o sytuacji społecznej i politycznej, kobiecość w zeszłym roku budziła się do życia i istnienia. Tak naprawdę dopiero realnie było widać jak bardzo kobiety i kobiecość były tłamszone. Fizycznie, psychicznie, społecznie, ekonomicznie... Wszystko ukrywało naszą płeć gdzieś pod spodem, jako słabszą, mniej znaczącą, o mniejszych prawach... aż powiedziałyśmy dość.

Czy jestem feministką...?

Jestem kobietą.
I proszę, nie wrzucajcie mnie do worka jakichkolwiek określeń i nie przylepiajcie etykietek.
Jestem kobietą fizycznie i emocjonalnie. Wszystko jest we mnie w tym temacie zgodne i jestem szczęśliwa. Jestem kobietą z kobiecością z wyboru, ale także z wyboru stoję mocno na nogach i pilnuję mocno swoich praw. I jestem przede wszystkim człowiekiem, który nie lubi podziałów i przypisywania pewnych cech tylko kobietom, czy tylko mężczyznom.
Wszyscy mamy prawo do życia życiem swoim wybranym.

Spotykam się z wieloma kobietami codziennie. Taki zawód ;) ale też taki wybór.

Jedne świadome, inne mniej, jeszcze inne zalęknione, czy wręcz przerażone swoją kobiecością i życiem z nią... Takie, które wstydzą się pokazać siebie, wyrażać siebie i nawet mówić o swoich potrzebach... które uważają, że to coś złego i niewłaściwego... dociśnięte przez społeczeństwo budowania ideału z botoxu i kosmetyków... i żyją schowane w swojej skorupie, bo to nie dla nich, „bo nie wypada"... a potem jadąc autem widzą plakaty z kobietami, pełnymi biustami, w gazetach
zdjęcia, wiele na wierzchu, ale to inny świat, kobiety, takie „zwykłe" „tak nie mogą"... bo będzie, że zdziry, bo mają kiepskie ciało, bo urodziły dzieci i nie zrobiły plastyki brzucha, a nawet nie ćwiczą, albo ćwiczą mało...
Same się ograniczamy w imię narzuconych nam ograniczeń sprzed lat...
Boimy się żyć, bo ktoś kiedyś powiedział, że nie możemy, ktoś kiedyś wytyczył nasze prawa i ktoś kiedyś o nas zadecydował... szkoda tylko, że nie my same.
I tak naprawdę ciekawe kto to ten „ktoś"...

Jak kiedyś kobiety coś wiedziały, to od razu było, że wiedźmy i spalić, zastraszyć, przypisać rolę matki i żony, najlepiej podległej, bo kobieta przecież nie wie, mężczyzna wie, a ona to głupia raczej... Prawa wyborcze niet, bo też za głupia, prawa wypowiadania się ograniczyć do rozmów w domu, a za to też można zebrać kilka razów...
Mężczyzna wojuje, broni, kobieta buduje dom... Role wyznacz, podziel, utrzymaj.
Nie jest tak...? To sytuacje, których nie było, nie ma? Albo były, ale to już przeszłość...?
Niestety nie przeszłość... wystarczy z kobietami porozmawiać... wysłuchać, obdarzyć bezpieczeństwem... średniowiecze to stan umysłu...

Długo możnaby o tym rozprawiać... wieki się wszystko działo, wieki kolejne możnaby rozgrzebywać...
Ale można też powiedzieć dość. Kobieta też człowiek, też myśli, też czuje, też ma wartość i to OGROMNĄ i też ma PRAWO. Wszystkie PRAWA, jak każdy człowiek.

Budzimy się w kobiecości, cudownej kobiecości, ogromnej sile!
Zaczynamy patrzeć na siebie inaczej, bez stereotypów, bez ról, bez wymogów społecznych. Zaczynamy się WIDZIEĆ. Po prostu siebie, z naszymi cechami, nie wadami.
I zaczynamy się z tego wszystkiego CIESZYĆ :)
WRESZCIE!

Budźcie się moje drogie! Wszystkie niepewne, wszystkie jeszcze zalęknione... Jesteście PIĘKNE! Wewnątrz i na zewnątrz.
Róbcie dla siebie to, czego potrzebujecie, słuchajcie swoich potrzeb i intuicji, ŻYJCIE SZCZĘŚLIWIE i od życia wymagajcie, bo macie prawo!

I pomyślcie, pamiętajcie, że czasem za bardzo włączacie własnego krytyka w imię wszelkich zacietrzewiałych represji... tylko czy słusznie...?

Ja. Rodząca, dwa razy, zabiegana, niewiele ćwicząca, po swoich przejściach, w sumie też niekoniecznie małych... jestem.
W obiektywie Joanny Pawlikowskiej... a ona widzi pięknie :)

kobiecosc subtelnosc zdjecia joanna pawlikowska sesja kobieca milka giemza blog notatka
kobiecosc subtelnosc zdjecia joanna pawlikowska sesja kobieca milka giemza blog notatka
kobiecosc subtelnosc zdjecia joanna pawlikowska sesja kobieca milka giemza blog notatka
kobiecosc subtelnosc zdjecia joanna pawlikowska sesja kobieca milka giemza blog notatka
kobiecosc subtelnosc zdjecia joanna pawlikowska sesja kobieca milka giemza blog notatka

Spójrzcie na siebie. Inaczej niż zwykle. Z miłością... do siebie <3
Życzę Wam tego na ten rok i na całe życie <3


bielizna: Intimmissimi
kimono: Promod
szelki: Simple CP

 


Wtorek, Styczeń 2, 2018, 00:10 | Brak komentarzy »
...i kropka, aż by się chciało rzec.

Ten rok zleciał mi wyjątkowo szybko, w pędzie ogromnym, jakby czas gnał szybciej przynajmniej ze dwa razy...
Ale życie toczące się w międzyczasie obowiązków swoje lekcje przyniosło.

Zostając w tematach zawodowych, tym razem nie mam genialnie fatalnych trendów w rękawie, które chciałabym Wam pokazać... 
To co spełniłam z roku poprzedniego, to poczyniłam swoją wersję makijażu sylwestrowego z Pytania na Śniadanie 2016 i zaspamowałam nią swój facebook i instagram, więc tu Wam jej oszczędzę ;)
A to, co w tym roku zaobserwowałam w tematach makijażowych wcale nie było dla mnie zabawne...
Wizażystów i makijażystów jest coraz więcej... ta zawodowa rodzina rośnie w siłę, zarówno w istotki po szkołach i kursach, jak i genialne samouki...
Nie uważam, żeby był w tym zawodzie wyznacznikiem dyplom, czy jakikolwiek inny papier... osobiście, rozmawiając z drugim wizażystą, patrząc na jego prace, potrzebuję widzieć pasję... 
Są ludzie, którzy potrzebują się nauczyć i są w stanie wyszkolić się świetnie, co przekłada się na świetną pracę. Ja potrzebuję czucia, intuicji, widzenia "od razu" i znajomości zasad dopiero do tego, bo wtedy wiadomo jak je ciekawie złamać.
Dwie grupy, obie fajne, obie skuteczne, ale...
Nie napiszę, że to ALE nie ma większego znczenia, bo dla mnie ma...
Dla mnie osobiście, bo lubię osobowości... lubię inności, a do inności zawsze potrzebny jest indywidualizm, bo to w sumie jedno i to samo, tylko zamiennie stosowane i objawiane... wszystko w zależności...
Lubię wizażystów, makijażystów szalonych, których dosłownie widać w ich pracach. Uwielbiam ten moment, kiedy spojrzysz na czyjś makijaż i wiesz spod czyjej jest ręki ;) I szukam tego! Żeby powiedzieć WOW! Znowu jest coś zajebistego! I co...?
Jest ich szereg :) coraz większy :)
Cieszy mnie to bardzo :)
Ale ten szereg dopiero staje w swojej sile i dumie z inności, poza kilkoma nazwiskami z tabloidów, które wiele lat walczyły (nie siłą oczywiście, ani pychą) o uznanie... bo nadszedł proszę Państwa czas siły trendów, oceny i walki o lajki... 

Instagram, facebook i w ogóle wszelkie kanały społecznościowe zalane są wręcz makijażystami i trendami właśnie...
Powstające grupy zrzeszają makijażystów, którzy prześcigają się w publikowaniu postów z prośbą o ocenę makijażu, prośbą o polecenie kosmetyków, z prośbą o ratunek "co mam kupić, bo nie wiem"... masa makijażystów nie myślących samodzielnie a zdających się na opinię ogółu... i potem powielających te opinie "że dobre" albo "że nie"... 
Nie ma tam miejsca na indywidualizm... i nawet chyba chęci...

Do jednego worka oczywiście nie wrzucam i temat jest tak na prawdę do rozwinięcia na dłużej w innym wpisie, ale generalnie jest to wszystko po prostu smutne...
Tak... miniony rok makijażowo mnie zasmucił...
Już wolałam konturowanie nosa z pomocą widelca...
Mam za to listę kosmetyków must have w każdym kufrze, listę kosmetyków pt. "wielkie gówno" i szał na matowe pomadki na co dzień albo w ogóle stosowane pod oczy jako trwały korektor... (tak... seriously...)
Aha... i liczbę lików pod zdjęciem...
A jak wnikniecie w wiedzę, to niestety nie często idzie za bohaterką danego kanału...

Kiedyś chciałam wziąć udział w dyskusji odnośnie korektora jako bazy na powiekę, która rozwinęła się pod pewnym filmikiem na yt...
Makijażysta na filmie poradził nałożenie na powiekę ruchomą odrobiny korektora w celu stworzenia bazy i wyrównania kolorytu powieki. Został w komentarzach zjedzony o nieprofesjonalizm i odesłany do szkoły, ponieważ na powiekę nakłada się bazę a nie korektor... Dalej sposób ten (z korektorem) został nazwany jako wymysł samorosłych makijażystek z yt...
Wiek komentujących ok 20-23 lata... wystarczający na dobre poruszanie się w temacie makijażowym, często niestety na bardzo płytkim poziomie... i jak ja mam wytłumaczyć temu dzieciakowi, że kiedy sama sztuki makijażu się uczyłam, to nikt nie wynalazł jeszcze bazy pod cienie, a jak już wynalazek taki stworzył, to dostępny był prawie wcale... a korektor był...
I jak wytłumaczyć, że korektor też wynaleziono ciut później niż szumnie zwany fluid...
I, łola boga, jak powiedzieć takiemu dzieciakowi, że konturowania twarzy nie wynalazła Kim Kardashian!!! 
Odpuściłam...

Od kilku lat rośnie liczba kobiet wyglądających jak swoje klony... rośnie też liczba makijaży wyglądających tak samo...

Do tego problemy z nazewnictwem, kolejne trendy rzucone dla lepszego napędzenia gospodarki i sama nie wiem co jeszcze napisać... zmęczyło mnie to... dziś... i męczyło przez cały rok.

Tęsknię za czasami, kiedy nowy trend był wyczekiwany, a nie podany zaraz po poprzednim, gdzie często wszystkie na raz giną w tłumie... Za czasami, kiedy makijaż był sztuką, a nie sztucznością... kiedy podkreślał piękno kobiety, a nie zamieniał ją w klona celebrytki z okładki... w sumie nawet wszystko jedno jakiej... ( i celebrytki i okładki...)
Za czasami pasji i ogromnej wiedzy, która z niej płynęła i dalej przelewała się w spełnionej pracy w piękne dzieła na twarzach... choćby najlżejsze, to najpiękniejsze... 

Mam za to wiek płytkości.

Chwała za tych "innych". Wyłamujcie się, proszę! Myślę, że nie tylko ja Was potrzebuję...

Kończę mój wywód dziś Kochani...
Nie postanawiam noworocznie makijazowo nic.
Kontynuuję dalej swoją inność.
I zastanawiam się (również dalej) nad swoim miejscem w tym wszystkim...

:*

środa, Grudzień 13, 2017, 15:11 | Brak komentarzy »
Kiedy masz zostać "dziewczyną z kalendarza", masz w głowie pięknie wymuskany obrazek samej siebie, wyglądającej jak kilka milionów dolarów. A dziewczyny w projekcie początkowo wymyśliły dla mnie strój cheerleaderki, co z tymi milionami jakoś mi się gryzło ;) Ze mną w sumie też...
Po debatach wybrały jednak punk, choć zastanawiałam się czy wiedzą czym jest pogo...

punk sesja kalendarz akcja charytatywna zdjecia foto irokez rozowe wlosy joanna pawlikowska milka giemza blog notatka

Cofnęło mnie to do dawnych czasów i wspomnień...
Wychowując się ze starszą siostrą, w czasach dobrej muzyki buntowniczej, udało mi się wyrastać od kołyski przy dobrych dźwiękach, w świadomości wartości jednostki. Może nie na marginesie, ale zdecydowanie z boku systemu.
Od zawsze czułam swoją inność i odnalezienie się wśród ludzi wyłamanych dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Choć łączyłam zgrabnie świat mój i społeczny, to jednak odstawanie towarzyszyło mi zawsze. Przerobienie niezrozumienia otoczenia w okresie dzieciństwa nie było łatwe... Wyśmiewanie, czepianie, odrzucenie przez rówieśników nie było fajne... Chociaż przecież jako dobra i ułożona uczennica teoretycznie nie miałam takich problemów, a przynajmniej tak twierdzili nauczyciele i ogólnie dorośli. Niestety błędnie. Bardzo wcześnie nauczyłam się obserwacji, ale na wyrobienie pełnego dystansu musiałam trochę poczekać, bo emocje z natury dziećmi szargają bardziej. Im byłam starsza, tym spokojniejsza i bardziej stanowcza, z coraz bardziej jedynie swoim zdaniem.
Opuszczałam podstawówkę z uśmiechem na twarzy, a liceum witałam z obawą, ale i nadzieją na inny świat. Nie było zupełnie inaczej, ale przynajmniej wszyscy byliśmy starsi i bardziej za siebie odpowiedzialni. Wyszczekałam sie dość mocno na tym etapie, co regularnie wpędzało mnie w kłopoty, ale jednoczeście dało swoisty spokój od otoczenia i wewnętrzną wolność. A jak już raz wolność poczujesz, to już nigdy nie dasz się zamknąć w klatce.

To był też etap, kiedy szukałam własnego stylu, więc wyglądałam skrajnie różnie, nawet dzień po dniu. Zawsze lubiłam różnorodność, a mój ubiór bardzo zależał od mojego nastroju i emocji. Do tej pory tak mam i lubię być pewnego rodzaju kameleonem ;)
Zawsze miałam i mam nadal w szafie coś klasycznego, zawsze też rozciągnięty sweter i ciężkie obuwie, a Martensy, to dla mnie jeden z największych klasyków. 
Zabawna była ta moja inność, zawsze zmierzająca do klimatów osobliwych, kiedy to wychodziłam na ulice mojego cudownie, nie tylko stereotypowo, lecz całkiem realnie dresiarskiego miasta. Jeszcze zabawniej było, kiedy w wielkim swetrze, skórzanym płaszczu, wąskich jeansach i glanach stałam sobie z przyjaciółmi, dumnie świecącymi trzema paskami swojej garderoby. Ja jedna, ich grupa i wzajemne wsparcie w każdej sytuacji.
To jedno z tych doświadczeń, dzięki któremu jestem pewna, że nie ma rzeczy, które po prostu dzielą, podziały tworzą się kiedy jest brak otwartości i po prostu brak chęci...

punk sesja kalendarz akcja charytatywna zdjecia foto irokez rozowe wlosy joanna pawlikowska milka giemza blog notatka
Im więcej stereotypów złamałam w swoim życiu, im bardziej żyłam poza nimi i im więcej osób otwartych spotykałam, tym bardziej upewniałam się, że nie istnieje coś takiego jak "nie da się".
Popadłam wtedy w swoistą samotnię, bo poza zaufaną grupą przyjaciół, stanęłam przeciwko całemu światu i to stwierdzenie nie jest za duże. Świat mówi "dobre dla Ciebie jest to i tamto", a ja zaczęłam sprawdzać, czy na pewno... I przeważnie okazywało się, że nie...
Nie uznawałam nigdy buntu dla samego buntu, bo nie miało to dla mnie sensu i nadal nie ma. Nie odmrażałam sobie na złość uszu. Ale uczyłam się stawiać granice, co generalnie dla ogółu było abstrakcją... Asertywność? Te X lat temu...? Połowa ludzi jeszcze nie była świadoma, co oznacza to słowo, a ja wywalałam swoje "nie" kiedy tylko było dla mnie dobre. 
Ilość moich wrogów zdecydowanie wzrosła, choć nie z mojej strony. I przekonałam się, że ludzie nie lubią, kiedy jesteś prawdziwy...

punk sesja kalendarz akcja charytatywna zdjecia foto irokez rozowe wlosy joanna pawlikowska milka giemza blog notatka
Na początku jest do bani... po prostu przykro... ale to mija.
Z nikim nie żyjesz tak blisko jak ze sobą, więc warto najbardziej właśnie siebie lubić i być ze sobą szczęśliwym w pierwszej kolejności.
I być wolnym.
Wolnym od opinii innych, wolnym od ocen, etykietek, ról życia i tym podobnych...
To nie jest banał i p.eprzenie. Tak jest i tyle. Nie można tego bagatelizować.

Kiedy miałam zadanie wystylizować się na punka do kalendarza, okazało się, że najbardziej odpowiednie rzeczy, to te które noszę na co dzień :)
Wieczny bunt i wiecznie własna ścieżka są wpisane we mnie od urodzenia :P

punk sesja kalendarz akcja charytatywna zdjecia foto irokez rozowe wlosy joanna pawlikowska milka giemza blog notatka

Tylko to wcale nie jest bunt jaki postrzegamy stereotypowo. 
To niezgoda, brak zgody na życie zaplanowane. 
To niezgoda na scenariusze, które przyznaje nam społeczeństwo, rodzina, inni ludzie...

To akceptacja.
Wolność.
Świadomość.

Zawsze.
Do klatki nie wracam. 
Polecam.

punk sesja kalendarz akcja charytatywna zdjecia foto irokez rozowe wlosy joanna pawlikowska milka giemza blog notatka
fot.: Joanna Pawlikowska 

Poniedziałek, Grudzień 11, 2017, 23:01 | Brak komentarzy »
Pokazałam Wam dziś kalendarz charytatywny z projektu LIFE is Passion, wczoraj napisałam bajkę, a teraz tej bajki kulisy.

Projekty charytatywne to piękna idea, ale zwykle wiążą się z nimi od początku większe trudności. Głównie z powodu braku budżetu i potrzeby poruszenia serc osób, które do danej realizacji są potrzebne. Do tego przydałoby się, żeby finalnie zebrana ekipa nadawała na choćby podobnych falach, bo inaczej każdy projekt jest łatwo położyć na łopatki. 
W tym wypadku punkt ostatni był w 90% osiągnięty, bo pomysłodawczynie się przyjaźnią, do tego fotograf wywodziła się z tej samej grupy, ja z nią pracuję, więc fale się zgadzają, a fryzjerka została zwerbowana jako zaufana osoba przez jedną z modelek. Generalnie jedyny zgrzyt mógł pojawić się na linii makijaż i stylizacja vs. fryz, bo jeśli złapały byśmy z Marzenką różne wizje, to skończyłoby się katastrofą, a czasu na zgrzyty nie było, ale to za chwilę.

Drugą kwestią trudną jest fakt pracy profesjonalistów, a profesjonalistów z amatorami  w dziedzinie. Joanna miała przed obiektywem dziewczyny z krwii i kości, z aparatem nie obeznane lub zapoznane sporadycznie. Wbrew pozorom nie wystarczy "sobie stanąć i się uśmiechnąć" a fotograf wyczaruje resztę. Praca modelki nie jest łatwa. Wymaga od niej, żeby znała swoje słabe i mocne strony, umiała pokazać swoje atuty i ukryć ewentualne wady, potrafiła zagrać, wczuć się w rolę, a to wymaga świadomości siebie, obserwacji i praktyki. Nasze dziewczyny jako modelki poradziły sobie świetnie, ale czasu na rozluźnienie i pracę z obiektywem również nie było.

Dla profesjonalisty, który na bieżąco pracuje w zawodzie, wejście w projekt charytatywny oznacza dużo więcej niż poświęcony dany czas pracy. 
To czas, który odbiera sobie odmawiając innych zleceń, odsyłając swoich klientów gdzie indziej, to pieniądze, które nie tylko włożył na rzecz celu w projekt charytatywny, ale także te, których zarobku odmówił. To mały skok w bok od tempa swojej pracy i codziennego profesjonalizmu, na rzecz pracy w często dużo trudniejszych warunkach, zarówno fizycznych, jak i emocjonalnych.

Dziewczyny długo przygotowywały się do projektu wybierając tańce, organizując sobie stroje i planując pozy. Zaplanowały sesje do kalendarza na Mazurach, w domu jednej z nich. Piękne okolice i rozległy teren miały stwarzać mnóstwo możliwości aranżacji. 
Tak więc ruszyłyśmy w drogę. Wszystkie razem, żeby się nie pogubić.

kalendarz life is passion milka giemza blog notatka pomoc akcja charytatywna taniec przyjazn projekt makijaze backstage proza kulisy
kalendarz life is passion milka giemza blog notatka pomoc akcja charytatywna taniec przyjazn projekt makijaze backstage proza kulisy
kalendarz life is passion milka giemza blog notatka pomoc akcja charytatywna taniec przyjazn projekt makijaze backstage proza kulisy

Każda minuta od momentu rozpoczęcia jakichkolwiek działań, również drogi, jest wykorzystana do granic. Na jednym pokładzie podróżowałam z Joanną i Marzenką, czyli powiązana obsługa fotograficzno-urodowa.
Mimo początkowo innych ustaleń wybrałyśmy tą opcję, żeby lepiej się poznać, bo Marzenkę widziałam pierwszy raz w życiu. Żeby porozmawiać o naszych wizjach na całość kalendarza, żeby dopasować to wszystko, co buzowało w naszych głowach i żeby opracować masę planów awaryjnych, bo jedziemy w nieznane...

To jest dobry moment na podsumowanie Wam w skrócie tego, gdzie tkwiła trudność całego projektu.
Rok ma 12 miesięcy, kalendarz ma więc 12 kart plus okładka. Do zrobienia mamy 13 sesji zdjęciowych, pięć modelek wśród naszych dziewczyn, czyli każda z nich ma być przygotowana dwa razy. Jeśli myślicie, że pomyliłam się w liczeniu, bo daje to razem 10 sesji, czyli 10 kart, to nic mylnego, bo w bohaterkami dwóch sesji mamy być ja i Marzenka. 13ta sesja, okładkowa ma  być wspólna. 
Tak więc oprócz przygotowania modelek, musimy przygotować również siebie.
Miejsce, do którego jedziemy, dla naszej trójki jest zupełnie nieznane. 
Wyruszamy w piątek rano, dojeżdżamy ok 15.00 i od razu zaczynamy pierwsze sesje, bo musimy skończyć do sobotniego wieczora...
Hardcore, co...? :D

W drodze było wesoło i kreatywnie, ale wszystko, co przemyślane, przygotowane i zaplanowane, na miejscu zderzyło się z rzeczywistością wielkim boomem.

Piękne tereny zachwycały i uspokajały, ale nie zapewniały nam wystarczająco róznorodnych kadrów, a sesji przed nami masa. I kiedy dziewczyny radośnie mogły przebierać w przygotowanych ciuszkach, nakręcając nastrój, nasza ekipa fotograficzno-urodowa starała się zburzyć kolejne przeszkody walcząc z czasem. Stylizacje poznawałyśmy na bieżąco, dopasowanie fryzur i makijażu musiało być ekspresowe. Poprawki w stylizacjach i wszelkie zmieny również. Nie mówiąc już o zdjęciach...

W takiej pracy profesjonalny zespół ogarnia dużo więcej niż makijaż, fryzury i zdjęcia. Pomiędzy działaniem, w każdej chwili myślimy, kombinujemy, zmieniamy, tworzymy... i to wszystko nie dość, że ma w naszych głowach ekspresowe tempo, to jeszcze przeplata się z żartami i komunikacją z całą ekipą. 
Daję Wam jednak głowę, że pomimo pozornie normalnego funkcjonowania nasze mózgi się lasują, a ciała dostają porządny wycisk.

kalendarz life is passion milka giemza blog notatka pomoc akcja charytatywna taniec przyjazn projekt makijaze backstage proza kulisy

kalendarz life is passion milka giemza blog notatka pomoc akcja charytatywna taniec przyjazn projekt makijaze backstage proza kulisy
kalendarz life is passion milka giemza blog notatka pomoc akcja charytatywna taniec przyjazn projekt makijaze backstage proza kulisy
kalendarz life is passion milka giemza blog notatka pomoc akcja charytatywna taniec przyjazn projekt makijaze backstage proza kulisy

kalendarz life is passion milka giemza blog notatka pomoc akcja charytatywna taniec przyjazn projekt makijaze backstage proza kulisy
kalendarz life is passion milka giemza blog notatka pomoc akcja charytatywna taniec przyjazn projekt makijaze backstage proza kulisy

Kiedy popadam w wir pracy nie pamiętam o jedzeniu, czy piciu. Całe szczęście, że dziewczyny podstawiały nam wszystko pod ręce, bo czasu nie było na nic, a przeszkody się piętrzyły. 
Za tempem pracy profesjonalisty amator nie ma szans nadążyć, nie musi go w ogóle rozumieć, do tego nie ma jak być do niego przyzwyczajony. To tworzy jednak napięcia i niezrozumienia, zdziwienie nerwowością, czy zbytnią swobodą. 
Nie ma w takiej sytuacji winnych, są po prostu różne, mega trudne do pogodzenia światy.
Praca do późna, od świtu, bo w sobotę zaczęłam malować o 4.00 rano.
Modelki nie wszystkie muszą być na nogach, nasza ekipa tak. To wykańcza. Ale tak to jest, kiedy podejmujesz się niewykonalnego.

Atmosferę rozładowują żarty i wygłupy.
Przygotowanie makijażu i fryzury dostarcza modelkom ekscytacji, a sama sesja jest uwieńczeniem ich pomysłu i całych przygotowań.
Kolejne kadry powstają w miejscach czasem mocno niewyględnych, ale wiadomo, że fotograf widzi inaczej, a jego oko jest dużo bardziej wyczulone na przestrzeń. 

kalendarz life is passion milka giemza blog notatka pomoc akcja charytatywna taniec przyjazn projekt makijaze backstage proza kulisy
Na zdjęciu powyżej Joanna ma na głowie wałki, bo sama jest w trakcie przygotowań do sesji okładkowej. Wszystko w międzyczasie. 
Makijaż każdej z dziewczyn robiłam ok. godziny, swój 15 minut.
Wszystko, co tylko pojawiało się pod ręką mogło okazać się przydatne i pomocne. Zwłaszcza, kiedy mogło być rekwizytem do sesji. A czasami było jeszcze bardziej przydatne po sesji ;)

kalendarz life is passion milka giemza blog notatka pomoc akcja charytatywna taniec przyjazn projekt makijaze backstage proza kulisy
Kiedy kończyły się możliwości, trzeba było poszerzyć horyzonty i przestrzeń. W taki sposób wylądowałyśmy w oddalonym o kilka kilometrów Piszu. Pleneru w zasięgu spaceru w połowie soboty zabrako ewidentnie. 

kalendarz life is passion milka giemza blog notatka pomoc akcja charytatywna taniec przyjazn projekt makijaze backstage proza kulisy

kalendarz life is passion milka giemza blog notatka pomoc akcja charytatywna taniec przyjazn projekt makijaze backstage proza kulisy
kalendarz life is passion milka giemza blog notatka pomoc akcja charytatywna taniec przyjazn projekt makijaze backstage proza kulisy
W sumie cieszę się, że trafiło na moją sesję, bo bieganie z irokezem na głowie po mazurskim miasteczku ubawio mnie ewidentnie i złapałam chwilę odpoczynku.
Niestety ten odpoczynek bywa czasem niebezpieczny.
Kiedy pracuję przy dużych projektach, trzymająca adrenalina jest zbawieniem, po odpoczynku powrót na obroty jest mega ciężki. Nie pomagały mi ani kawa, ani jedzenie, ani gorący prysznic, tym bardziej, że miałam szczęście tafić na brak ciepłej wody...
I walka z czasem, bo słońce zbliżało się do horyzontu...
Dobił mnie w tym momencie wszechobecny optymizm dziewczyn, bo czasem nie ma sensu skakać ponad siły i zmuszać się do działań.
Zrezygnowałam z obecności na okładce. Ani nie czułam się na siłach, ani nie zdążyłabym się przygotować. Czy żałuję? Nie. Nie mam parcia, za to mam dystans.

Zdążyłyśmy.
Kalendarz jest. Powstał.
Choć zdjęcia to była połowa drogi.
Schody dopiero się zaczęły.

Jestem zadowolona z mojej pracy, zwłaszcza w powyższych okolicznościach.
Cieszę się, że mała Małgosia będzie spełniać swoje marzenia i się rozwijać.
Nauczyłam się przy tym projekcie wiele i dotarłam do wielu moich granic.

Dzięki dziewczyny.
Joanna, Marzenka... praca z Wami ramię w ramię jest zajebista <3

Przepraszam, musiałam to zdjęcie zostawić na koniec, bo najlepiej obrazuje TEN MOMENT.

kalendarz life is passion milka giemza blog notatka pomoc akcja charytatywna taniec przyjazn projekt makijaze backstage proza kulisy

Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem