Czwartek, Maj 14, 2020, 07:45 | Brak komentarzy »
Wczoraj usłyszałam od koleżanki "to nie jest mój świat". 

Mój też nie.
Od dawna.

Bareizmy wpisały się już w normę społeczną, a niektórych scenariuszy nawet on by nie wymyślił.
Biegniemy od dawna na oślep przez życie, odbijając się tylko od kolejnych słupków wytycznych.
Ktoś powiedział tak, to robimy, ktoś inaczej, też robimy... i pędzimy... dalej, szybciej...
Nie myślimy samodzielnie, nie sprawdzamy, nie widzimy...
Bo jak widzieć, kiedy ciągle się biegnie...?
Nakręciliśmy sobie sami tą spiralę sztucznego życia, teoretycznej cudowności, niszcząc jednocześnie to, co prawdziwe, bo przestaje być zauważalne w tym całym pędzie...
 
Nie jest moim światem ten bieg.
Nie potrafię odnaleźć się w sztucznie stworzonym nadmiarze.
Dosłownie brakuje mi oddechu, głowa eksploduje od braku ciszy.
A cisza teraz cenniejsza niż wszytko inne.

Mimo tego, że zawsze posiadałam swoje zdanie, to też popadłam w ten wir wymogów. Był tak ogromny i rozpędzony, że i moje stopy oderwały się od gruntu realizmu. Też na chwilę uwierzyłam, że "tak trzeba", bo teraz jestem żoną, matką itp...
Też nabrałam się na lęk odpowiedzialności za moje role...
Zaczęłam ufać coraz bardziej ślepo temu co mi mówiono, radzono, autorytetom...
I zgubiłam ogromną część siebie przez tą zdradę, ryjąc przeokrutnie nosem w betonie tej twardej rzeczywistości.
 
Wdzięczna jestem, bo dosadnie dotarło, choć kosztowało mnie to wiele stanów różnych.
Bo zrozumiałam jeszcze dogłębniej wartość i moc jednostki.
Swoją i każdego człowieka.

Zrozumiałam, że jedyną odpowiedzialność mamy dźwigać za naszą prawdę. W niej trzeba być, z nią iść, powoli, spokojnie.
Natura nie spieszy się przecież, a ze wszystkim zawsze zdąży. Wszystko ma swój czas.
Idealny.

Bez obaw więc i z odwagą, wracam do siebie i znowu podejmuję jedynie własne decyzje.
Te, które zwykle przez świat były wyśmiewane, krytykowane, czy wprawiały w osłupienie. Dokładnie te, które zawsze były jedynie moje, bo tylko wtedy byłam spełniona, szczęśliwa i spokojna. Wtedy miałam przestrzeń na cuda, które wg świata się nie dzieją. A u mnie były zawsze, były normą.
Moje cuda, nie bareizmy.

Wracam do mojego świata, ten wokół nie jest mi w żaden sposób bliski.
Próbowałam się dostosować.
Nie poszło.
Nie było warto.
Albo może jedynie po to, żeby się w tym upewnić.

Ciężko znaleźć w tym wirze hamulec pod ręką, ale on tam jest i warto go użyć.
Popatrzeć w niebo, drzewa... Posłuchać ciszy... Dostać strzał zrozumienia w łeb i szarpanąć z całej siły.
A potem pomyśleć, poczuć... i znaleźć swój kierunek...
 
Idę budować spokojnie to, co moje.
Na moich zasadach.
Z radością i tymi, którzy czują podobnie.
Bez ciśnienia, bez przymusu, bez oczekiwań...

Tak.
Taki świat istnieje.
Jest ich coraz więcej.
Twój też taki może być.
A może już jest...?

❤️


Piątek, Kwiecień 3, 2020, 09:25 | Brak komentarzy »
Wyobraź sobie, że pewnego dnia, z powierzchni Ziemi zniknęły wszelkie kosmetyki do makijażu.
Dziwnie nieokreślone zdarzenie, niemożliwe do wyjaśnienia. Zniknęły i już.
Bez zapowiedzi, bez żadnego uprzedzenia...
I jedyny zapas to ten, który posiadasz w domu.
Ale i on się kiedyś skończy, a nie będzie czym go uzupełnić.

Co czujesz...?
Strach, przerażenie, lęk, panikę, zdziwienie, refleksję, ciekawość...?

Co się w Tobie pojawiło...?
A może zupełnie nie odczujesz żadnej różnicy...?
Może makijaż nie był Ci na co dzień potrzebny...?
A może nie potrafisz bez niego żyć...?

Jak jest stanąć przed lustrem i spojrzeć na siebie?
Uśmiechniesz się do siebie?
Czy może masz chęć zbić lustro i zaszyć się w najciemniejszym kącie pokoju...?
Powiesz sobie komplement?
Czy zarzucisz krytyką?

Twoje emocje w szybki sposób podadzą Ci na tacy odpowiedź na pytanie, czy makijaż był dla Ciebie zabawą, czy więzieniem...?

Bo bywa jednym i drugim.

Bywa podkreśleniem naszych zalet, czy naszej osobowości. Bywa uzupełnieniem dobranej danego dnia stylizacji. Bywa poprawą humoru, czy dodaniem odwagi. Bywa wyrażeniem wolności.

Ale bywa też maską, która chowa.
Chowa wstyd. Chowa lęk. Chowa brak pewności siebie. Chowa brak zadbania o siebie. Chowa zmęczenie i jego skutki. Chowa prawdziwą osobowość i charakter.

Podkreślasz nim siebie, czy nakładasz na twarz wyobrażenie o sobie?

Wszystko jest dla Ciebie.
Zawsze masz wolność wyboru.
Emocji, intencji, decyzji.


Poniedziałek, Marzec 9, 2020, 22:34 | Brak komentarzy »
Wszystko może zmienić Twoje życie.
W każdej chwili możesz dostać zupełnie zaskakującą wiadomość, możesz potknąć się i klnąc na los uniknąć przez to podknięcie ochlapania przez nadjeżdżający samochód...
Może zdarzyć się wszystko, w każdej sekundzie i to wszystko, absolutnie, może zmienić Twoje życie.

Nigdy nie wiesz, co będzie dla Ciebie bodźcem, a bardzo często znajduje się on tam, gdzie zupełnie się go nie spodziewasz.


Często słyszę pytanie „po co kobiety robią sobie u Was sesje?".
Równie często pada po nim kolejne „czy kobiety są tak próżne?"

Szczerze mówiąc nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób...
Może dlatego, że sesje, które robi Joanna są czymś innym niż tylko robieniem zdjęć.

Za aparatem stoi człowiek.
I od tego właśnie człowieka zależy jakie zdjęcia powstaną.
Fotografowie są różni, bo ludzie są różni.

W każdym zawodzie tak jest, bo niezależnie od profesji, wykonuje ją człowiek.
I ten właśnie człowiek nadaje sens swoim działaniom.
Dlatego właśnie każdy znajdzie swojego eksperta i każdy ekspert znajdzie swojego klienta.
Bo po prostu człowiek znajdzie swojego człowieka.

Zdarzyło mi się nie jeden raz stanąć przed obiektywem. Na sesjach mniejszych i większych, na prywatnych i komercyjnych. Mogę więc objąć pewne stanowisko.

Pracuję zawodowo od dawna po drugiej stronie, przygotowując modelki do sesji zdjęciowych. I ponownie mniejszych i większych, prywatnych i komercyjnych.
Do tego miałam okazję poznać wielu fotografów, specjalizujących się w różnych sesjach i różnych dziedzinach.
Mogę więc spokojnie stwierdzić, wertując w głowie różne historie i doświadczenia, że ludzie robią sobie sesje zdjęciowe z bardzo wielu powodów, zwłaszcza te prywatne. I czasem te powody są mocno zaskakujące.
Wybór fotografa jest tu kluczowy, bo w zależności od powodu decyzji o sesji szukamy człowieka, któremu możemy po prostu zaufać. Zarówno pod względem estetyki zdjęć, jak i osobowości.

Sesje komercyjne nie mają wiele ładunku emocjonalnego, bo na zleceniu spotyka się grupa zawodowców w swoich dziedzinach i jako zespół tworzą zamierzony obrazek.

Sesje prywatne, to emocje grające od zamysłu, rosnącej i precyzującej się potrzeby, aż po decyzję i jej realizację. Tu nie ma miejsca na twarde konkrety, tu poruszamy się w bardzo delikatnych granicach.

Kiedy wchodzicie do naszego studia, jest lekko, klimatycznie i domowo.
Wystrój, w którym działa Joanna jest miękki, subtelny i przyjazny.
Tła wjeżdżają tylko w razie potrzeby.
Nie zastaniecie u nas wielkiej, zimnej hali z mnóstwem lamp.
Znajdziecie za to bezpieczną przestrzeń.
Joanna uwielbia sesje kobiece. Ja uwielbiam pracować z nią właśnie w tym temacie.

Kobieta, mimo swojej ogromnej siły, to delikatna istota i takiego podejścia potrzebuje.
Każda kobieta dostaje u nas opiekę bez pośpiechu, bez ciśnienia, bez zimnych wytycznych.
I jest rozmowa. Luźna, tocząca się swoim torem i tempem.
Makijaż, włosy, do tego kawa lub wino... to wszystko gra w międzyczasie.
Zdjęcia też dzieją się w międzyczasie.
Kobiety zostawiają u nas nieśmiało swoje historie.
Często historie bardzo trudne.
I zrzucają z nimi cały ciężar, odsłaniając swoją kobiecość, często skrzętnie chowaną.

Sesje u Joanny to proces. Zdecydowanie większy niż odpowiednie ustawienie do kadru.
W tym właśnie jest ich wyjątkowość.
Zdjęcia zatrzymują w kadrze emocje, w kadrach zamiera niepowtarzalny moment.
Sekundę później jesteśmy już innymi ludźmi.

W tej niesamowitej przestrzeni jest czas na słuchanie, mówienie, grające emocje, zrozumienie... bo każda z nas ma swoją historię, ja i Asia również, choć czasem mówią, że tego po nas nie widać.

Rodzi się relacja w ogromnym zaufaniu.

Kobiety trafiają do nas bardzo często w momencie dużych zmian w życiu. Czasem, żeby uwiecznić siebie w tym momencie, jako pomnik po różnych przejściach, czasem, żeby spojrzeć na siebie z zupełnie innej perspektywy. Czasem, żeby zatrzymać czas, kiedy widzą się piękne, czasem, żeby przekonać się, że jeszcze piękne są. Czasem w momentach pięknych, czasem w bardzo trudnym czasie.

I przeważnie zdjęcia, które otrzymują, dodają im otuchy, siły, pozwalają na spojrzenie na siebie z uśmiechem.
Są bodźcem do uwierzenia w siebie, do zadowolenia z siebie, do odnalezienia swojej siły, która czasem gdzieś się gubi, do docenienia swojej kobiecości.
Czasem są bodźcem do kupienia nowego mieszkania, bo i takie historie były.

I kobiety wracają. Żeby przejść ten proces ponownie. Z powodów różnych, na kolejnych etapach swojego życia. Żeby uwiecznić moment, który jest dla nich ważny.
Nie ma ustawiania i sztucznych uśmiechów.
Jest uwiecznianie życia.

Ja stanęłam przed obiektywem Asi, żeby przekonać się jak ona mnie widzi, bo kobiety widzi pięknie. Chciałam zmierzyć się ze sobą, bo zwykle nie na siebie patrzę, a na kobiety, którymi opiekuję się w pracy. Chciałam zrobić coś ewidentnie tylko dla siebie. I może przypomnieć sobie, że nadal jestem kobietą, bo popadłam w rolę matki.

Wiem, że wrócę przed jej obiektyw i wiem, że tym razem zobaczę siebie inną, bo bardzo zmieniłam się w środku, a bardzo jestem ciekawa jak ta zmiana będzie widoczna na zdjęciach.
Chcę zatrzymać kolejny moment.

milka giemza joanna pawlikowska sesja kobieca


Jedna z naszych bardzo wiernych klientek powiedziała ostatnio, że przyszła na kolejną sesję, bo ma bardzo słaby czas. Odciskają na niej w tym momencie piętno różne sytuacje emocjonalne, ale również fizyczne i fizycznie widoczne. Chciała to uwiecznić, żeby pamiętać ile ma siły, bo już wie, że to wszystko właśnie mija i przeminie. Żeby pamiętać, że w życiu bywa różnie, ale że dała radę.

I przypomniało mi się w tym momencie zdjęcie, które zrobił mi Maciek Bochnowski do projektu Pruszkowiak.
Na wiele sesji, w których miałam okazję wziąć udział, to zdjęcie jest dla mnie jednym z ważniejszych. Charakterystyczna dla projektu mroczność kadru i jednoczesna wyrazistość i czystość postaci, równie mrocznej jak całość obrazka, bardzo trafiła w mój gust.
Do tego uwzględniona historia człowieka, każdego, bo żaden Pruszkowiak nie jest anonimowy i ta historia jest równie ważna jak zdjęcie. Świetny pomysł, świetna całość.
Niemniej dopiero chwilę temu dotarło do mnie dlaczego to zdjęcie tak bardzo jest dla mnie ważne.
Bo moment, w którym Maciek mi je zrobił, był dla mnie jednym z najtrudniejszych momentów mojego życia. Ten jeden kadr jest idealnym obrazem mojego stanu na tamten czas, a cała otaczająca ten obrazek mroczność była dla mnie w pewnym sensie realna.
I na środku ja. Stabilna, jasna, klarowna, z podniesioną głową.
Ustałam.
Mimo wszystkiego, co się działo i co mnie otaczało.
I wcale nie jest to dla mnie negatywne w jakikolwiek sposób.
Jestem bardzo wdzięczna, że wszystko tak się zgrało i to zdjęcie powstało, bo widzę swoją siłę mimo wszystko.

milka giemza maciej bochnowski projekt pruszkowiak
A więc tak.
Sesja zdjęciowa może zmienić życie.
Każdy ma swój rodzaj terapii i swoje pomniki.
Ja mam zdjęcia.
I jeden tatuaż ;)


Wtorek, Marzec 3, 2020, 13:06 | Brak komentarzy »

Zasady stylizacji są obecne i dostępne powszechnie i jest to przeważnie główny wyznacznik naszych wyborów względem zakupów ubraniowych.
Z kolei emocje w zakupach ograniczają się przeważnie do szybkiego zachwytu lub zakupu pod wpływem bodźca jakim jest obowiązujący trend, sugestia marketingowa, czy promocja.

Zarówno zasady, jak i emocje, to drogowskazy w naszych wyborach.

Zasady, to drogowskazy zewnętrzne.
Powszechne, ale zarazem ogólne, ponieważ oparte na grupie podobnych elementów i zależności. Określane przez pryzmat tego co sprawdza się w większości przypadków.

Emocje, to drogowskazy wewnętrzne.
Niepowtarzalne, indywidualne i najbardziej spersonalizowane, bo należące jedynie do osoby, która je odczuwa. I to właśnie one decydują najbardziej o Waszym stylu.

Domeną ludzi jest obecnie szybkość działań, kalkulowanie, przystosowanie, potrzeba akceptacji i poczucia bezpieczeństwa, choćby pozornego. Chętnie więc poznajemy i przyjmujemy kolejne zasady, w myśl których ma poprawić się jakość naszego życia i odbioru samych siebie. Często nie zastanawiając się bardziej nad tym, na ile naprawdę odpowiada nam to, co przyjmujemy.

Wolimy zdać się na ekspertów, przyjmując gotowe recepty, niż przeanalizować zdobyte informacje i dopasować do siebie jedynie zasady realnie nam potrzebne.
Tak jest szybciej i łatwiej.

Oczywiście każdy prawdziwy ekspert jest na wagę złota, ponieważ taka osoba potrafi czytać Was pomiędzy słowami i uzupełniać to, czego naprawdę potrzebujecie, podpowiadając i zadając odpowiednie pytania, które pomogą Wam wspólnie znaleźć odpowiednią ścieżkę.

Ale nadal niestety rośnie pula ekspertów samozwańczych, ograniczonych wiedzą do kilku szybko poznanych zasad, bez pewnych umiejętności dodatkowych, choćby np. słuchania i zrozumienia.

Emocje w procesie stylizacji (i nie tylko) są Waszym sitem nr 1.

Tylko, przez wiele czynników i stereotypów, emocje nauczyliśmy się wyłączać, odrzucać lub co najmniej ignorować.

Kiedy wybieracie ubrania i dodatki, przeważnie towarzyszą Wam jedynie odczucia typu „podoba mi się", „nie podoba mi się" albo „muszę to mieć".
Czyli bezpłciowa ocena bez analizy lub działanie pod wpływem bodźca.
A potem wracacie do domu i albo w tą ruletkę wygraliście albo ciuch ląduje na dnie szafy.
Z drugiej strony macie porady i zasady stylizacji, dopasowane do Waszej figury i typu kolorystycznego, z którymi robicie zakupy typowo technicznie, również często podsumowując powyższą bezpłciową oceną bez zrozumienia i efekt wychodzi podobny.

Jak więc to wszystko pogodzić?
Poznaj zasady, odczuwaj emocje.

Żadna decyzja nie będzie w pełni Twoja i autentyczna, jeśli nie będzie wynikała z pełnego przekonania i poczucia, że jest właściwa.

Zasady warto znać i warto wybrać te, które będą nam technicznie najbliższe, a następnie zdecydowanie warto, spokojnie i uważnie (tu odzywa się świadomość) te zasady przeanalizować wg emocji, które w nas grają.

Tylko w tym momencie warto emocje dopuścić do głosu i kiedy intuicja huczy, to nie zbywać jej, „bo w poradniku napisali, że będzie dobrze".

Może i wg poradnika będzie, ale nie będzie w tym Waszej wyjątkowości.

Przez lata mówiono mi, że dobrze wyglądam w rękawkach typu bufki i wzorach typu grochy.
Ja natomiast namiętnie, przez lata, odpruwam większość rękawów, bo tak zdecydowanie czuję się lepiej. A grochy muszą naprawdę ująć mnie w całości formy ubrania, bo zwykle nie pałam do nich miłością.
Do tego w większości wykonywanych analiz kolorystycznych określano mnie jako typ letni, w różnych konfiguracjach, najbardziej jednak jako soft, ale zawsze każdej kolorystce coś nie do końca grało ze względu na pewne nietypowe elementy i moje reakcje na kolor. I kazano mi porzucić moją ukochaną czerń, czego oczywiście nie miałam zamiaru zrobić.
Aż wreszcie wyszło, po wielu latach i kolejnych analizach, że jestem typem czystej zimy, czyli zupełnie różnym od zgaszonego lata. Niemniej jednak, nadal przynajmniej raczej chłodnym. 
Poruszam się bardzo chętnie, zmiennie w obu gamach kolorystycznych, w zależności od nastroju najczęściej lub po prostu je łączę. Jednak, gdybym miała sztywno zdać się jedynie na ludzi, nie słuchająć swoich emocji, czułabym się cały czas dziwnie nie do końca dopasowana. 

Niestety możecie zapomnieć o jakiejkolwiek wyjątkowości i indywidualności, jeśli nie dopuścicie do głosu Waszego wnętrza, które mówi właśnie poprzez emocje.

Wypuśćcie więc z głowy i serca Wasze marzenia i fantazje, które miałyście względem swojego wyglądu i stylu skrzętnie schowane przed światem i spójrzcie na nie jeszcze raz, bo może coś, zupełnie niespodziewanie, znajdzie miejsce w Waszej codzienności...?

Ale jeżeli wystarczy Wam wizerunek poprawny i ogólnie ładny, to też jest w porządku. Jak najbardziej!
Jeśli czujecie, że tak jest ok, to naprawdę jest ok.

Na tym właśnie polega ten wybór. Wasz wybór.
I Wasza świadoma kreacja, Waszego wizerunku.

Ps. słuchanie emocji nie jest tym samym co poddanie się emocjom ;)


Czwartek, Luty 20, 2020, 15:58 | Brak komentarzy »
Na kreację wizerunku ma wpływ wiele wytycznych, z których część totalnie pomijamy, najzwyczajniej nie zdając sobie sprawy z tego jak bardzo pewne czynniki mają na nas wpływ.

Co jakiś czas będę publikowała na blogu kolejne elementy, na które warto zwrócić uwagę, jeśli chcemy same nasz wizerunek kreować na własnych zasadach.

I na początek zacznijmy od takiego pojęcia jak ŚWIADOMOŚĆ. Bo żeby kreować na własnych zasadach, trzeba je sobie stworzyć, a świadomość jest do tego bardzo potrzebna.

Świadomość to słowo, które pojawia się coraz częściej w wielu kwestiach życia. W kreowaniu wizerunku także.

To w pewnym sensie wiedza i znajomość, dotycząca zasad ogólnych, panujących w danych dziedzinach, znajomość faktów i zrozumienie jak poszczególne, mniej lub bardziej powiązane czynniki na siebie wpływają. Zaczynając proces kreowania własnego wizerunku przyda nam się świadomość dotycząca podstawowych zasad stylizacji i świadomość naszej sylwetki, czy typu kolorystycznego, ale również, a nawet przede wszystkim świadomość siebie.
I nie potrzebujecie do tego skończyć od razu pełnej szkoły stylizacji. Ogólne zasady i ogólne wytyczne są dość czytelne i obecnie powszechne. Ale bardzo potrzebujecie świadomości własnej osoby. Bez tego ciężko będzie kreować swój wizerunek spójnie.
Poznajemy i odkrywamy siebie tak naprawdę całe życie. Całe życie również się zmieniamy, nieustannie. Świadomość pomaga nam w spokojnej obserwacji tego procesu i ułatwia nam te wszystkie zamiany podczas pracy ze sobą. Jest też opoką dla szalejących czasem emocji.

Zaczynając poznawanie i odkrywanie siebie, daj sobie czas.

Świadomość rozwija się spokojnie i w swoim czasie, bo polega nie tylko na poznaniu, ale przede wszystkim zrozumieniu. Warto więc na początku włączyć po prostu obserwację.
I nie kombinować za bardzo.

Spójrz na siebie w lustrze. Po prostu patrz.
W ciszy.
Daj sobie czas.
Na spokojnie określ jakie elementy ma Twoja sylwetka.
Nie oceniaj czy jesteś za gruba, czy za chuda, czy tu jest za mało, tam za dużo, tu za prosto, a gdzie indziej za krzywo i czy wyglądasz lepiej, czy gorzej niż pięć lat temu.
Po prostu patrz i stwierdź fakty.
Czy ramiona są węższe, czy szersze niż biodra. Czy Twoje nogi są długie, czy nie koniecznie. Czy biust masz większy, czy mniejszy. Określ co Ci się w Tobie podoba i zauważ co jest Twoją słabością.
Zobaczysz wtedy swoją sylwetkę na chłodno. Będziesz mogła określić poszczególne jej elementy, już bez ogromnych emocji. Im dłużej patrzysz, tym emocje wydają się mniejsze. W tym wypadku chłodna analiza poszczególnych elementów jest sprzymierzeńcem.
W ten sposób zyskasz świadomość swojej sylwetki.
I nie miej do siebie pretensji, czy żalu jeśli za pierwszym razem się nie uda.
Uda się za drugim lub kolejnym. Powoli.
To ma być dla Ciebie rozwój, a nie katorga.
Kiedy widzisz już spokojnie swoją sylwetkę, wszystkie kiedykolwiek zasłyszane zasady stylizacji staną się łatwiejsze do zrozumienia.

Potem spójrz na swoją szafę.

Tak samo patrz spokojnie i w ciszy na swoje ubrania.
Do bólu szczerze odpowiedz sobie na pytanie, które naprawdę Ci się podobają, a które nie.
Możesz przymierzać jedne i drugie.
Myślę, że zaczniesz zauważać dlaczego w jednych wyglądasz lepiej, a w innych gorzej.
Zaczniesz zauważać jak ich fasony wpływają na Twoją sylwetkę.
Zyskasz w tym momencie świadomość tej zależności.
Czasem nie musisz ująć tego słowami, ważne, żebyś zauważyła i poczuła to, co jest Ci bliższe.
A może zauważysz, że jakaś np. sukienka ewidentnie nie służy Twojej sylwetce, ale tak ją uwielbiasz, że mogłabyś chodzić w niej codziennie? To również jest cenna informacja. Zapamiętaj ją i na razie zostaw. Wyjaśni się za jakiś czas.
Podobnie jest z kolorami, dodatkami, biżuterią itd.

Warto również, żebyś spokojnie zastanowiła się nad trybem swojego życia i priorytetami.
Zaobserwuj ile masz czasu rano na wybór ubrań, czy robisz to wieczorem na kolejny dzień.
Pomyśl, czy wolisz dobierać całość stylizacji, czy zdajesz się bardziej na losowe wybory.
Spójrz na ile Twoja stylizacja wynika z wykonywanej pracy albo życiowej roli.
Co lubiłaś nosić kiedyś, a czego obecnie byś nie założyła i dlaczego?

Nie musisz od razu określić odpowiedzi. Same pytania też są ważne.
I zrób to też na spokojnie, też daj sobie czas.
Nie musisz wszystkiego podsumować i spisać od razu. Zresztą zwykle się nie da.

Obserwuj.
Po prostu dużo obserwuj.
Siebie.
Nie innych, nie koleżanki, nie ludzi na ulicy, nie zdjęcia w gazetach.
Obserwuj siebie.
I już.
Niech płynie.

Cdn.


Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem