Wtorek, Czerwiec 8, 2021, 18:28 | 2 Komentarze »

Tematy i ogólny zarys notatek na blog piętrzy się u mnie znacznie, każda jednak potrzebuje urodzić się w swoim czasie. Ciekawym jest to, że często ten czas bywa zaskakujący i dla mnie.
Tym razem zaskoczyło mnie wymęczenie akurat tematu bylejakości, w środku burzy o „modę na brzydotę"...
Po pierwsze dlatego, że nie miałam zamiaru odnosić się do owej burzy, po drugie dlatego, że we wstępnym zarysie nie wpadło mi nawet do głowy, że taka afera powstanie, a jakoś to razem usiadło, po trzecie dlatego, że miałam dziś wkopywać na ogrodzie plac zabaw dla dzieci i totalnie nie miałabym czasu kliknąć żadnego klawisza w komputerze...
Plac nie przyjechał, także tego.

To, czego zdążyłam się w życiu nauczyć, choć oczywiście testy sprawdzające pojawiają się równie niespodziewanie jak w szkole, w każdym razie to, czego zdążyłam się w życiu nauczyć, to fakt, że:
- każdy ma swój czas na dotarcie do różnych punktów zrozumienia siebie i życia...
- nie ma dobra i zła jako takiego. Podziały, to nadal podziały, a medal choć ma dwie strony, nadal jest jeden...
- im głośniej ktoś krzyczy „nie oceniaj", tym bardziej go gniecie...

Czy oceniałam...?
Tak.
Czy walczyłam dla dobra...?
Tak.
Czy chciałam za wszelką cenę być po dobrej stronie i pokazywać piękno świata we wszystkich odcieniach...?
Tak.
Czy przyniosło to mnie osobiście i innym, cokolwiek dobrego...?
Ni cholery.

Każdy ma prawo, święte wręcz prawo, przeżywać swoje życie po swojemu, zawalać i popełniać masę błędów po swojemu, zaliczać wszelkie fackupy po swojemu i nikomu nic do tego, bo każdy żyje przede wszystkim ze sobą.
Z powyższego wynika mniej więcej tyle, że nie mamy prawa nikogo prostować, ani wpierdalać mu się w życie, bez jego prośby o pomoc, czy choćby zdanie.

Wiele bolesnych lekcji zaliczyłam zanim to do mnie dotarło, i podejrzewam, że nie tylko ja.
I to chyba jeden z najtrudniejszych dla mnie tematów...
No bo pojawia się przecież mesjash wewnętrzny, że trzeba ratować człowieka i inne człowieki przed człowiekiem.

A gdyby pozwolić im wszystkim przeżyć to doświadczenie...?
I sobie pozwolić...?

W każdym razie dlaczego NIE ZGADZAM SIĘ NA BYLEJAKOŚĆ...?
I o co w ogóle chodzi z tą aferką...?

Pewna młoda Pani, wali w internetach wywód o estetyce życia, pięknie i tworzeniu najlepszej wersji siebie, z zaskoczeniem patrząc na panującą jej zdaniem „modzie na brzydotę".
W aferę wkręcam swoje zainteresowanie, po fali bombardującej tym tematem dosłownie wszędzie.
Nie odebrałam tego wpisu w kwestii złych intencji, choć może był ciut zawiany młodzieńczym nalotem niezrozumienia... Niemniej nie dotknął mnie boleśnie.

I teraz tak...

Czuję się ze sobą dobrze.
Czuję się dla siebie piękna.
Tak, chciałabym czuć się piękna w oczach innych, ale to nie moja broszka, więc nie wyznaczam tym względem swojego życia.

Czy jestem ideałem piękna...?
Nie.
Czy mam swoje wady fizyczne i nie tylko...?
Mam. Masę.
Czy akceptuję się mimo tego...?
Tak. W pełni.
Czy czuję się zaniedbana...?
Tak, czasami tak się czuję.
Czy mam z tym problem...?
Nie.
Czy mam chęć coś w sobie zmieniać...?
Tak, często.
Czy męczy mnie trwanie w bezruchu...?
Czasem tak, czasem nie.

Czy zrozumieliście z tego wszystkiego cokolwiek...?
Być może... :P

Zdarza mi się trwać w pewnej formie przez czas jakiś, z różnych powodów.
Dla konkretniejszego przykładu, mieszkając na budowie, siedziałam przez długi czas, prawie non stop w dresach, t-shircie i swetrze. I w skarpetkach, których zwykle poza zimą nie noszę.
Trwałam w tym stanie, bo codziennie coś w tym remoncie robiliśmy i wszystko, co mieliśmy na sobie, niszczyło się, najzwyczajniej w świecie, z prędkością światła.
Tak więc to trwanie było moim wyborem i nie powodowało we mnie obciążeń.
Ale przyszedł też moment, w którym położyliśmy podłogi, zrobiliśmy prawie w pełni łazienkę i zdecydowana większość ścian wyglądała względnie normalnie, nawet w wersji nie pomalowanej farbą. Było też ogólnie po prostu, zdecydowanie czyściej.
A ja, z nawyku, tkwiłam w tych dresach i całej remontowej oprawie.
Czy czułam się wtedy zaniedbana...?
Tak. Bardzo.
Dopóki była gruba budowa, było to dla mnie zupełnie logiczne do przejścia, ale kiedy wiele w domu ogarnęliśmy, a ja nadal byłam w tamtym miejscu sama ze sobą, to już było do bani.
I jak wiele czynników miało wpływ na moją decyzję o wpakowaniu się w dresy i w nich trwaniu, tak w pewnym momencie, wiele czynników się zmieniło i co za tym idzie, miałam nowe możliwości do podjęcia decyzji o zmianie.
Tak naprawdę, każdego dnia mogłam zdecydować, czy dziś klasyczny zestaw remontowy, czy jednak sukienka i obcas.
Aż przyszedł dzień, kiedy jak wpadłam w sukienkę i obcas, tak nie wyszłam z nich przez tydzień :P

Czasem, jak się nagina człowiek do pewnej skrajności, tak sobie musi to później skrajnie w drugą stronę odbić. I to jest w pełni normalne i w pełni w porządku.
A potem świat nam się normuje ;)

I tak właśnie w tym kontekście, pomyślałam ciut o wpisie naszej wspominanej już razy wiele, celebrytki.

Bo zmiana jest jak najbardziej potrzebna, nasza wewnętrzna. W czuciu, poczuciu, odbiorze siebie...
ale właśnie na etapie wszelkich zmian czasem takie skrajności wchodzą mocno...

Osobiście uważam, że pięknie wzrastamy, gdy zdecydowanie więcej czasu, uwagi i energii poświęcamy sobie samym.

Kiedy uczymy widzieć siebie w pełnej krasie zalet i wad...
Kiedy uczymy się patrzeć na siebie z czułością i wyrozumiałością...
Kiedy nabieramy dla siebie wszelkiej łagodności...
Kiedy dajemy sobie wszystko, co jest nam potrzebne...
Kiedy uczymy się odpoczywać, bo wiemy, jak odpoczynek jest dla nas ważny...
Kiedy uczymy się stawiać granice, w zrozumieniu, że są one dla nas wsparciem, a nie atakiem wobec otoczenia...
Kiedy przynajmniej próbujemy...

Niemniej te próby, są niczym innym, jak pewnym rodzajem pracy nad sobą...
Pracy, która polega na odkrywaniu siebie, poznawaniu siebie, zauważaniu siebie...
Często po wielokroć, często każdego dnia, często we własnym brudzie i smrodzie, żeby wreszcie odkryć swoją autentyczność i co za nią idzie, swoje prawdziwe piękno.

Bo tak, PRAWDA to PIĘKNO, AUTENTYCZNOŚĆ to PIĘKNO.

Nie wygląd zewnętrzny, nie cechy fizyczne...
Więc... wychodząc z takich, moich osobistych założeń... nie odczułam obraźliwie tamtego wpisu...

Wpadając więc w inny trop, zarzutów, które się w sieci pojawiały...

Czy padałam w przeszłości ofiarą odrzucenia przez rówieśników i nie tylko...?
Tak. Bardzo często.
Czy znęcano się nade mną psychicznie lub fizycznie z powodu mojego wyglądu...?
Tak. Bardzo często.
Czy byłam gruba...?
Nigdy.
Czy byłam ogólnie brzydka...?
Nie.
Czy byłam zaniedbana...?
Nie.
Nawet nie całe życie miałam aż tak krzywy zgryz jak obecnie...

Ciekawe...?

Odrzucano mnie bardzo często, bo:
- byłam za chuda...
- byłam „zbyt ładna"...
- byłam zadbana...
- miałam swoje zdanie...
- byłam inteligentna...
- dobrze się uczyłam...
- potrafiłam wiele rzeczy zrobić, bo ciekawość zawsze pozwalała mi drążyć wiele tematów...

Efektem tego było zgubienie siebie na wiele lat... schowanie wszystkich swoich wartości na wiele lat... ukrywanie swojej autentyczności... wypieranie swoich potrzeb i emocji...

Odrzucenie było i jest, niezależnie od cech zewnętrznych i wewnętrznych odrzucanego...
Odrzucenie było i jest, bo ktoś, w wyniku swoich doświadczeń i swoich cech, decyduje, żeby odrzucić...

I tak patrzyłam na tą aferkę właśnie...
I widziałam jak wielu „świadomych i wzniosłych" decydowało się odrzucić, bo padła wypowiedź ich zdaniem krzywdząca...
I wielu krzyczało „nie oceniaj", a nie patrzyło na siebie...

Praca nad swoim pięknem nie oznacza tylko piękna zewnętrznego...
Bo w sumie czymże ono jest, kiedy w środku coś gnije...

Wszystko co w środku, widać na zewnątrz...
Wszystko co widzisz w innych, jest w Tobie...
Każda rada, której udzielasz komuś, jest tak naprawdę tylko dla Ciebie...

Ja pracuję nad swoim pięknem, swoimi decyzjami, codziennymi.
Dokonując wyborów wielu.
Poszerzając pole widzenia i korygując swoje spojrzenie wg nowych danych...
Zmieniając siebie, wedle swoich potrzeb...
W akceptacji swoich słabości, stagnacji, wad...
Z moją brzydotą, bo jet również moim pięknem.

NIE ZGADZAM SIĘ NA BYLEJAKOŚĆ, bo wiem, że jakość każdego mojego wyboru i mojej decyzji jest ogromnie ważna dla mnie.
JESTEM SOBĄ, WIĘC JESTEM JAKAŚ. BYLEJAKOŚĆ WIĘC, NIE JEST DLA MNIE.

Jest dla mnie ważne co jem, gdzie i jak mieszkam, w czym chodzę, co mówię... każdy mój element i ruch jest dla mnie ważny...

I nie dlatego, że się pilnuję, czy buduję swoje fałszywe piękno.
Jest dokładnie odwrotnie...
To wszystko jest dla mnie ważne, bo wreszcie podchodzę do siebie z miłością i dbałością, to wszystko wynika z tego, że się o siebie troszczę... i dlatego mogę wzrastać sobie w sobie szczerze i PIĘKNIE.

I skrobię to wszystko przy okazji pewnej świeżej aferki, opisując Wam co u mnie i we mnie, bo jeśli macie chęć coś z tego wziąć, to bardzo proszę, ale pouczanie kogokolwiek, to rola nie moja.

Ja mogę Was wspierać, jeśli będziecie chcieli, dzieląc się tu i ówdzie kawałkiem siebie.

LuV U.

 


Czwartek, Maj 13, 2021, 19:05 | Brak komentarzy »
Lata mojej współpracy z kobietami wyraźnie pokazały mi, że zdecydowana większość z nas, moje Drogie, sukienek się boi.
Tak, nie wszystkie.
Pewna część kobiet sukienki kocha miłością wielką i tej grupie zapewne moja notatka zbyt wiele do życia nie wniesie ;)
W tej grupie jestem również obecnie i ja ;)

Wokół sukienek narosło wiele mitów, które powtarzane od lat, jedynie obrastają nadal, coraz bardziej, w siłę tej niepotrzebnej propagandy...

A więc:

Mit 1. sukienki nosimy na konkretne okazje.
Sukienka długi czas zarezerwowana była jedynie na okazje wyjątkowe.
Tym bardziej w skrajnych długościach, czyli maxi, długa do ziemi lub mini, odsłaniająca maksymalnie nogi. 
Mini miały kusić i wzmagać seksapil, strategicznie więc osadziły się w tematach około randkowych, maxi dodawały elegancji i klasy głównie na okazje wieczorowe czy oficjalne oraz wszelkie klimaty ślubno weselne. 

Mit 2. długość midi jest ble...
Ta midi właśnie, czyli średnia, uznawana jest od lat, za zdecydowanie pogorszającą stan wizualny sylwetki...
Bo przecina tak, że nogi pogrubia, bo skraca optycznie wzrost osobom nie koniecznie wysokim, bo postarza... o dio! lista jest zdecydowanie dłuższa niż te kilka zarzutów, które podałam...
Kojarzy się z babciami z targu, czy wsi wszelakich, a przecież np. Dior właśnie krążąc wokół midi, postawił cudowny wizerunek pięknej kobiecości.
Ach tak... Dior nie na codzień przecież...

Mit 3. w sukienkach jest niewygodnie.
Ten chyba mój ulubiony ;)
Długo i ja w ten mit wierzyłam. Dopóki nie sprawdziłam na własnej skórze.
Ale, jeśli wziąć na warsztat nasz mit nr 1, to rzeczywiście w mini nie wszystko zrobisz... w wieczorowej maxi również. 
Niemniej mini i maxi mają też swoje wersje codzienne, długo wypychane z kanonów mody, przez co zapomniane. W każdej, absolutnie każdej wersj i długości, można znaleźć fason wygodny.
Teraz stwierdzam zdecydowanie, że w sukienkach (czy spódnicach również) jest wręcz wygodniej niż w spodniach.
Jest luźniej, swobodniej, nic nie ciśnie i nie obciera... 
Do tego nie musisz się spinać, wciągać brzucha, czy zastanawiać nad ilością zmarszczeń i ugnieceń ciała kiedy np. siadasz...
Plusów jest mega dużo. Kwestia spojrzenia z innej strony.

Mit 4. sukienki wymagają większej stylizacji i w samej stylizacji są trudniejsze.
A pomyśl sobie, że zakładając sukienkę masz na sobie już kompletny ciuch.
Spódnica może stanowić zamiennik spodni, który trzeba zestawić z jakąś tam górą, a tu proszę, masz pełną podstawę. 
To jak z kombinezonem. Z tą jednak ogromną różnicą, że w toalecie nie musisz zrzucać z siebie prawie wszystkiego, bo kieckę da się spokojnie zadrzeć do góry (to też w kwestii punktu poprzedniego).
Zarzucasz więc obuw na stopę, zgarniasz torebkę, a reszta...? jeśli w ogóle jest potrzebna, to dobierasz standardowo jak do każdej innej stylizacji.

Mit 5. zdaniem, które słyszę od bardzo wielu kobiet jest "źle wyglądam w sukienkach".
Są również spodnie, w których źle wyglądamy, garnitury, w których źle wyglądamy, swetry, w których źle wyglądamy... 
Jest mnóstwo rzeczy, w których źle wyglądamy i nie jest powodem to, że akurat sukienka jest zła. Sama w sobie zła nie jest. Sukienki są różne, tak jak wiele innych części garderoby jest różnych i wiele sylwetek jest różnych...

Mit 6. sukienki są nie praktyczne.
A guzik, że tak to podsumuję ;)
Właśnie ta praktyczność sukienek sprawdziła się u mnie bardzo.
Po pierwsze, podsumowując wszystkie poprzednie mity, można znaleźć sukienkę na co dzień, ładną, wygodną i dopasowaną do naszych potrzeb.
Nie trzeba jej nader mocno stylizować, bo sama w sobie jest gotowcem.
W zależności od materiału oczywiście, ale sukienki wcale nie gniotą się jak opętane, a na pewno nie bardziej niż koszule na przykład :)
Dodatkowo, w przypadku sukienek we wzory, dajmy na to kwiatowe, mało są widoczne wtopy typu "czymś tak się trochę oblałam", "pies na mnie skoczył, a miał łapy brudne" itp...

Tak to więc jest, co mi się w głowie po wczorajszej rodzinnej wycieczce urodziło i dziś na szybko powstało. 
Wycieczce, na którą oczywiście wybrałam się w sukience ;)

Sukienki w dodatku, a może przede wszystkim, pięknie podnoszą naszą kobiecość, nie tylko wizualnie, ale również (i może znowu przede wszystkim), na poziomie czucia. Ale to już na notatkę kolejną, bo o mojej drodze w kierunku swojej kobiecości, też Wam coś naskrobię ;)

LuV U <3

milka giemza blog sukienka w mitach
milka giemza blog sukienka w mitach
milka giemza blog sukienka w mitach

Sukienka: Varlesca via Vinted
Koszyk: Bags by M
buty i kamizelka: H&M

Niedziela, Styczeń 10, 2021, 23:16 | Brak komentarzy »

W swoim życiu poznałam mnóstwo ludzi.
Wśród nich mnóstwo kobiet, zapewne zdecydowaną większość.
Choć oczywiście nie tylko.
Ludzi w różnym wieku, z różnych środowisk, o różnym statucie społecznym i materialnym...
Ludzi o różnych poglądach, kolorze skóry, orientacji, wierze...

Wszędzie mnie było pełno swego czasu... i zawodowo i prywatnie...
A ciekawość świata wciąga...

Z wieloma osobami mam kontakt, mniejszy lub większy, do tej pory... nie ważne ile lat już minęło.

Każdy człowiek, to ciekawa historia.
Razem z tą rzeszą ludzi, poznałam historii mnóstwo.

Choć wiele z nich mogło mieć podobne elementy, to każda była absolutnie niepowtarzalna.

Niesamowitym było, że często poznawałam te wszystkie historie zupełnie nie na określonej linii znajomości.
Do tego w bardzo krótkim czasie.

Ludzie po prostu zaczynali mówić, zdania się plotły, rozmowy się kleiły... aż sięgaliśmy wstecz życia i w głąb duszy, docierając nie wiadomo kiedy do tematów mocno różnych... często pozamykanych na cztery spusty niepamięci...

Klientki prawie nigdy nie były jedynie moimi klientkami, śmiejąc się, że przychodzą do mnie jak na kozetkę.
Może dlatego były w stanie spędzać u mnie dużo czasu.

Zresztą mam taką cechę, że zawsze widzę najpierw człowieka.
Potem dopiero dochodzą wszelkie etykietki, które mają dla mnie znaczenie jedynie w kwestii doboru rozwiązania.
Kolor skóry jest dla mnie ważny przy wyborze podkładu, wiek przy doborze kosmetyków do pielęgnacji, płeć, orientacja, wiara mają znaczenie, jeśli są wytycznymi potrzebnymi do doboru stylizacji na przykład...

Najbardziej liczy się dla mnie sam człowiek.
Ten prawdziwy, który siedzi w środku tego wszystkiego.

Wszyscy Ci ludzie, wszystkie ich historie, są obecnie częścią mnie.
Czy wszystkie pamiętam...?
Pewnie nie wszystkie, ale wiele.
Niemniej nie o pamięć chodzi, a o to, co do mojego życia wniosły i jak mnie ukształtowały.
Bo tak, kształtujemy się nawzajem nieustannie...

Każda historia to cegiełka budująca moje zrozumienie świata.
Poznając je, poznaję świat.
Uczymy się na błędach, głównie własnych.
Ale możemy uczyć się też na cudzych.
Nie znaczy to, że błędów nie popełnimy, ale będziemy mieli większą wiedzę i więcej możliwości wyboru...

Każda historia jest inspiracją.
Każdy człowiek jest inspiracją.
Nie tylko ludzie ze świecznika, czy z wysokim wykształceniem...
Nie tylko autorytety...

Każdy człowiek.
Absolutnie każdy.
Bo każdy człowiek to życie.
Jedyne i niepowtarzalne.

Z każdą historią rosło również moje zrozumienie, że nic nie jest czarne albo białe.
Wszędzie jest pełno odcieni i nie jest to jedynie szarość.
Do tego każdy ma swój niepowtarzalny fason, materiał, fakturę...

Życie każdy kroi na swoją miarę.
I je nosi.
Sam.

Żadna kreacja innego krawca nie będzie idealna.
Nawet stworzona z najlepszego materiału, z najlepszą wiedzą i intencją.
Nie będzie pasować i już.

Nie za bardzo jest więc sens gonić innych z nożyczkami i igłą, bo możemy jedynie zepsuć miarę idealną, a do tego zaplątać się w nasze własne, nie podszyte nitki. Takie, którymi realnie powinniśmy się zajmować.

Zamiast wprowadzać poprawki i krzyczeć jaki fason jest jedynym słusznym w sezonie, pobawmy się w pokaz haute couture i wyjdźmy na wybieg życia z odwagą pokazując naszą niepowtarzalną, idealnie leżącą kreację, uszytą z nici naszych doświadczeń.

Niech będzie najpiękniejszą inspiracją.
I podziwiajmy innych z zachwytem.

Pozwólmy sobie być inspiracją i pozwólmy się inspirować.

Jestem ogromnie wdzięczna za wszystkie powierzone mi historie...
Ogromnie wdzięczna, że mogę powierzać historię swoją...
Ogromnie wdzięczna za zaufanie działające w obie strony.

A więc... opowiedz mi swoją historię.
Ja opowiem Ci moją.

<3

 


Poniedziałek, Grudzień 7, 2020, 18:24 | 1 Komentarz »
Pisząc o świadomości, akceptacji, emocjach i zasadach, odnosiłam się do tej pory głównie do kreacji wizerunku...
Taka moja dziedzina zawodowa, taka relacja z kobietami najbliższa i w sumie głównie po kwestie pomocy w kreacji wizerunku, większość kobiet tutaj zagląda.

Sprzątam jednak przez ostatni rok ogólnie w życiu, w czym ten cały, zewnętrzny kocioł mi pomaga, choć czasem w związku z tym rzucam gromami i mięsem...
Odpada ode mnie nadal coraz więcej i przyznam, że nie zdawałam sobie sprawy ile udało mi sie nazbierać i nagromadzić w życiu wspomnień i przekonań różnych...
Przeglądam więc w szafkach i w głowie.
Tym razem bezlitośnie odkładając niektóre sprawy, wraz z wątpliwościami i chudnąc przy tym mentalnie w trybie pilnym.

Świadomości, akceptacji, emocji i zasad, czy każdego kolejnego aspektu, który wrzucę na blog, nie mogę odnieść już jedynie do kreacji wizerunku.
To wszystko jest kwestią istoty ludzkiej i jeśli istnieje w niej, to istnieje w każdej jej części. 
Zresztą wizerunek spójny, realny, autentyczny, to wyraz naszej istoty, który widać na zewnątrz... Nie ma innej drogi.
Można oszukać, jasne, ale już nie długo...
I w ogóle po co?

Nie dość już zakłamania...?

Dziś na warsztacie mojej klawiatury zagościła ODPOWIEDZIALNOŚĆ.
Zapewne w kwestii kreowania wizerunku, odniosłabym się do tego, że nawet przy korzystaniu z wszelkiego doradztwa stylizacyjnego, czy makijażowego, ostateczna decyzja należy jedynie do nas i ponosimy wszelkie jej konsekwencje.
W skrócie - nawet jeśli usłyszysz od eksperta, że w czerwonej pomadce wyglądasz obłędnie, to efekt końcowy jest wynikiem połączenia Twojego samopoczucia w pomalowanych na czerwono ustach i emocji jakie wywołuje w Tobie jej nałożenie.
Jeżeli w środku boisz się tak mocnego wyrazu, czy towarzyszą Ci wewnętrzne rozterki i niepewności z powodów różnych, a na codzień nie przepadasz za byciem w centrum uwagi, to nie pomogą nawet idealne połączenia kolorystyczne z Twoim typem urody, czy wyjątkowo idealny do czerwonej pomadki kształt ust.
Mimo, że będzie pięknie, to nie będzie pięknie...
A jeśli będzie to z Tobą niespójne, to będziesz najzwyczajniej nieszczęsliwa...
Że niby można być nieszczęśliwą z powodu pomadki...? pff...
Tak. Można.
Na nasze poczucie szczęścia, czy nieszczęścia składa się masa elementów, w tym ogromna jej część składająca się właśnie z tych rzeczy, które są jakby teoretycznie nieważne. 

ODPOWIEDZIALNOŚĆ więc dotyczy każdego wyboru, którego dokonujemy w życiu, nie tylko kwestii urzędowych, finasowych, odpowiedzialności za dzieci i masy grubych tematów.

Odpowiedzialność ponosisz za każde podjęte działania, bo wszystko co robisz ma wpływ na Ciebie i otoczenie. Każda akcja wywołuje reakcję.

I teraz najlepsze.
Ta cała ODPOWIEDZIALNOŚĆ jest nam zawsze pokazywana jako brzemię dorosłości, jakby niby nie istniała kiedy byliśmy dziećmi.
Jako ogromny ciężar, który rąbnie nam na łeb, kiedy tylko odbierzemy dowód osobisty, a potem kiedy pójdziemy do pracy, kiedy założymy rodzinę i tak na każdym etapie życia kolejna cegła.
Jesteśmy w sumie przygotowywani, że poziom odpowiedzialności w życiu prawdopodobnie nas na pewnym etapie przygniecie i najlepiej korzystać z jak największego wsparcia ekspertów w różnych dziedzinach, bo pewnie jednak sobie nie poradzimy...
I tak, krok po kroku, oddajemy swoje życie innym, pozwalając im decydować za nas...

Mamy wbudowany obraz dużej odpowiedzialności ponoszonej za duże decyzje.
Wyolbrzymiony obraz wielkości i ciężaru decyzji.
A przecież decyzje podejmujemy na każdym kroku, w każdej minucie, czy sekundzie i często podejmujemy je nieświadomie, nie zwracając uwagi na to, że proces właśnie się odbywa.

Boimy się podjąć decyzje, boimy się, że wybierzemy źle...
A źle, dobrze... to przecież nie istnieje.
Ale to znowu na inną notatkę.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ jest piękna.
Bo niesie ze sobą nieocenioną wartość życia - WOLNOŚĆ.
Wolność wyboru, wolność od obwiniania innych, spokój w procesie dokonywania wyboru i spokój w rozwoju.
Zresztą wzięcie odpowiedzialności za siebie na siebie, właśnie na rozwój nam pozwala.
Ten świadomy rozwój. (Ale to też na inny wpis ;) )

W trakcie przeglądania wspomnień z pudeł poprzedniego mieszkania, znalazłam kartkę z kalendarza, która wisiała w ramce i niesie na sobie jeden z moich ulubionych cytatów.
On właśnie skierował dziś moje kroki mnie do klawiatury.
I niedługo dostanie nową ramkę, żeby zawisnąć na ścianie nowego domu.

zycie to raj dostojewski cytat milka giemza blog notatka

A przy okazji znalazłam wiele innych ciekawych rzeczy z poprzedniej epoki ;)
I coś Wam jeszcze pokażę :P
Tyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyle lat temu to było :D
I 2/3 brwi mniej :D

milka giemza wspomnienia poczatki

Piątek, Listopad 20, 2020, 08:03 | Brak komentarzy »
Jakiś czas temu, pod moimi drzwiami zawitała paczuszka z ofertą wchodzącej właśnie na rynek marki Boucle cosmetics.
Przyznam, że czekałam tupiąc nóżkami, aż będę mogła zobaczyć fizyczny efekt marzenia, o którym co nieco słyszałam już wcześniej.

Lubię poznawać marki od korzeni, od początku, od idei.
Lubię poznawać założycieli i słuchać ich marzeń, a potem patrzeć na proces realizacji.

Trzymanie w ręku kolejnego "dziecka" pod opieką i możliwość zabawy z nim, zawsze wprawia mnie w dobry nastrój.
Teraz więc słów kilka na temat tych cukierków.

Marka wyznaczyła sobie na cel kobietę nowoczesną, zdecydowaną, świadomą i żyjącą szybko.
Co za tym idzie produkt ma być konkretny, łatwy w użyciu i trwały. Przynajmniej tak idzie za powyższym celem moja logika. 
W ofercie znajdziecie kredki do oczu, eyeliner i maskarę.
Przynajmniej na razie.

W sumie oko i podkreślenie wyrazistości spojrzenia jest jednym z najważniejszych elementów makijazu większości kobiet, więc start jak najbardziej trafiony.

Set podstawowy, czyli kredka czarna, czarny eyeliner i maskara obecne, a do tego dziewięć kredek w kolorze, w dwóch liniach.

Kredki klasyczne:
boucle cosmetics kredki milka giemza blog
boucle cosmetics kredki milka giemza blog
Kredki holograficzne:
boucle cosmetics kredki milka giemza blog
boucle cosmetics kredki milka giemza blog
Eyeliner i maskara:
boucle cosmetics kredki milka giemza blog
 
boucle cosmetics kredki milka giemza blog
A tak wyglądają w zestawieniu:
boucle cosmetics kredki milka giemza blog

Kredki według obietnicy mają być miękkie i trwałe, eyeliner szybkoschnący, wodoodporny i intensywny, a maskara ma się nie rozmazywać, nie kruszyć i zapewniać dużą objętość za pierwszym pociągnięciem.

Przyznam, że nie miałam okazji przetestować ich na dużej ilości osób, ale jakby... hmm... sytuacja nie sprzyja...

Pierwsze wrażenie...
Po otwarciu paczki powitały mnie piękne, czarne opakowania z dodatkami w kolorze wyrazistej magenty, utrzymane konsekwentnie w całości wizerunku marki.
Każda kredka ma swoje osobne pudełeczko, a linia holograficzna dodatkowe oznaczenie w postaci dopiętych wstążeczek.
Wszystko wyraźnie opisane.

Kredki same w sobie wyglądają solidnie i elegancko.
Czerń, brąz i zieleń są idealnym, dobrze kryjącym matem. Szarość i niebieski z linii klasycznej lekko się mienią.
Kolory kredek holograficznych trzeba zobaczyć na żywo, bo zdjęcie nie oddaje ich uroku. Mienią się bardzo ciekawie, przechodząc w drugi ton.
Glow star, glossy green i magic black kupiły mnie całą sobą. Zwłaszcza ta pierwsza.

A teraz, co chyba najważniejsze, malują się jak masełko.
Obietnicę konsystencji potwierdzam.
Kolor pięknie zostaje na skórze, żadnego szarpania naskórka, czy problemów z rozprowadzeniem. I w drugą stronę też pięknie, bo warstwa jest jednolita i cienka, bez grudek itp.
Konsystencja wyważona super.
Nie zastygają w suchą warstwę, nie zostawiają filmu, ładnie pracują na skórze.
Dobrze się też rozcierają, więc będą fają podstawą makijażu, również smoky, a kredi holograficzne świetnie grają ze wszelkimi błyszczącymi cieniami jako baza.
I w składzie na dzień dobry mamy olejek rycynowy ;)

Eyeliner przy nakładaniu pracuje dobrze, zastyga w matowym wykończeniu.
Aplikator jest w formie wąskiej, elastcznej gąbeczki.
Ogólnie bardzo ok.
Jak dla mnie, na codzień super, do pracy trochę mi mało, ale w kwestii eyelinerów mam dość mocne preferencje osobiste i wymagania.
W kwestii trwałości, to zdecydowanie daje radę.
Dodatkowe testy ekstremalne przeprowadziła z nim moja córka.
Był wszędzie. Domyć nie było łatwo ;)

Maskara ma ciekawą, silikonową szczoteczkę.
Z jednej strony ma krótkie wypustki, z drugiej dłuższe, ułożone w łagodnym, obłym kształcie.
Dzięki temu możecie wyłapać i pokryć maskarą nawet najdrobniejsze rzęski, co ma też ogromne znaczenie przy rzęsach dolnej powieki, a przede wszystkim zapewnia pokrycie rzęsy dokładnie od samej nasady i widocznie ją wydłuża. 
Dłuższe wypustki dokładnie rozdzielą rzęsy i rozprowadzą maskarę po same końce, budując długość z drugiej strony, a ich łagodny profil dodatkowo je podkręci.
Polecam więc jedno pociągnięcie jedną i jedno pociągnięcie drugą stroną szczotki. Albo więcej, bo efekt przyjemnie się nią buduje.
W noszeniu pracuje ładnie i rzeczywiście się nie kruszy. Zdarzyło mi się w niej popłakać, więc też mogę stwierdzić, że spokojnie wytrzymuje.

Ogólnie cała marka jest dla mnie na ogromny plus.
Czekam teraz na jakieś jadowite kolory na wiosnę/lato, żeby poprawić sobie listopadowo pandemiczny nastrój.

Tyle koloru na dziś.
Ściskam Was mocno,

milka



Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem