Czwartek, Maj 14, 2020, 07:45
Wczoraj usłyszałam od koleżanki "to nie jest mój świat". 

Mój też nie.
Od dawna.

Bareizmy wpisały się już w normę społeczną, a niektórych scenariuszy nawet on by nie wymyślił.
Biegniemy od dawna na oślep przez życie, odbijając się tylko od kolejnych słupków wytycznych.
Ktoś powiedział tak, to robimy, ktoś inaczej, też robimy... i pędzimy... dalej, szybciej...
Nie myślimy samodzielnie, nie sprawdzamy, nie widzimy...
Bo jak widzieć, kiedy ciągle się biegnie...?
Nakręciliśmy sobie sami tą spiralę sztucznego życia, teoretycznej cudowności, niszcząc jednocześnie to, co prawdziwe, bo przestaje być zauważalne w tym całym pędzie...
 
Nie jest moim światem ten bieg.
Nie potrafię odnaleźć się w sztucznie stworzonym nadmiarze.
Dosłownie brakuje mi oddechu, głowa eksploduje od braku ciszy.
A cisza teraz cenniejsza niż wszytko inne.

Mimo tego, że zawsze posiadałam swoje zdanie, to też popadłam w ten wir wymogów. Był tak ogromny i rozpędzony, że i moje stopy oderwały się od gruntu realizmu. Też na chwilę uwierzyłam, że "tak trzeba", bo teraz jestem żoną, matką itp...
Też nabrałam się na lęk odpowiedzialności za moje role...
Zaczęłam ufać coraz bardziej ślepo temu co mi mówiono, radzono, autorytetom...
I zgubiłam ogromną część siebie przez tą zdradę, ryjąc przeokrutnie nosem w betonie tej twardej rzeczywistości.
 
Wdzięczna jestem, bo dosadnie dotarło, choć kosztowało mnie to wiele stanów różnych.
Bo zrozumiałam jeszcze dogłębniej wartość i moc jednostki.
Swoją i każdego człowieka.

Zrozumiałam, że jedyną odpowiedzialność mamy dźwigać za naszą prawdę. W niej trzeba być, z nią iść, powoli, spokojnie.
Natura nie spieszy się przecież, a ze wszystkim zawsze zdąży. Wszystko ma swój czas.
Idealny.

Bez obaw więc i z odwagą, wracam do siebie i znowu podejmuję jedynie własne decyzje.
Te, które zwykle przez świat były wyśmiewane, krytykowane, czy wprawiały w osłupienie. Dokładnie te, które zawsze były jedynie moje, bo tylko wtedy byłam spełniona, szczęśliwa i spokojna. Wtedy miałam przestrzeń na cuda, które wg świata się nie dzieją. A u mnie były zawsze, były normą.
Moje cuda, nie bareizmy.

Wracam do mojego świata, ten wokół nie jest mi w żaden sposób bliski.
Próbowałam się dostosować.
Nie poszło.
Nie było warto.
Albo może jedynie po to, żeby się w tym upewnić.

Ciężko znaleźć w tym wirze hamulec pod ręką, ale on tam jest i warto go użyć.
Popatrzeć w niebo, drzewa... Posłuchać ciszy... Dostać strzał zrozumienia w łeb i szarpanąć z całej siły.
A potem pomyśleć, poczuć... i znaleźć swój kierunek...
 
Idę budować spokojnie to, co moje.
Na moich zasadach.
Z radością i tymi, którzy czują podobnie.
Bez ciśnienia, bez przymusu, bez oczekiwań...

Tak.
Taki świat istnieje.
Jest ich coraz więcej.
Twój też taki może być.
A może już jest...?

❤️


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem