BLOG

Niedziela, Grudzień 2, 2018, 23:44
W trakcie ostatnich zdarzeń w moim życiu emocje narosły ponad stan, którego się spodziewałam...
W pewnym momencie, zdziwiona tym wszystkim, stwierdziłam, że przecież zmiana zawodowa, to kurcze nie koniec życia... Że gdyby walnęło mnie auto i wysłało na drugą stronę tęczy, to przecież sprawy nie nabrałyby takiego obrotu... Bo nikt już nie miałby do kogo mieć pretensji...
Ja wiem, że to ostry zarzut, ale...

Dziś pomyślałam o tym "aucie" jakoś bardziej...
Pomyślałam, jakbym była kierowcą... bo każdy przecież swoim "autem" jedzie...

Jadę drogą, którą znam dobrze... pokonuję ją milion razy dziennie, znam ją na pamięć i mimo, że lubię, to już jestem tą trasą trochę zmęczona... Jest już zmierzch i mimo, że spokojnie, to prowadzi się mało przyjemnie... Nagle wyskakuje mi „coś" na pas. Wyskakuje, więc kumam tylko, że żyje i za wszelką cenę nie chcę tego życia odebrać. Szargam więc ręcznym i sunę bokiem zatrzymując się totalnie w poprzek świata...
Stoję. Kurz opada. "Coś" uciekło i choć nadal nie wiem czym było, to miło wiedzieć, że żyje. Jest dobrze.
Ale nagle dociera do mnie, że jechało za mną jednak kilka innych aut...
Ludzie wybiegają, pytają mnie o masę spraw, panikują lub nie, niektórzy krzyczą, że mi odjebało, bo mogłam ich narazić na niebezpieczeństwo... nie słuchają, że było tam "coś", że życie... nie obchodzi ich to... mogli przecież rozbić auta...
Inni cieszą się, że wszystko w porządku, ściskają i odchodzą...

Otucha wielu podnosi Cię na nogi w przenośni i dosłownie, a wkurw pozostałych otwiera Ci głowę... A gdybym walnęła w tym fatalnie nieudanym drifcie w drzewo...? Gdyby wywaliło mi mózg za szybę...?
Wszyscy ci wkurwieni nie byliby już tacy mocni... Wkurw zastąpiłoby przerażenie, może płacz... hmm...
No ale dobra... żyję... "Coś" też, ale to już jest najmniej ważne w tej historii...
Uratowałam.
Ale patrząc za siebie widzę, że ten ratunek był dopiero początkiem...
Bo teraz trzeba cały bałagan posprzątać... ludzi uspokoić, auto ogarnąć z drogi, zadzwonić po pomoc i nie wiem po co jeszcze...
Ale żyję... to najważniejsze. A joby jak polecą, tak kiedyś ucichną...

Żyję...
A mogłam nie...

I cały ratunek "czegoś" kolejny raz przebiega przez głowę... bo "coś" nigdy nie pojawia się bez powodu...
Patrzysz w drugą stronę i widzisz się za tęczą...
I myślisz o wszystkich urwanych w pośpiechu życia konwersacjach...
...o otwartych i nie spełnionych relacjach...
...o winach nie wypitych...
...o tematach nie poruszonych...
...o wszystkich ciuchach, których nigdy nie założyłaś, bo "nie było okazji"...

I już w dupie z wkurwem ludzi... z uratowanym życiem "czegoś"...
Dobre... złe... hmm...

Widzisz tylko perspektywę i nieświadomość wszystkich dookoła, bo nikt nie jest w Twojej głowie... dla nikogo ta projekcja nie ma znaczenia... i dla nikogo poza Tobą przekazu... wszystko nadal się kręci...

Jedź bezpiecznie, ale nie zamykaj się na świat.
Nie zapinaj pasów, ale zwolnij.
Zmień czasem trasę.
Złap inną perspektywę...

Każdy medal ma dwie strony... ale to nadal ten sam medal...

Ciekawej drogi...


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem