BLOG

Niedziela, Marzec 18, 2018, 19:55 | Brak komentarzy »
Wczoraj miałam okazję uczestniczyć w piątej już edycji Konferencji Strefy Zmian
I to moje drugie spotkanie z tą imprezą. 

strefa zmian V konferencje spotkania wystawy networking kobiety

To co się dla mnie nie zmieniło, to miejsce, czyli ponownie Centrum Konferencyjne Golden Floor Plaza na 26 piętrze, z którego rozpościerał się magiczny widok na Warszawę...

strefa zmian V konferencje spotkania wystawy networking kobiety
...świetna, swobodna atmosfera i oczywiście niezawodna jak zawsze, jedyna i niepowtarzalna Jadwiga Korzeniewska z Laboratorium Zmieniacza, czyli dobry duch i stanowcza materia eventu ;)
Nie zmieniła się również "zasada działania" konferencji, czyli trzy bloki tematyczne, po pięć spotkań w każdym.

W tej edycji mogliśmy słuchać wykładów w strefach: ETAT, WŁASNY BIZNES oraz INSPIRACJE. Oraz odwiedzić STREFĘ WYSTAWCÓW.

strefa zmian V konferencje spotkania wystawy networking kobiety
Wybrałam WŁASNY BIZNES oczywiście ;)

Pierwsze spotkanie poprowadzili Janek Gadomski i Olek Hurko z Browar Monsters, w temacie "Jak zbudować własny biznes w oparciu o relacje?".
I pojawiło się dwóch sympatycznych, mega inteligentnych i mega kreatywnych kolesi, ze świetnym biznesem i  jeszcze lepszym pomysłem na niego. Poczułam się swojsko, że tak powiem, bo okazuje się, całe szczęście, że jednak można poprowadzić konkretny biznes, bardzo "po swojemu", bezkompromisowo przede wszystkim w relacji i szczerości z samym sobą, ale też ze świetną i swobodną relacją z innymi ludźmi, która mimo tej swobody, ani trochę nie traci na profesjonaliźmie. 
Chłopaki bardzo dobrze wiedzą co zrobić, żeby zostać zapamiętanym ;)

strefa zmian V konferencje spotkania wystawy networking kobiety
Na drugi ogień wpadłam na temat "Jak sprzedawać, żeby chcieli kupować? 7 kroków do skutecznej sprzedaży". Spotkanie poprowadziła Natalia Kościuk z Pracowni biznesu
Cóż Wam mogę powiedzieć... niesamowita kobieta! W pełni autentyczna, swobodna, z ogromną wiedzą i lekkością jej przekazywania. Jeżeli prowadzicie własny biznes lub przymierzacie się do tego, to polecam Wam zainteresować się tą dziewczyną. 
Osobiście absolutnie w nią popadłam.

Strefa WŁASNY BIZNES po raz trzeci, to Alicja Rudnicka i Szpilki po godzinach, z tematem "Podnieś sprzedaż budując zaangażowaną społeczność".
Alicja jest mega sympatyczną dziewczyną, a to co wyklarowało mi się po jej wykładzie, to fakt, że budowanie społecznośći to fajna rzecz, ale rzeczywiście nie jest to forma biznesu dla mnie. I jeszcze to, że nie jesteśmy w stanie zaangażować się we wszystkie kanały relacji z klientami i że przychodzi czas na konieczność zorganizowania sobie pomocy... 

Więcej wykładów niestety nie mogłam wysłuchać, bo musiałam wracać do pracy...
Jak pracy nie żałuję, to zdecydowanie żałuję, że musiałam wyjść...
Bardzo chętnie wezmę udział w kolejnej edycji konferencji. Wykłady prowadzą profesjonaliści, którzy przekazują ogromną wiedzę i dzielą się swoją kreatywnością i doświadczeniem, bez stawiania się na piedestale z zadartą głową. 
Wszystkie spotkania, wykłady, rozmowy, nowo poznane osoby... te wszystkie kolejne doświadczenia skierowały moje ostatnio mocno rozbiegane myśli na konkretniejsze tory... i popchnęły do działania, więc możecie spodziewać się u mnie lekkich zmian. Już postanowione. 

Świetnie spędzony czas! Tak mogę to najkrócej podsumować :)

strefa zmian V konferencje spotkania wystawy networking kobiety
strefa zmian V konferencje spotkania wystawy networking kobiety

Zu, Ola, Asia :) Ściskam Was mocno i tutaj :) :*


Poniedziałek, Marzec 12, 2018, 11:10 | Brak komentarzy »
Och, jak ja lubię, kiedy buty się do mnie uśmiechają ;)
Czasem robią to nawet dosłownie :)
Choć przeważnie całymi sobą proszą, żeby przygarnąć je do szafy ;)

Wczoraj prowadziłam warsztaty dotyczące  stylu...
Dużo stereotypów do złamania jeszcze przede mną... ale to dobrze, taka praca, takie życie, takie wybory ;)

A taka myśl mi się nasuwa zawsze jak myślę o stylu... on nie lubi etykietek, styl lubi wolność... I jest jak praca dyplomowa, działasz po swojemu, a potem musisz to obronić.

Więcej napiszę Wam w pełnej relacji, a dziś wrzucam moją wczorajszą stylizację.

milka giemza blog notatka stylizacja ubrania zestaw buty usmiechniete zara mango medicine stare kino
milka giemza blog notatka stylizacja ubrania zestaw buty usmiechniete zara mango medicine stare kino
milka giemza blog notatka stylizacja ubrania zestaw buty usmiechniete zara mango medicine stare kino
botki, płaszcz: ZARA
koszula: Mango
spodnie, teczka: Medicine


Niedziela, Styczeń 7, 2018, 11:33 | Brak komentarzy »
Choć rok 2017 wydaje się odległą przeszłością, to przez cały tydzień dzwonił mi w głowie ogromnym echem...
Musiałam się po nim porządnie wyspać...

Trzeba przyznać, że miniony rok był rokiem kobiet. Niezależnie co sądzimy o sytuacji społecznej i politycznej, kobiecość w zeszłym roku budziła się do życia i istnienia. Tak naprawdę dopiero realnie było widać jak bardzo kobiety i kobiecość były tłamszone. Fizycznie, psychicznie, społecznie, ekonomicznie... Wszystko ukrywało naszą płeć gdzieś pod spodem, jako słabszą, mniej znaczącą, o mniejszych prawach... aż powiedziałyśmy dość.

Czy jestem feministką...?

Jestem kobietą.
I proszę, nie wrzucajcie mnie do worka jakichkolwiek określeń i nie przylepiajcie etykietek.
Jestem kobietą fizycznie i emocjonalnie. Wszystko jest we mnie w tym temacie zgodne i jestem szczęśliwa. Jestem kobietą z kobiecością z wyboru, ale także z wyboru stoję mocno na nogach i pilnuję mocno swoich praw. I jestem przede wszystkim człowiekiem, który nie lubi podziałów i przypisywania pewnych cech tylko kobietom, czy tylko mężczyznom.
Wszyscy mamy prawo do życia życiem swoim wybranym.

Spotykam się z wieloma kobietami codziennie. Taki zawód ;) ale też taki wybór.

Jedne świadome, inne mniej, jeszcze inne zalęknione, czy wręcz przerażone swoją kobiecością i życiem z nią... Takie, które wstydzą się pokazać siebie, wyrażać siebie i nawet mówić o swoich potrzebach... które uważają, że to coś złego i niewłaściwego... dociśnięte przez społeczeństwo budowania ideału z botoxu i kosmetyków... i żyją schowane w swojej skorupie, bo to nie dla nich, „bo nie wypada"... a potem jadąc autem widzą plakaty z kobietami, pełnymi biustami, w gazetach
zdjęcia, wiele na wierzchu, ale to inny świat, kobiety, takie „zwykłe" „tak nie mogą"... bo będzie, że zdziry, bo mają kiepskie ciało, bo urodziły dzieci i nie zrobiły plastyki brzucha, a nawet nie ćwiczą, albo ćwiczą mało...
Same się ograniczamy w imię narzuconych nam ograniczeń sprzed lat...
Boimy się żyć, bo ktoś kiedyś powiedział, że nie możemy, ktoś kiedyś wytyczył nasze prawa i ktoś kiedyś o nas zadecydował... szkoda tylko, że nie my same.
I tak naprawdę ciekawe kto to ten „ktoś"...

Jak kiedyś kobiety coś wiedziały, to od razu było, że wiedźmy i spalić, zastraszyć, przypisać rolę matki i żony, najlepiej podległej, bo kobieta przecież nie wie, mężczyzna wie, a ona to głupia raczej... Prawa wyborcze niet, bo też za głupia, prawa wypowiadania się ograniczyć do rozmów w domu, a za to też można zebrać kilka razów...
Mężczyzna wojuje, broni, kobieta buduje dom... Role wyznacz, podziel, utrzymaj.
Nie jest tak...? To sytuacje, których nie było, nie ma? Albo były, ale to już przeszłość...?
Niestety nie przeszłość... wystarczy z kobietami porozmawiać... wysłuchać, obdarzyć bezpieczeństwem... średniowiecze to stan umysłu...

Długo możnaby o tym rozprawiać... wieki się wszystko działo, wieki kolejne możnaby rozgrzebywać...
Ale można też powiedzieć dość. Kobieta też człowiek, też myśli, też czuje, też ma wartość i to OGROMNĄ i też ma PRAWO. Wszystkie PRAWA, jak każdy człowiek.

Budzimy się w kobiecości, cudownej kobiecości, ogromnej sile!
Zaczynamy patrzeć na siebie inaczej, bez stereotypów, bez ról, bez wymogów społecznych. Zaczynamy się WIDZIEĆ. Po prostu siebie, z naszymi cechami, nie wadami.
I zaczynamy się z tego wszystkiego CIESZYĆ :)
WRESZCIE!

Budźcie się moje drogie! Wszystkie niepewne, wszystkie jeszcze zalęknione... Jesteście PIĘKNE! Wewnątrz i na zewnątrz.
Róbcie dla siebie to, czego potrzebujecie, słuchajcie swoich potrzeb i intuicji, ŻYJCIE SZCZĘŚLIWIE i od życia wymagajcie, bo macie prawo!

I pomyślcie, pamiętajcie, że czasem za bardzo włączacie własnego krytyka w imię wszelkich zacietrzewiałych represji... tylko czy słusznie...?

Ja. Rodząca, dwa razy, zabiegana, niewiele ćwicząca, po swoich przejściach, w sumie też niekoniecznie małych... jestem.
W obiektywie Joanny Pawlikowskiej... a ona widzi pięknie :)

kobiecosc subtelnosc zdjecia joanna pawlikowska sesja kobieca milka giemza blog notatka
kobiecosc subtelnosc zdjecia joanna pawlikowska sesja kobieca milka giemza blog notatka
kobiecosc subtelnosc zdjecia joanna pawlikowska sesja kobieca milka giemza blog notatka
kobiecosc subtelnosc zdjecia joanna pawlikowska sesja kobieca milka giemza blog notatka
kobiecosc subtelnosc zdjecia joanna pawlikowska sesja kobieca milka giemza blog notatka

Spójrzcie na siebie. Inaczej niż zwykle. Z miłością... do siebie <3
Życzę Wam tego na ten rok i na całe życie <3


bielizna: Intimmissimi
kimono: Promod
szelki: Simple CP

 


Wtorek, Styczeń 2, 2018, 00:10 | Brak komentarzy »
...i kropka, aż by się chciało rzec.

Ten rok zleciał mi wyjątkowo szybko, w pędzie ogromnym, jakby czas gnał szybciej przynajmniej ze dwa razy...
Ale życie toczące się w międzyczasie obowiązków swoje lekcje przyniosło.

Zostając w tematach zawodowych, tym razem nie mam genialnie fatalnych trendów w rękawie, które chciałabym Wam pokazać... 
To co spełniłam z roku poprzedniego, to poczyniłam swoją wersję makijażu sylwestrowego z Pytania na Śniadanie 2016 i zaspamowałam nią swój facebook i instagram, więc tu Wam jej oszczędzę ;)
A to, co w tym roku zaobserwowałam w tematach makijażowych wcale nie było dla mnie zabawne...
Wizażystów i makijażystów jest coraz więcej... ta zawodowa rodzina rośnie w siłę, zarówno w istotki po szkołach i kursach, jak i genialne samouki...
Nie uważam, żeby był w tym zawodzie wyznacznikiem dyplom, czy jakikolwiek inny papier... osobiście, rozmawiając z drugim wizażystą, patrząc na jego prace, potrzebuję widzieć pasję... 
Są ludzie, którzy potrzebują się nauczyć i są w stanie wyszkolić się świetnie, co przekłada się na świetną pracę. Ja potrzebuję czucia, intuicji, widzenia "od razu" i znajomości zasad dopiero do tego, bo wtedy wiadomo jak je ciekawie złamać.
Dwie grupy, obie fajne, obie skuteczne, ale...
Nie napiszę, że to ALE nie ma większego znczenia, bo dla mnie ma...
Dla mnie osobiście, bo lubię osobowości... lubię inności, a do inności zawsze potrzebny jest indywidualizm, bo to w sumie jedno i to samo, tylko zamiennie stosowane i objawiane... wszystko w zależności...
Lubię wizażystów, makijażystów szalonych, których dosłownie widać w ich pracach. Uwielbiam ten moment, kiedy spojrzysz na czyjś makijaż i wiesz spod czyjej jest ręki ;) I szukam tego! Żeby powiedzieć WOW! Znowu jest coś zajebistego! I co...?
Jest ich szereg :) coraz większy :)
Cieszy mnie to bardzo :)
Ale ten szereg dopiero staje w swojej sile i dumie z inności, poza kilkoma nazwiskami z tabloidów, które wiele lat walczyły (nie siłą oczywiście, ani pychą) o uznanie... bo nadszedł proszę Państwa czas siły trendów, oceny i walki o lajki... 

Instagram, facebook i w ogóle wszelkie kanały społecznościowe zalane są wręcz makijażystami i trendami właśnie...
Powstające grupy zrzeszają makijażystów, którzy prześcigają się w publikowaniu postów z prośbą o ocenę makijażu, prośbą o polecenie kosmetyków, z prośbą o ratunek "co mam kupić, bo nie wiem"... masa makijażystów nie myślących samodzielnie a zdających się na opinię ogółu... i potem powielających te opinie "że dobre" albo "że nie"... 
Nie ma tam miejsca na indywidualizm... i nawet chyba chęci...

Do jednego worka oczywiście nie wrzucam i temat jest tak na prawdę do rozwinięcia na dłużej w innym wpisie, ale generalnie jest to wszystko po prostu smutne...
Tak... miniony rok makijażowo mnie zasmucił...
Już wolałam konturowanie nosa z pomocą widelca...
Mam za to listę kosmetyków must have w każdym kufrze, listę kosmetyków pt. "wielkie gówno" i szał na matowe pomadki na co dzień albo w ogóle stosowane pod oczy jako trwały korektor... (tak... seriously...)
Aha... i liczbę lików pod zdjęciem...
A jak wnikniecie w wiedzę, to niestety nie często idzie za bohaterką danego kanału...

Kiedyś chciałam wziąć udział w dyskusji odnośnie korektora jako bazy na powiekę, która rozwinęła się pod pewnym filmikiem na yt...
Makijażysta na filmie poradził nałożenie na powiekę ruchomą odrobiny korektora w celu stworzenia bazy i wyrównania kolorytu powieki. Został w komentarzach zjedzony o nieprofesjonalizm i odesłany do szkoły, ponieważ na powiekę nakłada się bazę a nie korektor... Dalej sposób ten (z korektorem) został nazwany jako wymysł samorosłych makijażystek z yt...
Wiek komentujących ok 20-23 lata... wystarczający na dobre poruszanie się w temacie makijażowym, często niestety na bardzo płytkim poziomie... i jak ja mam wytłumaczyć temu dzieciakowi, że kiedy sama sztuki makijażu się uczyłam, to nikt nie wynalazł jeszcze bazy pod cienie, a jak już wynalazek taki stworzył, to dostępny był prawie wcale... a korektor był...
I jak wytłumaczyć, że korektor też wynaleziono ciut później niż szumnie zwany fluid...
I, łola boga, jak powiedzieć takiemu dzieciakowi, że konturowania twarzy nie wynalazła Kim Kardashian!!! 
Odpuściłam...

Od kilku lat rośnie liczba kobiet wyglądających jak swoje klony... rośnie też liczba makijaży wyglądających tak samo...

Do tego problemy z nazewnictwem, kolejne trendy rzucone dla lepszego napędzenia gospodarki i sama nie wiem co jeszcze napisać... zmęczyło mnie to... dziś... i męczyło przez cały rok.

Tęsknię za czasami, kiedy nowy trend był wyczekiwany, a nie podany zaraz po poprzednim, gdzie często wszystkie na raz giną w tłumie... Za czasami, kiedy makijaż był sztuką, a nie sztucznością... kiedy podkreślał piękno kobiety, a nie zamieniał ją w klona celebrytki z okładki... w sumie nawet wszystko jedno jakiej... ( i celebrytki i okładki...)
Za czasami pasji i ogromnej wiedzy, która z niej płynęła i dalej przelewała się w spełnionej pracy w piękne dzieła na twarzach... choćby najlżejsze, to najpiękniejsze... 

Mam za to wiek płytkości.

Chwała za tych "innych". Wyłamujcie się, proszę! Myślę, że nie tylko ja Was potrzebuję...

Kończę mój wywód dziś Kochani...
Nie postanawiam noworocznie makijazowo nic.
Kontynuuję dalej swoją inność.
I zastanawiam się (również dalej) nad swoim miejscem w tym wszystkim...

:*

środa, Grudzień 13, 2017, 15:11 | Brak komentarzy »
Kiedy masz zostać "dziewczyną z kalendarza", masz w głowie pięknie wymuskany obrazek samej siebie, wyglądającej jak kilka milionów dolarów. A dziewczyny w projekcie początkowo wymyśliły dla mnie strój cheerleaderki, co z tymi milionami jakoś mi się gryzło ;) Ze mną w sumie też...
Po debatach wybrały jednak punk, choć zastanawiałam się czy wiedzą czym jest pogo...

punk sesja kalendarz akcja charytatywna zdjecia foto irokez rozowe wlosy joanna pawlikowska milka giemza blog notatka

Cofnęło mnie to do dawnych czasów i wspomnień...
Wychowując się ze starszą siostrą, w czasach dobrej muzyki buntowniczej, udało mi się wyrastać od kołyski przy dobrych dźwiękach, w świadomości wartości jednostki. Może nie na marginesie, ale zdecydowanie z boku systemu.
Od zawsze czułam swoją inność i odnalezienie się wśród ludzi wyłamanych dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Choć łączyłam zgrabnie świat mój i społeczny, to jednak odstawanie towarzyszyło mi zawsze. Przerobienie niezrozumienia otoczenia w okresie dzieciństwa nie było łatwe... Wyśmiewanie, czepianie, odrzucenie przez rówieśników nie było fajne... Chociaż przecież jako dobra i ułożona uczennica teoretycznie nie miałam takich problemów, a przynajmniej tak twierdzili nauczyciele i ogólnie dorośli. Niestety błędnie. Bardzo wcześnie nauczyłam się obserwacji, ale na wyrobienie pełnego dystansu musiałam trochę poczekać, bo emocje z natury dziećmi szargają bardziej. Im byłam starsza, tym spokojniejsza i bardziej stanowcza, z coraz bardziej jedynie swoim zdaniem.
Opuszczałam podstawówkę z uśmiechem na twarzy, a liceum witałam z obawą, ale i nadzieją na inny świat. Nie było zupełnie inaczej, ale przynajmniej wszyscy byliśmy starsi i bardziej za siebie odpowiedzialni. Wyszczekałam sie dość mocno na tym etapie, co regularnie wpędzało mnie w kłopoty, ale jednoczeście dało swoisty spokój od otoczenia i wewnętrzną wolność. A jak już raz wolność poczujesz, to już nigdy nie dasz się zamknąć w klatce.

To był też etap, kiedy szukałam własnego stylu, więc wyglądałam skrajnie różnie, nawet dzień po dniu. Zawsze lubiłam różnorodność, a mój ubiór bardzo zależał od mojego nastroju i emocji. Do tej pory tak mam i lubię być pewnego rodzaju kameleonem ;)
Zawsze miałam i mam nadal w szafie coś klasycznego, zawsze też rozciągnięty sweter i ciężkie obuwie, a Martensy, to dla mnie jeden z największych klasyków. 
Zabawna była ta moja inność, zawsze zmierzająca do klimatów osobliwych, kiedy to wychodziłam na ulice mojego cudownie, nie tylko stereotypowo, lecz całkiem realnie dresiarskiego miasta. Jeszcze zabawniej było, kiedy w wielkim swetrze, skórzanym płaszczu, wąskich jeansach i glanach stałam sobie z przyjaciółmi, dumnie świecącymi trzema paskami swojej garderoby. Ja jedna, ich grupa i wzajemne wsparcie w każdej sytuacji.
To jedno z tych doświadczeń, dzięki któremu jestem pewna, że nie ma rzeczy, które po prostu dzielą, podziały tworzą się kiedy jest brak otwartości i po prostu brak chęci...

punk sesja kalendarz akcja charytatywna zdjecia foto irokez rozowe wlosy joanna pawlikowska milka giemza blog notatka
Im więcej stereotypów złamałam w swoim życiu, im bardziej żyłam poza nimi i im więcej osób otwartych spotykałam, tym bardziej upewniałam się, że nie istnieje coś takiego jak "nie da się".
Popadłam wtedy w swoistą samotnię, bo poza zaufaną grupą przyjaciół, stanęłam przeciwko całemu światu i to stwierdzenie nie jest za duże. Świat mówi "dobre dla Ciebie jest to i tamto", a ja zaczęłam sprawdzać, czy na pewno... I przeważnie okazywało się, że nie...
Nie uznawałam nigdy buntu dla samego buntu, bo nie miało to dla mnie sensu i nadal nie ma. Nie odmrażałam sobie na złość uszu. Ale uczyłam się stawiać granice, co generalnie dla ogółu było abstrakcją... Asertywność? Te X lat temu...? Połowa ludzi jeszcze nie była świadoma, co oznacza to słowo, a ja wywalałam swoje "nie" kiedy tylko było dla mnie dobre. 
Ilość moich wrogów zdecydowanie wzrosła, choć nie z mojej strony. I przekonałam się, że ludzie nie lubią, kiedy jesteś prawdziwy...

punk sesja kalendarz akcja charytatywna zdjecia foto irokez rozowe wlosy joanna pawlikowska milka giemza blog notatka
Na początku jest do bani... po prostu przykro... ale to mija.
Z nikim nie żyjesz tak blisko jak ze sobą, więc warto najbardziej właśnie siebie lubić i być ze sobą szczęśliwym w pierwszej kolejności.
I być wolnym.
Wolnym od opinii innych, wolnym od ocen, etykietek, ról życia i tym podobnych...
To nie jest banał i p.eprzenie. Tak jest i tyle. Nie można tego bagatelizować.

Kiedy miałam zadanie wystylizować się na punka do kalendarza, okazało się, że najbardziej odpowiednie rzeczy, to te które noszę na co dzień :)
Wieczny bunt i wiecznie własna ścieżka są wpisane we mnie od urodzenia :P

punk sesja kalendarz akcja charytatywna zdjecia foto irokez rozowe wlosy joanna pawlikowska milka giemza blog notatka

Tylko to wcale nie jest bunt jaki postrzegamy stereotypowo. 
To niezgoda, brak zgody na życie zaplanowane. 
To niezgoda na scenariusze, które przyznaje nam społeczeństwo, rodzina, inni ludzie...

To akceptacja.
Wolność.
Świadomość.

Zawsze.
Do klatki nie wracam. 
Polecam.

punk sesja kalendarz akcja charytatywna zdjecia foto irokez rozowe wlosy joanna pawlikowska milka giemza blog notatka
fot.: Joanna Pawlikowska 

Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem