Niedziela, Wrzesień 19, 2021, 06:37
Ostatnie dwa lata mojego życia przewróciły je bardziej, mocniej i o wiele więcej razy, niż kiedykolwiek wcześniej...
Może też cały wymiar tego przewrotu był po prostu inny...

Zauważyłam, że te minione dwa lata, podobny przewrót zafundowały wielu osobom...
Zresztą widać to również w ogólnej sytuacji na świecie...

Od dziecka czułam, że moje życie zacznie się po trzydziestce...
Czułam też, że żyję w mocno wyjątkowych czasach...
Za dziecka jednak ciężko było przewidzieć cokolwiek wobec nadchodzącej przyszłości, tym bardziej, że w ciągu życia tego jednego pokolenia świat zmienił się i rozwinął wyjątkowo mocno...
i w sumie gna w to dalej...

Jeszcze choćby jeden, dodatkowy rok wstecz, od tych ostatnich dwóch lat, w życiu bym nie powiedziała, że rzucę zawód, któremu poświęciłam pół swojego życia. Nie pomyślałabym, że rzucę wszystko co mam, żeby zacząć swoje życie od nowa, na jednej wielkiej niewiadomej.
I chociaż zawsze marzyłam o domu w lesie, czy pod lasem, ta synchroniczność i pewność zdarzeń zafundowanych przez świat, mocno mnie zaskoczyła.

Najzabawniejsze we wszystkim było to, że jakiekolwiek moje obawy czy wątpliwości, absolutnie się dla mnie nie liczyły. Rodziły się, ujawniały, ale nawet nie mogły w pełni zaistnieć, bo świat pchał mnie w tą ścieżkę totalnie nieokreślonymi siłami, z pełną mocą.

Zdarzały mi się wcześniej podobne sytuacje i wiem, że z takim poczuciem się nie walczy.
W to się idzie z totalnym zaufaniem.

Niemniej, wylądowałam na małej wsi, pod lasem, w okolicznościach wymarzonych.

Na budowie, bez pracy, bez wielu możliwości, z dziećmi...
No i to już jakoś specjalnie wymarzone, poza tym lasem, nie było...
Była jedynie pewność, że tak ma być.

Przez te dwa lata pożegnałam ostatecznie dwie bliskie mi osoby i w sumie sama, o mały włos, do nich nie dołączyłam.
A może bardziej, nie utorowałam im drogi, bo od tej z moich przygód cała akcja zmian mocno u mnie przyspieszyła.

Żeby było weselej, nie pierwszy raz w życiu witałam się z bramami niebios...
Nie szłam co prawda przez tunele do świateł, ale doświadczyłam zdecydowanie wystarczającej bliskości do nabrania pewności w pewnych kwestiach i większej odwagi w życiu doczesnym.
Niewiele osób zna moją historię od tej strony.
Z tych, które znają z opowieści, wiele nie dowierzało...
Najczęściej dlatego, że po mnie nie widać... bo za lekko żyję i za lekko mówię...
Bo najczęściej przecież, powinno się chyba, gloryfikować takie zdarzenia i nieść je na fladze życia dumnie przed sobą, ażeby wszyscy równie dumnie oglądali i współczuć mogli. Lub się użalać.
A przynajmniej, żeby mieli o czym gadać i w co nie dowierzać.

Przez te dwa lata (choć to akurat w sumie i wcześniej), wielokrotnie zaprzeczyłam głównemu nurtowi biegnącego świata, zostając wrzucona w wiele worków określeń społecznych.
W większości nie mających pokrycia w prawdzie, ale doświadczyłam kolejne razy, jak to bardzo ludzie wiedzą lepiej.

Poziom ciśnienia budowanego przez ludzi na sobie nawzajem, w wielu kwestiach, z wielu powodów, przybrał w ciągu tych dwóch lat, rozmiary totalnie absurdalne.
Przestało mnie zdecydowanie dziwić stwierdzenie, że ludzie sami się pozabijają...
I to jest kurwa straszne.

Nasze zdolności i siłę przebicia moglibyśmy wykorzystywać zdecydowanie lepiej...

W każdym razie, przez te dwa lata, nasprzątałam się więcej niż kiedykolwiek wcześniej.
Mentalnie, zrzuciłam wiele narzuconych na siebie warstw. Ale o tym next time.
Fizycznie, sprzedając mieszkanie, opróżniałam swoje życie z wszelkich rzeczy po raz pierwszy.
Zamykając ostatnie Studio, opróżniałam życie z wszelkich rzeczy po raz drugi.
Wnosząc te resztki do nowego domu, sprzątałam życie z wszelkich rzeczy po raz trzeci, bo to co przywiozłam, po części, jak się okazało, nie dopasowało się do mojego nowego życia.

Decydując się na zamieszkanie w domu w trakcie budowy, wiedziałam, że codzienne sprzątanie mnie zajedzie. Budowa, to przecież również masa pyłów itp... nie jakiś tam zaległy za mocno kurzyk...
To beton, i surowe ściany, nie ładna farba i dywaniki...

I nadal była to zdecydowanie jedyna logiczna opcja.
Postanowiłam więc przyjąć ją w całej okazałości, z zajechaniem się sprzątaniem włącznie.

I choć dotknęłam w życiu wielu światów, żadna medytacja, żadna forma uziemienia, dosłownie nic, nie ugruntowało mnie nigdy na tyle mocno i skutecznie, co ta droga.

Burzenie ścian, stawianie ścian, wymienianie okien, układanie rur i elektryki, a w tym wszystkim sprzątanie na bieżąco, gotowanie i tworzenie relatywnie normalnej przestrzeni dla dzieci, to był po prostu kosmos.

Fizyczne przejście przez tą orkę, realnie wróciło mi czucie i otwarcie się na siebie.
I choć zawsze czułam mocno, zarówno siebie jak i świat wokół, to poziom mojego czucia i połączenia ze sobą, po tym wszystkim, dopiero realnie wraca i cały czas wzrasta.

W takim miejscu też już kiedyś byłam i to poczucie jest błogo świadome.
Zauważyłam jak bardzo, od tamtego czasu, poodcinałam się i odkryłam dlaczego to zrobiłam.

W tej fizycznej orce, moje myśli mogły przepływać swobodnie, bo emocje uwalniałam w bieżącej pracy. Nabierałam coraz większej lekkości słuchania wspomnień i radzenia sobie z nimi.
Mój spokój wzrastał i budował mnie w siłę.
Przypomniałam sobie tą dawną błogość i mogłam znowu świadomie przesunąć jej granice jeszcze głąbiej.

Te ostatnie dwa lata pokazały mi w ogromnej pigułce, najważniejsze aspekty mojego życia i spojrzenia na nie z niezliczonej ilości perspektyw.

Wcześniej, w pracy, patrzyłam jak wiele kobiet jest od siebie oderwanych.
Jak wiele wizażystów nie ma podstaw pracy, a chcą latać wysoko.
Przez wiele lat robiłam wiele dużych rzeczy, poruszałam i uchylałam nieba wielu Istotom...
i patrzyłam na te braki gruntu wokół...
patrzyłam na ludzi wokół...
aż wreszcie zauważyłam jak duży mam brak gruntu pod swoimi nogami.

Pomogłam wielu Istotom znaleźć ich ścieżki, oni, swoją obecnością pomogli mi zobaczyć moje braki.

Pozwalając sobie na zmiany i wpadając w ten wir życia z zaufaniem, pozwoliłam sobie na zbudowanie mojego gruntu na nowo.

Praktyka zapuszczania korzeni poprzez najlepszą i najgłębszą medytację ever.
Poprzez codzienność.
Tą, która wydaje się taka oczywista, taka nieciekawa, taka nijaka...
Tą wypieraną, odprawianą z pośpiechem, pomijaną i poniżaną, względem rzeczy wielkich, pracy, projektów, wyjątkowych okazji...
Poprzez sprzątanie, gotowanie, zabawę, odpoczynek, lenienie się kiedy trzeba i gapienie na drzewa...
Bo to w codzienności właśnie, dzieją się rzeczy realnie magiczne...

Moje ostatnie dwa lata, to budowanie świadomego fundamentu życia.
Opartego na sobie i świecie, na zaufaniu i mocy, na prawdzie.
Mojej.

Nie rodziców, nie społeczeństwa, nie powinności.
Mojej.

Polecam.

(to żadna płatna współpraca, po prostu z serca)

LuV U
milka

milka giemza blog notatka codziennosc

 


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem