blog

Niedziela, Lipiec 3, 2022, 11:54 | Brak komentarzy »

Wchodzisz do wody.
Zanurzasz się w całości, nie pozostawiając żadnej komunikacji z powierzchnią i światem, który do tej pory znałeś.
Twoje ciało wypełnia się nią w każdym elemencie i każdej komórce.
Czujesz nową przestrzeń całą swoją powierzchnią.
A głębia tego czucia jest intensywna i pełna mocy.

 

Doświadczasz fizycznie spraw, które się odbywają, nawet na pewną odległość.
Poruszająca się nieustannie i majestatycznie masa wody, dosadnie informuje Cię o każdym zdarzeniu wokół Ciebie.

 

Masz w tej przestrzeni oparcie, ale jeśli postanowisz stawić jej opór, wymaga on większej siły i stabilności. Warto więc uważnie wybierać swoje działania i mieć wystarczająco czyste intencje oraz pełne do nich przekonanie i zaufanie, żeby utrzymać mur swojej decyzji.

 

Czasem możesz w radości popłynąć falą, czasem potrzebujesz zawrócić bieg płynącej na zatracenie rzeki.

 

Wszystko co robisz, natychmiast odbija się w Ciebie z powrotem, Twoje działania wymagają więc ogromnej uważności i zrozumienia zasad pracy wielu mechanizmów, żeby nie pogrzebać się na własne życzenie.
I jeśli wystarczy Ci sposobów na przeżycie za młodu, kiedy jesteś niczym wiecznie szarpiąca się płotka, to głębia doświadczania w dojrzałości pokaże Ci przestrzenie niesamowite i nieograniczone.

 

Spotykasz i mijasz wokół siebie wiele różnych Istot. Różnych skrajnie.
Pięknych, zachwycających, czasem zaskakujących, czasem ledwo widocznych.
Mają różne formy, każda wyjątkowa.
Niektóre przyjazne, niektóre nie bardzo, niektóre niebezpieczne, czasem wprost atakujące, czasem podstępne...
Otaczająca woda przypomina Ci jednak całą swoją masą o chroniącym Cię dystansie i spowolnieniu, które pozwala Ci na dłuższe chłonięcie doświadczenia lub daje dodatkowy czas na potrzebną reakcję.

 

Tak samo odbierasz otaczające Cię przestrzenie, bo tak samo bywają różne.
Są miejsca, gdzie otaczająca Cię woda jest czysta, kryształowo klarowna, orzeźwiająca i lekka, a jej przejrzystość pozwala Ci widzieć wyraźnie to, co często niezauważalne i niedostępne.
Ta woda otacza Cię i wypełnia życiem, radością, prawdą, nic nie ukrywa.
Ale są i miejsca gdzie woda stoi.
Uspokaja.
Pokazuje Ci Twoją decyzyjność, uczy Cię ruchu spokojnego, stabilnego, ale i zdecydowanego. Pokazuje, jak bardzo otoczenie zależy od Ciebie.
I jak bardzo Twoje działania do Ciebie wracają.
Są też miejsca gdzie woda jest gęsta i ciężka.
Poruszasz się w niej jak we mgle i bez światła. Zwiększasz swoje zaufanie do ciała, bo jedynie ono, w pełnym odczuciu całą swoją powierzchnią jest w stanie przeprowadzić Cię przez taki świat.
Bo oczy są wtedy ślepe, a uszy głuche.

 

Czasem nie wiesz jak nagle przestrzeń przestała być przyjazna.
Jak z czystej, klarownej wody, wpadłeś w muł.
Ale woda płynie nieustannie i miesza się we wszystkich swoich światach, łatwo więc przegapić kiedy nurt zbacza z obranej przez Ciebie ścieżki lub pozwalasz się nieść rzecze, która nie była Twoja.
Czasem popłyniesz z ławicą gatunku, do którego jednak nie należysz.
A czasem, nawet w pięknej, czystej i klarownej wodzie, złapią Cię i przytrzymają jakieś wodorosty.

Czasem wpłyniesz w wody pełne śmieci.

Wszystko jest połączone.

 

Przestrzeń uczy nieustannie.
Woda również.

Od Twojej otwartości zależy na ile nauki sobie pozwolisz.
Od Ciebie zależy jej głębia.
Od Ciebie zależy, czy wejdziesz do wody.
Od Ciebie zależy gdzie osiądziesz.

 

LuV U

milka

 


Wtorek, Czerwiec 14, 2022, 07:21 | Brak komentarzy »

Doszukujemy się często wyjaśnienia wielu rzeczy i spraw. Potrzebujemy definicji, etykiet i określenia powodów...
Jakby potrzeba było określić efekt, żeby zdecydować, czy w ogóle warto zacząć działać...
Bo jak efektu ma nie być albo ma być zbyt mały, to może lepiej się za nic nie zabierać, ewentualnie zabrać za coś innego.

To trochę jak z tym krzesłem, gdybym wiedziała, że się przewróci, to bym nie siadała...

 

Ale w sumie niekoniecznie ważne jest jak bardzo wykalkulujemy efekty i jakimi sposobami, bo tego najzwyczajniej się nie da zrobić.
Nie da się, ponieważ każdy, robiąc cokolwiek, będzie to robił po swojemu, ze swoimi zasobami, ze swoimi wartościami i ze swoją wizją, do której dąży.
Jak poproszę, żebyście wyobrazili sobie czerwony kwiatek, a później jak najdokładniej go namalowali, to powstanie galeria zupełnie różnych czerwonych kwiatków.
Każdy z nas ma w głowie swój świat.

Dlatego zawsze efekty będą różne i próby ich określania mogą spowodować jedynie usilne dopasowanie się do teoretycznych możliwości.
Działanie natomiast, bez oczekiwania, daje szanse na wyznaczenie nowych możliwości, bo dajemy sobie pole, pozwalamy sobie, na osiągnięcie po prostu efektu, bez żadnej ramy.

 

Co do tego ma życie...?

Działamy nieustannie, nawet w niedziałaniu.
Oddech też jest działaniem, a przecież bez niego żyć się nie da.

A każde działanie, daje efekt.
Życie, to nieustanne działanie i nieustanne zbieranie efektów i w odniesieniu do nich podejmowanie kolejnych działań, zbieranie kolejnych efektów i tak w kółko.

 

Jeśli próbujemy na początku określić, założyć i przyjąć określone, wymyślone efekty, jakie ma nam dać nasze życie i potem będziemy działać wobec tego i poprzez ten plan, to... będzie to bardzo smutne życie... bez zaskoczeń, zabawy, nieprzewidywalności... a przede wszystkim bez szansy na osiągnięcie czegoś więcej poza założonym planem...
Chociaż wielu daje szczęście...

 

Popatrz...


rodzimy się.
W określonym czasie ma pojawić się ząb, krok, słowo. Potem mamy iść do przedszkola, szkoły, pracy. Mamy założyć rodzinę, wychować dzieci, zastosować do nich co powyższe, wypuścić dorosłe w świat, przejść na emeryturę i umrzeć.

Takie są bardzo ogólnie założone efekty życia człowieka.

Możemy sobie poszaleć w ramach tego, czyli niewiele.
A przeważnie jak bawisz się za dobrze, to nazywają to buntem.
Ewentualnie określają Cię nienormalnym.

 

Skoro więc, masz w sobie swój świat i możesz założyć i przyjąć swoje efekty lub nie zakładać ich wcale i po prostu żyć, to może jest w tym jakiś sens...?

Ano jest...

Bo życie nie ma sensu.
Życie jest sensem.

 

Pamiętacie grę Sims...?
Opanowała masy.
Jaki był jej sens...?
Życie.
Co prawda chodziło o ludzika w sztucznie stworzonym świecie, na ekranie, ale właśnie...
Ile osób stworzyło się tam tak, jak tylko miało ochotę się wyrazić, bez żadnych ograniczeń...?
Jak zupełnie inaczej ludzie, pod tymi avatarami, się zachowywali.
Jak zupełnie inaczej nabierali odwagi do prowadzenia tam życia.
A potem wracali do życia realnego i dążenia do zamierznych i założonych efektów.

Dlaczego nie chcemy być sobą w życiu realnym, dlaczego nie mamy odwagi, dlaczego pozwalamy sobie na ogrniczenia i rezygnujemy z siebie na wstępie...?
Dlaczego bombardujemy się ograniczeniami „to się nie uda”, „tak się nie robi”, „masz się ogranąć i żyć jak trzeba”...
No, ale jak trzeba...?

 

Życie nie jest do przeżycia w określony sposób, z określonym efektem i określonymi progami.
Życie jest dla życia.
Dla samego faktu, że je mamy.
Dla doświadczania w nim.
Dla poznawania, kreowania, wyrażania... dla zabawy.
Dla czerpania emocji, dla wyrażania emocji.
Dla przeżywania – nie przeżycia.

Dlatego rób co czujesz i jak czujesz. Skoro to odczucie masz, to znaczy, że gdzieś, ktoś potrzebuje Twojego działania i ma być ono dokładnie waśnie takie.

Dlatego również, jak czasem masz chęć jebnąć wszystko i wyjechać w Bieszczady, to wyjedź i po prostu zobacz co się stanie. Tak. Dokładnie tak po prostu.

A ja będę dalej klepać jak klepię, z wdzięcznością, że jesteście.

 

LuV U

milka

 


Poniedziałek, Czerwiec 13, 2022, 21:25 | Brak komentarzy »

Zabawna z nimi jest sprawa, bo zdarza się, że kochamy je bardziej i bardziej szanujemy niż ludzi, a czasem, totalnie odwrotnie, wypieramy wszelką materię ze swojego życia dla życia w ascezie, pozbywamy się ich, bo niegodne są naszej boskości i kalać się nimi nie będziemy...

 

Z jednej strony wszystko jest dla ludzi, z drugiej rodzi rodzimy się przecież nadzy i bez niczego z tego świata odchodzimy...

 

Zacznijmy więc od ustalenia, że wolnoć Tomku w swoim domku i zarówno same rzeczy jak i wokół nich filozofia, to wybór każdego własny.

Ja ze swojej strony rozgrzebuję kolejny temat, rozważając publicznie, a może ktoś z Was przytuli z moich rozważań co i dla niego ważne.

 

Rzeczy, każde, od najmniejszych do wielkich, są w naszym życiu obecne.
I jak oczywiście są nam potrzebne do funkcjonowania podstawowego, utrzymania czystości, zdrowia, czy wygody choćby minimalnej, tak jest rzeczy wiele również, które są najprostszymi zachciankami albo które w tempie ekspresowym wciskamy z zapomnieniem w kąt.

Wytykać sobie możemy i nawzajem, bez czego to można się obyć i co jest zbędne lub w dziwie zarzucać pytaniem „jak to nie jest potrzebne...?”.
Rzeczy – temat na wojnę na każdym polu i w każdym temacie.

 

Sprawa z rzeczami jest jednak bardzo prosta – są one nam potrzebne do wywoływania pewnych odczuć, uczuć i emocji, biorąc udział, jako dosłowne rekwizyty, w teatrze doświadczania naszego życia.

 

Tak naprawdę nie chodzi o rzeczy same w sobie ani trochę.
Chodzi o to, co dzieje się z nami pod wpływem ich posiadania i używania.

Dlatego ta sama rzecz w jednej osobie wzbudzi pożądanie a drugiej będzie latać koło .upy.

 

Rzeczami pobudzamy w fizyczny sposób nasze zmysły, które reagując wg zadanego bodźca, wpływają na nasze odczucia głębsze, a te z kolei ustawiają działania naszego organizmu na coraz głębszych płaszczyznach. Co dalej, idąc z głębi, wpływa na nasz wyraz zewnętrzny.
Potem działaniem zewnętrznym, za pomocą kolejnych rzeczy, pobudzamy swoje zmysły i lecimy z kolejną rundą.

Tak to właśnie wygląda nasz nieustający taniec życia.

 

A że jesteśmy różni, totalnie, każdy jest swoją wyjątkowością i swoim indywiduum, to każdemu inne rzeczy, w innej ilości i w inny sposób podane, będą potrzebne.
Nie ma jednej normy, nie ma prawdopodobieństwa, nie ma racji statystyka... to wszystko nie ma żadnego realnego odzwierciedlenia, żadnej racji bytu.

Racje ma tylko to, co Ty sam/a uznajesz na dany moment.
Bo nawet jedynie na ten dany moment możesz mieć takie a nie inne potrzeby, za chwilę wszystko może się zmienić...

 

Rzeczy, rytuały, kolory, działania... jedzenie, otoczenie... ludzie...
Wszystko ma tylko i aż, pobudzić Ciebie, pobudzać Ciebie... nieustannie... do życia. 

 

LuV U

milka

 


Niedziela, Czerwiec 12, 2022, 10:15 | Brak komentarzy »

Wiecie co...?

Ciężko mi jest opisać tą część...

 

Jeśli chodzi o przygody Zofii, to najpewniej jest spodziewać się niespodziewanego.
Cokolwiek by człowiek nie wymyślił, to jednak Zofia wpadnie na pomysł, który raczej nikomu do głowy by nie przyszedł, ani nawet pod uwagę wzięty nie był.

 

Streszczenia fabuły się nie podejmę, bo dzieje się dużo i cudownie abstrakcyjnie, więc to trzeba po prostu przeczytać, a czyta się szybko, bo wciąga jak odkurzacz przemysłowy.

Napomknę jedynie, że w tej części Zofia trafia do nieba. Prawie, bo dokładniej do czyśćca. W każdym razie rozrabia w zaświatach, choć oczywiście się nie ogranicza.


Powtórek czy jakiejkolwiek formy kopii przygód z poprzednich części nie uraczycie ani cienia. Wszystko inne niż dotychczas, a przy piątej już części przygód tej samej postaci, nie jest łatwo wynawigować nową trasę.

 

Jednym, prawdopodobnie najdłuższym jakie kiedykolwiek złożyłam i zapewne totalnie niepoprawnie skonstruowanym zdaniem, podsumuję to tak:

Bóg jest kobietą, gdzie diabeł nie może tam Zofia sama pójdzie, tła wylewa się pomiędzy wierszami bardzo zgrabnym potokiem, w dziedzinach wielu, ale inteligentnie w opór, znanych pokolenia obecnego i wielu poprzednich przewija się armia, zwroty akcji na każdym kroku, zakrętów trochę, a jednak pięknie trzymana konsekwencja i mistrzowsko domknięta fabuła, która na końcu pokazuje jak łatwo Zofia potrafi zwieść czujność czytelnika, pomimo podanych od samego początku, na tacy, informacji.

Wydech...

 

Jeżu, jak ja uwielbiam tą emerytkę.

 

Ps. żarty żartami, ale w lustrze polskości możemy się tu przejrzeć...

 

LuV U

milka

 


Czwartek, Czerwiec 9, 2022, 15:52 | Brak komentarzy »

Z tą koleżanką znamy się dosłownie od dziecka.

 

Miałam niebywałą okazję doświadczać jej poznania od dość młodych lat, bo jeszcze przed wiekiem dwucyfrowym. Całym szczęściem nie dotyczyła mnie wtedy osobiście, jednak jej bliskość dla dziecka jest przeżyciem ogromnego kalibru. 

Bliskość tak duża, że potrzebowałam dowiedzieć się bardzo wcześnie o niej jak najwięcej, bo zależało od tego moje funkcjonowanie i funkcjonowanie ludzi mi bliskich.

Miałam okazję doświadczać jej najtrudniejszych elementów i najcięższych skutków...

 

Z perspektywy osoby dorosłej, jestem wdzięczna za to poznanie, choć jako dziecko targało mną wiele skrajnych uczuć.
Jestem wdzięczna, bo dość szybko udawało mi się ją wyłapywać wśród ludzi mnie otaczających i choć nie zawsze mogłam pomóc, przynajmniej wiedziałam jak reagować, żeby nie pogorszyć... wiedziałam gdzie skierować, na co pomóc spojrzeć...
potrafiłam spojrzeć jej w oczy, kiedy przyszła przywitać się i ze mną...

 

Nie wiem ile razy miałyśmy okazję spędzić ze sobą czas... czasem dłuższy, czasem krótszy... nie liczyłam... ale trochę tego było...

Wypracowałyśmy sobie specyficzną relację... bo nigdy jej nie wyganiałam...
Pozwalałam jej płakać moimi oczami i zasypiać całym moim ciałem...
Pozwalałam jej być mi ciężarem fizycznym i odcięciem od świata...
Czasem miałam do siebie o to żal, ale mi przeszło.
Udało mi się poznać ją na tyle, że wiedziałam skąd przychodzi i dlaczego...

 

Teraz czasem macha mi z daleka, żeby przypomnieć kim jest, a czasem potrzebuję wpaść w jej objęcia znowu na czas jakiś...
Nie jest mi wrogiem.
Nigdy nie była.
Przychodziła w potrzebie swojej i mojej.
Potrzebowałyśmy po prostu raz na jakiś czas zagrać w jednej drużynie.

Może spotykając się z nią jako dziecko miałam w sobie wystarczająco otwartości i ciekawości, żeby dać jej szansę poznania...
Może mając inaczej funkcjonujący umysł, miałam dane inaczej ją odebrać...

 

Jim Carrey, w jednym z wywiadów określił ją tak:

„Depresja to Twoje ciało mówiące „pieprz się. Już nie chcę grać tej postaci. Nie chcę już znosić tego... wcielenia, które stworzyłeś. A świat już mnie przerasta.” (...) Depressed odbierz jako deep rest – głęboki odpoczynek. Twoje ciało potrzebuje głębokiego odpoczynku. Ono potrzebuje porządnego odpoczynku od postaci, którą próbujesz odgrywać.”

Wreszcie poczułam, że jest ktoś kto widzi i rozumie...
i poczułam nadzieję dla wielu ludzi...
na zmianę postrzegania...

Bo łatwo jest przyczepić etyietkę choroby i dać lek otumaniający...
Łatwiej jest odwrócić wzrok...

Łatwiej uznać, że ktoś sobie nie radzi, zostawiając go z poczuciem winy...

A tam jest tylko pewien stan.
Normalny.
Do zauważenia, uznania, przeżycia, odpuszczenia, żałoby, regeneracji... i powrotu do radości życia.

Depresja przychodzi, żeby powiedzieć Ci jasno i wyraźnie, że nie jesteś sobą a jedynie sobą najbardziej potrzebujesz być.

Po to żyjesz.

 

LuV U

milka


Copyright ©2021 milkagiemza.pl, Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Postaw mi kawę na buycoffee.to 

Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem