BLOG

środa, Grudzień 4, 2019, 16:25 | Brak komentarzy »
Anna Dello Russo, to chodzący przepych.
Barok w rozkwicie, na szarych ulicach.
Włoska stylistka i dziennikarka, współpracująca obecnie z Vouge Japan, która sama określa się mianem namiętnej fashionistki, czy fashion victim.


Początkowo patrzyłam na nią jako zjawisko, po którym nigdy nie wiesz czego się spodziewać i wolałam trzymać się z daleka. Myślę, że jak wiele osób, nie zastanawiających się nad tematem bliżej.
Ale, że lubię poobserwować, a tu ewidentnie jest na co popatrzeć, to dałam sobie czas i teraz wiem, że było warto.
W tym szaleństwie zdecydowanie jest metoda i okazało się, że Anna Dello Russo została jednym z moich master of fashion i nie tylko ze względu na sposoby stylizacji.

W sieci dość ciężko znaleźć na jej temat konkrety prywatne, nawet w kwestii wieku.
Oficjalnie, podobno, urodziła się w 1962 roku.
Policzyć więc sobie możecie.
Ciało ma całkiem zaskakujące, jak na stereotypy wieku. Szczupła sylwetka i długie, piękne włosy, to zdecydowanie jej atuty.
A przyglądając się bliżej, nie zobaczycie wydętych na potęgę warg, zrobionych wyraźnie kości policzkowych, czy perfekcyjnego nosa.
Biust pokaźnych rozmiarów, to również nie w tej historii.
Mocny, perfekcyjny makijaż w wersji kontur hard też nie.

Macie za to przed sobą „Panią w wieku". Macie szerokie, mocne ramiona, często lekko przygarbioną sylwetkę, bardzo mocną opaleniznę i dość wiotką skórę nad kolanami.
O ile zakład, że większość z Was uznałaby to wszystko za wady, przez które najlepiej nie pokazywać się światu?
No właśnie.

A Anna Dello Russo wciąga look prosto z wybiegu i idzie w miasto.
Widać jak bardzo jej humor rządzi wyglądem, fanaberia narzuca stylizację i widać tą realną WOLNOŚĆ.
Jest w niej zabawa i radość ewidentnie na jej zasadach i ja, osobiście, jestem tym zachwycona!!!

Chcesz być jak Myszka Miki? proszzzz...
Chcesz założyć wisienki na głowę? Albo paprykę? Nie ma sprawy.
Chcesz?
TO ZRÓB!
I idź z radością i dumą, mając wszystkich krytyków i sceptyków za sobą.

Twoje życie, Twoja zabawa.
Amen.

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja

anna dello russo milka giemza blog inspiracja 

Zdjęć jedynie mała namiastka, bo internety tych barwnych stylizacji pełne ;)
Źródło: Pinterest




Wtorek, Listopad 5, 2019, 18:56 | Brak komentarzy »
Wczoraj na łamach projektu Pruszkowiak pojawiło się zdjęcie i historia Patryka Opary.
Jeśli nie znacie tego projektu, to polecam. Maciej Bochnowski, autor, mówi o nim min. tak: "Pruszkowiak to nie tylko zdjęcia - to relacje ludzi, nowe znajomości i naprawdę dużo pozytywnej energii."  Zaczęło się od Pruszkowa, ale projekt pięknie powiększa swoje granice.
Wracając do Patryka, to mocno dał mi do myślenia pierwszy akapit napisanej przez niego historii. 
"Nie jestem nikim wyjątkowym, szczególnym, wyróżniającym się z tłumu, dlatego duże było moje zdziwienie, kiedy Maciek zaproponował mi udział w PRUSZKOWIAKU. Może to przez promile we krwi albo chwilowy atak głupoty, ale nie wycofał się z tego kolejnego dnia i oto jestem (dla kontrastu) w jednym projekcie obok wartościowych ludzi – strażaków, doktorów, nauczycieli czy artystów."  
Później, czytając całość tekstu, stwierdziłam, że jest tam naprawdę ciekawie. To fajna historia, fajnego człowieka, z fajnymi, choć może nieoczywistymi wyborami, z fajnymi obserwacjami i wielkim sercem. I ten człowiek wcale nie jest ani trochę mniej wartościowy od pozostałych Pruszkowiaków, czy ogólnie ludzi i wcale nie jest wśród nich jedynie dla kontrastu. 
Dla mnie ta historia była kopem do napisania tej notatki.
Może dla kogoś ta notatka będzie kopem do napisania lub zrobienia czegoś innego, czy pewnym odczuciem, które wyzwoli kolejne reakcje...
Nie wiem jak będzie, ale wiem, że tak właśnie działa łańcuszek życia. To ciągle pojawiające się iskierki odpalające kolejne świece. A największymi inspiracjami są często najprostsi ludzie. Oczywiście nie ujmując autorytetom, niemniej mam wrażenie, że owe autorytety, czy sam system wysadzania na piedestał, są trochę przereklamowane. 
Kiedyś czytaliśmy biografie, żeby poznać czyjeś życie. A żeby napisać książkę lub żeby o nas napisano, trzeba było być poważnie, w opinii innych, ciekawym. Bo napisanie to jedno, a wydanie drugie... i jeszcze sprzedaż... a na wszystko trzeba zarobić i na książce też.
Teraz, w dobie możliwości szybkiego kontaktu, jest inaczej. Nie trzeba od razu wydawać książki albo można to zrobić samemu lub napisać e-booka. Można założyć blog, czy inne miejsce lub formę zaistnienia i przelewania myśli. 
Tylko teraz, w zestawieniu z autorytetami i pod presją stereotypów, często wydajemy się sobie nieciekawi... a to nie do końca prawda.
Nigdy nie wiemy kiedy i dla kogo staniemy się inspiracją, czy iskrą do działania.
Bo każde, absolutnie każde życie jest ciekawe, absolutnie każde może być inspiracją i nauką dla innych.
Twoje życie, to Twoje świadectwo, PRAWDZIWE, nawet jeśli bez całego podniosłego tonu... Bo o tą prawdę chodzi i o jej poznanie.
Warto rozmawiać, warto nieść swoją historię.

Ps. chyba, że jesteś zakłamanym dupkiem, który ściemnia wszystkim wokół jaki to jest zajebisty. 
Ale w sumie... to też uczy - że dupkiem być nie warto.

Czwartek, Październik 10, 2019, 21:41 | Brak komentarzy »
„Wszystko co słyszymy jest opinią, nie faktem. Wszystko co widzimy jest punktem widzenia, nie prawdą."

Marek Aureliusz


Powyższy cytat dzwonił mi w uszach od wczoraj bardzo.
Może nawet po cichu od kilku dni, ale dziś dzwonienie ustało, bo zaskoczyło po co był mi przydatny.

Wracam właśnie ze szkolenia w Rzeszowie.
Takiego, na którym to ja musiałam się nagadać.
Tak.
Szkolę.

Na szkoleniach w południowo – wschodniej części Polski zawsze mam pełne sale.
Dziś było niewiele więcej osób niż zamierzona liczba, ale zeszłej jesieni w Lublinie dotarło ekstra ponad 10.
Panika, że zabraknie nam kilku zestawów materiałów (mimo zapasu) i bieganie za dodatkowymi krzesłami, ustępują szybko w takich momentach radości z tego, że ludzie chcą się z Tobą ponownie spotkać i do tego przyprowadzają innych.

To szkolenia dla personelu perfumerii tradycyjnych i ich wizażystów.
A takich perfumerii coraz mniej... nieustannie ustępują miejsca sieciom i sklepom internetowym.
Mam za zadanie przedstawić dziewczynom kosmetyk i generalnie roztoczyć aurę magii cudowności danych produktów, żeby sprzedawały jak szalone daną markę, bo jest jedyna, najlepsza i w ogóle słitaśna i cukiereczki, ciasteczka, miód, orzeszki i cała reszta tego p.eprzonego słodu.
A więc szkoleniowiec ze mnie jak z koziej dupy trąba i jestem z tego bardzo zadowolona.

Słaby ze mnie również influencer, bo mam za mało followersów, subskrybentów i fanów ogólnie, a liczby lajeczków nie stukają w gongi statystyk.
Do tego nie publikuję notatek regularnie, wrzucam zdjęcia często nie trzymające się fasonu trendów i piszę zdecydowanie za długo, często językiem zdecydowanie mało popularnym.
Aha... i jeszcze mój instagram nie wygląda spójnie, a raczej jak babcina kołdra patchworkowa.
I wcale nie czyni mnie to gorszej, mimo że nie trendy...

Cóż mogę rzec...
Jestem człowiekiem żyjącym głównie w realnym świecie.
Zdecydowanie mi z tym dobrze.
A za chwilę napiszę Wam z czym to się wiąże, bo to całkiem nie mała odpowiedzialność i konsekwencje na uprawianym przeze mnie poletku zawodowym.

Za chwilę, bo najpierw skrobnę słowo o tym, że absolutnie NIE mam nic przeciwko jakimkolwiek influencerom, blogerom, vlogerom i ogólnie ludziom działającym w sieci.
Każdy ma swój sposób na życie i taka forma, to również ich PRACA.
Wręcz KAWAŁ DOBREJ ROBOTY.
Ci, których znam osobiście, a miałam okazję uścisnąć się ze szczerą sympatią z wieloma rozpoznawalnymi buziami, to bardzo fajne, ciepłe osoby, z ogromną wiedzą i fajnym życiem.
Miałam okazję również nie uściskać się z nieszczerymi uśmiechami, dla których przed moim imieniem powinna być liczba fanów na fb.

Praca przy makijażu na planach zdjęciowych, eventach i wszędzie na widelcu, wymaga osobowości, która to najzwyczajniej w świecie lubi i czuje się w tym basenie jak ryba. Ja chętnie podziałam, ale nie za często. Po kilku ładnych latach pracy w tym klimacie, trochę mi się przejadło parcie na szkło, cała ta sztuczność i ciągłe pytania czy malowałam gwiazdy itp., itd.
Tak, malowałam.
I każda gwiazda to też przede wszystkim człowiek, a ludzie są różni.

Jeśli dobrnęliście do tego momentu, to ogromnie gratuluję Wam cierpliwości płynięcia ze mną w ten wywód i jestem niezmiernie wdzięczna, że jesteście.
Do sedna więc.

Na szkoleniach nie roztaczam magii i aury z kosmosu. To tak u mnie nie działa.
Nie jestem również handlowcem i nie sprzedaję. Najzwyczajniej po prostu tego nie lubię.
Co więc robi wizażysta na szkoleniach handlowych?
Jestem swego rodzaju tłumaczem z języka kosmetyczno-wizażowo-marketingowego na język prostego zrozumienia. W pewnym sensie uczę „czytania" kosmetyków i trendów... i myślenia.
Przedstawiam wady i zalety produktów, bo trzeba je znać. Warto również zrozumieć, że wady i zalety, w zależności od wielu czynników są odbierane często odwrotnie.
Pokazuję jak produktów używać, przełamuję schematy stosowania, tłumaczę jak czytać język potrzeb klienta, jak zadawać pytania, żeby najlepiej kosmetyk dobrać.
Gadam dość szybko i intensywnie, a często mieszczę się w zaplanowanym czasie na styk.
Opieram się na faktach i swoim doświadczeniu, a przy mojej intensywności pracy nie jest małe.
Często wywiązuje się dyskusja nie wielu poziomach, a to wyłania wiele zagadnień, które na bieżąco możemy wyjaśnić. Nie ma ciszy, jest reakcja, interakcja i to jest piękne. Nie ma miejsca na mój monolog z przyklejonym sztucznie uśmiechem. I całe szczęście nikt tego ode mnie nie wymaga.
Tak wygląda mój szkoleniowy warsztat.
Prowadząc tego typu szkolenia buduję realną relację marki z perfumerią, a perfumeria buduje dalej tą relację z klientem.
Lubię zakasać rękawy i działać.
Lubię konkrety. 
Lubię kreatywność.
I lubię te pełne sale, które domagają się więcej.
To mój basen.
Tak jak ten, kiedy zupełnie odwrotnie, lubię zatopić się w makijażu i płynąc z weną kosmetykami po twarzy modelki, idealnie rujnuję sobie początkowe zamierzenia.

Wiele marek ucieka w swojej relacji z klientem do sieci...
Często do tej relacji się coraz bardziej ograniczają...
Influencerki wrzucają zdjecia i polecają...
Wiele robi to szczerze, wiele niezupełnie...
Widzicie tylko ich wycinek życia, ich punkt widzenia.
Nie wiecie jaka jest prawda.
Tak samo jak nie jesteście w stanie dokładnie określić koloru kupowanego przez internet produktu...
Nie macie możliwości podjęcia relatywnie najlepszej decyzji, bo nie znacie faktów.

Nie ma produktów dobrych. Dobrymi dla Was możecie nazwać te, które odpowiadają na Wasze potrzeby. Dla innych osób, nawet Wam najbliższych, ten sam kosmetyk już dobry może nie być...
Relacja z realną osobą, która odpowie na Wasze pytania jest niezastąpiona, choć coraz częściej niedoceniana...
Mówienie wprost ustępuje roztaczaniu marketingowej aury...
Nie. Dziękuję.

A rezygnacja z marketingu własnej marki wiąże się często z publicznym uśmierceniem się.
„Nie ma Cię na facebooku, to nie żyjesz" - znacie to...?
No więc mnie prywatnie już nie ma.
Jestem zawodowo.
Ale... jest to moja patchworkowa kołderka na instagramie, są moje nie trendy zdjęcia, moje za długie notatki o wszystkim i niczym i wywody pokątne...
I jeszcze nie wrzucam na bieżąco zdjęć każdego makijażu.
Wiecie... wolę zrobić Wam kawy i zamienić kilka zdań więcej niż celować z aparatu...

I najfajniejsze jest to, że mam pełne ręce pracy...
Mimo tego braku reklamy, mimo słabo ogarnianych social media, mimo długich wywodów...
I coraz częściej słyszę „lubię do Ciebie zaglądać, bo piszesz inaczej", „fajnie, że u Ciebie nic nie jest bez powodu"...
I słyszę „wrócę, bo jestem zadowolona, bo zrozumiałam, bo czuję się przy Tobie dobrze"...
Dla tych relacji naprawdę mogę za wszelki marketing i social media podziękować.
I będę budować nadal swoje analogowe królestwo, z własną magią realną a nie marketingową.
I chętnie sobie pobędę w tym moim małym, analogowym świecie z makijażem, kawą i tłumaczeniem tych wszystkich kosmetyków i realnych potrzeb.
I z Wami.

Najważniejsze w tym wszystkim jest proste zrozumienie, że każdy ma swoją drogę pracy i podejście do życia. I żadna z tych dróg nie jest lepsza lub gorsza.
Ten na ciągłym topie i fali marketingu wcale nie musi mieć pustej głowy i zadartego nosa, a ten wycofany wcale nie musi być zacofany i głupi.
Chyba chodzi przecież o szerzenie świadomości i docieranie do ludzi... a swój przyciąga swego... prawda...?

Żegnam się tymczasem i wracam do czytania książki. Papierowej.
Z pozdrowieniami dla Wszystkich moich realnie genialnych influencerów. LuV U miłością wielką <3
I dla tych, którzy mają mnie za nikogo w tym światku, bo co ja tam w końcu wiem, jak mnie w sieci mało...
Pamiętajcie, że to Wasza opinia, często nie poparta faktami.


Wtorek, Marzec 19, 2019, 16:07 | Brak komentarzy »
W ostatnim czasie coraz częściej kobiety pytają mnie o makijaże wielu innych wizażystów...
I moją opinię...
Z różnych powodów...
Czasem z zadowolenia, czasem z powodu krytyki....
Nie zawsze wymieniają od razu z nazwiska, choć zdarza się często i tak. Czasem opisują po stylu i sposobie malowania... wtedy często nazwisko nie jest już potrzebne, bo wiadomo o kogo chodzi...

Każdy wizażysta jest w pewnym sensie artystą. W pewnym sensie, bo nie tylko, czy nie zawsze, ale to temat na następną notatkę.
Wizażysta jako artysta, jak na artystę właśnie przystało, pokazuje świat jaki widzi swoimi oczami. Maluje tylko dla siebie wygodnym ułożeniem rąk, swoją kreską, wypracowuje swoje patenty... Dlatego właśnie wizażystę artystę poznacie po stylu. Każdy, im dłużej maluje, tym styl ma bardziej charakterystyczny. To jego sygnatura.

I te różnice są ogromnym plusem w świecie, w którym zawód wizażysty stał się modny i dostępny.
Plus jest również pod względem różnych wymagań kobiet, naszych klientek, ponieważ mogą znaleźć one wizażystę dla siebie idealnego, który w pełni spełni oczekiwania.

Nie ma wizażystów dobrych i złych pod względem stylu. Są różni.
I najważniejsze co się komu podoba, czego kto potrzebuje i może ewentualnie kto kogo po prostu lubi.
Nie ma konkurencji jako takiej i przeganiać się naprawdę nie trzeba.
Wizażysta może być słaby, jeśli ma braki w kwestiach wiedzy, czy w kwestiach technicznych. I nie mówię tutaj o wykształceniu, a o realnej pasji, autentyczności i szczerości w pracy ze sobą i z klientem. Bo te właśnie aspekty są ważne. Dzięki nim wizażysta artysta ewoluuje, dopracowuje swoje działania, widzi z wielu perspektyw...

Nie mnie oceniać ludzi, ja ludzi lubię. Mogę technicznie ocenić, czy raczej podsumować czyjąś pracę i powiedzieć skąd pewne rzeczy mogą wynikać, czy ewentualnie dlaczego nie zagrały.
Więcej nic.
Krytykiem pozostanę największym dla siebie, bo to mnie rozwija.


LuV U
milka

fot pap art wedding photography panna mloda makijaz slubny brwinow milka giemza
fot. PAP ART Wedding Photography


Poniedziałek, Luty 11, 2019, 21:26 | Brak komentarzy »
Letnie typy urody są bardzo lekkie i delikatne. Obecne między nimi różnice i niuanse są niewielkie. Pani lato jest zawsze subtelna. Może jakby trochę niedopowiedziana... z głową w chmurach... albo myśląca o niebieskich migdałach...
A niebieski jest bardzo do typów letnich przyklejony ;)

Dziś lato zgaszone.
To kolaż, którego fragment widzieliście ostatnio na facebooku.
Typy letnie lubią barwy chłodne, jasne i zgaszone. I tak, jak opis wskazuje, element zgaszenia jest tu decydujący. 
Mieszają się więc wszelkie letnie odcienie, jednak ich zgaszenie lub dodane zgaszone barwy, zawsze będą łączyć całość. Bo Pani zgaszone lato lubi być lekko w cieniu. Nie utraficie tu więc zbyt dużego blasku biżuterii, cekinów też jakby mało. Spokojne barwy, spokojne faktury, dużo miękkości...
Blisko jej do bliźniaczego typu jesiennego, od którego często zapożycza cieplejsze odcienie, bo granica w typach zgaszonych jest dość mocno zatarta.
Jak Wam się podoba...?

kolaz analiza kolorystyczna zgaszone lato milka giemza barwy obraz
kolaz analiza kolorystyczna zgaszone lato milka giemza barwy obraz
 

Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem