Czwartek, Lipiec 15, 2021, 15:43
Miło tak, z mojej strony, zapraszać Was na jedno konto, na którym jest pusto...

Hesus Maria, ależ mi się życie znowu wywróciło w ciągu ostatniego tygodnia...
Co za tym idzie, akcja reakcja, wywracam i wszystko na zewnątrz...

Generalnie wygląda to na kolejny etap porządnie zaawansowanego niezrównoważenia... cóż... niewiele się to rózni od mojego wcześniejszego funkcjonowania... może tym, że coraz bardziej temu ufam i coraz szybciej w to idę.

Nie mam pojęcia co będzie jutro, nie mam pojęcia co będzie za pięć minut, więc co mi szkodzi...?
Nie należę do ludzi, którzy względem bezpieczeństwa, posiedzą sobie grzecznie i przeczekają ewentualne zagrożenia świata lub po prostu robią co trzeba...
Ja tam nie wiem, co komu trzeba, wiem co trzeba mnie...
A jak nie wiem, to pakuję się, żeby sprawdzić czy coś tam się nie pojawiło, co się może w życiu przydać.

Zwykle, w zamian za to, czy może po prostu efektem takiej postawy, spotykają mnie rzeczy i sytuacje, które podobno normalnie się nie wydarzają.
Normalnie, czyli normalnym ludniom.
Cieszę się więc z braku karty stałego klienta normalności, bo nudno by było jak siemasz...

A więc, tak po krótce, prywatnie utkwiliśmy na budowie w oklepywaniu ścian płytami g-k, żeby już pożegnać się ze starymi tynkami, bo jednak tego wyczyścić nie szło... do tego klepaliśmy to w tempie, bo Młody wyjechał na tydzień, więc mieliśmy plan zdążyć przed jego powrotem, tym bardziej dlatego, że dostał meble, więc chcieliśmy zrobić mu bardziej własny kąt.

W trakcie całej zabawy, w naszym domu postanowiły zamieszkać jakieś niemałe robale, jak się okazało zwane kłopotkiem czarnym...
Babcia w efekcie zmęczenia ową plagą, kłopotka przechrzciła na popierdka i w sumie też pasowało...
Plaga trwała prawie cały ten tydzień...
W dzień klepaliśmy ściany, w nocy klepaliśmy kłopotki... 
Początkowo je zbieraliśmy i wypuszczaliśmy, ale rozmiar nocnej imprezy narósł tak, że trzeba było towarzystwo rozgonić z grbej rury...
Tak, opryskaliśmy w końcu wszystko co było  można.
Tak, teraz czasem w nocy przeleci jakiś, nadając dźwiękiem bombowca, ale problemu jakotakiego już nie ma.

Do tego udało nam się znaleźć super szafy dla Młodej. 
Drewniane, po drobnej renowacji. Do zrobienia, ale akurat na tenczas super.
Do tego do oddania za darmo, bo Pani zależało na zabraniu szaf dość szybko.
Pojechaliśmy więc, zabraliśmy, kobieta przemiła, super się gawędziło, dużo wspólnego mamy jak się okazało, wiec chyba zacna znajomość nam zostanie.
Dnia nastęnego Pani od rana dzwoniła, że jednak musi szafy odzyskać.
Pełne mam zrozumienie, żalu żadnego, powody bardzo logiczne, więc luz.
Pani przyjechała, przywiozła dla Młodej ogromnego misia, żeby choć ciut jej sytuację wynagrodzić i postanowiła od nas owe szafy odkupić.
Tak. Odkupić.
Nie, nie dała sobie przetłumaczyć, że rozumiemy i naprawdę nie trzeba.
Także szaf nie mamy, mamy za to wielkiego misia, zastrzyk gotówki z nieba po prostu i ciepłą znajomość, bo przy kolejnej pogawędce kolejne wspólnoty się okazały.

Tak to u mnie w życiu właśnie.
Uwielbiam.

Tak, nie muszę wierzyć w cuda, w pełni mogę na nich polegać.

To tylko tydzień i tylko te najważniejsze sprawy, bo w międzyczasie oczywiście życie się toczy.

Jeszcze, gdzieś mniej więcej w tym czasie, postanowiłam uczynić konto milka giemza w codzienności, prywatnym.
Nigdy wcześniej nie nosiłam się z takim zamiarem, ale kilka spraw mnie mocno zastanowiło w czasie istnienia tego konta... 
Po pierwsze ludzie, którzy obserwowali mnie teoretycznie niezauważenie, po drugie liczba regularnie odwiedzających kont fakeowych...

A po trzecie... tak w ogóle... jestem sobą.
Jestem Milką.
I dlaczego, w sumie, kurwa, mam się ciągle zastanawiać gdzie jest granica pomiędzy moją prywatą, a moją zawodową ścieżką, która generalnie, od czasu dłuższego kroczy przez puste pola...

Od dawna nie jestem tylko wizażystką, stylistką, czy kolorystką...
Umiem w to wszystko, i że tak to określę nieskromnie, umiem zajebiście.
Ale ludzie pracowali ze mną, bo pracowali ZE MNĄ.
Ze mną, która to posiada owe powyższe umiejętności.
Wiele z tych osób prosiło o Milkę, Milkę chciało i Milkę dostało, a program współpracy i działań, tworzył się w trakcie relacji.

Dublować więc zamiaru już więcej nie mam.
Przyjmujecie mnie Państwo drodzy moi z całością inwentarza albo jakby w ogóle...
Na konto więc wracam jedno.
Wyczyszczone do zera, więc witam ponownie.

Co tam dalej będzie i jak...?
Nie wiem, jak zwykle...

Zobaczymy, gdzie mnie poniesie i będzie mi bardzo miło widzieć Was w tej drodze ze mną.
Pozdrawiam również z góry wszelkie konta fakeowe i teoretycznie niewidocznych obserwatorów.
Kiedy jestem w jedności, zdecydowanie łatwiej i logiczniej znoszę o wiele spokojniej, wiele sytuacji.

No to co Kochani...?
Gdzie idziemy...?

LuV U
milka
milka giemza blog notatka milka to milka
milka giemza blog notatka milka to milka
milka giemza blog notatka milka to milka

Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem