Piątek, Lipiec 3, 2020, 15:04 | Brak komentarzy »
Marcin Meller czytając "Emigrację" wyglądał tak ;)
https://www.facebook.com/marcin.meller1/videos/1252942541527787/

I generalnie jest to najkrótsza, ale w pełni rzetelna recenzja tej książki.

"Emigrację" czytasz jednym tchem z zupełnym wrażeniem, jakby sam Malcolm siedział obok i opowiadał tą historię. I jakby wszystko toczyło się na fajnej imprezie przy piwie. Morzu piwa... i nie tylko... sami wiecie najlepiej ;)
Fragmenty pisane caps lockiem dosłownie słyszysz głośniej, a jak spierdalają, to masz chęć spierdalać razem z nimi. 
Po przeczytaniu całości, bierzesz głęboki oddech, jakbyś właśnie szczęśliwie wróciła z tej wyprawy. 

Teoretycznie to prosta historia kumpli, którzy postanowili wyjechać do Anglii w poszukiwaniu lepszego życia. 
W praktyce, nic tam proste nie jest, a na pewno ani trochę nudne.
Tempo trzyma bez chwili wytchnienia.
Przygody, na które na trzeźwo nikt by nie wpadł, no ale życie przecież potrafi, a jak znasz kogokolwiek, kto postanowił w podobną podróż ruszyć, toż to norma prawie. 

Zdecydowanie chcę więcej.
Polecam więc i Wam. 

malcolm xd emigracja milka giemza blog

Sobota, Czerwiec 20, 2020, 06:46 | 2 Komentarze »
Znowu temat dociskał mnie od dawna.
Tekst huczał mi w głowie, aż dopiął swego.
Wybrał sobie bardzo ciekawy moment na narodziny.
W końcu obudził mnie dziś o czwartej i zerwał do komputera.

Tak. Dokładnie tak to u mnie wygląda, tylko niestety wiele razy z uporem i wstydem pewne tematy bagatelizowałam. Bo jaki będzie odbiór, bo czy to ma sens, skoro nie docieram do miliona ludzi...
Bo może nie ja mam to powiedzieć, może ktoś inny zrobi to lepiej...

Ale czasem nawet mój upór da się przebić.
Zwłaszcza argumentami.
A ten temat argument ma.
Taki jeden, najważniejszy.

DOŚĆ.

Bo czas najwyższy.
Bo już za dużo.
Bo mówmy z każdej strony, choćby miało dotrzeć tylko do jednej osoby.

Dość wstydu.
Dość bagatelizowania.
Dość kłamstw.
Dość poniżania.

Ostatnio tematami uderzającymi uwagą są rasizm, LGBT, wcześniej aborcja, prawa kobiet, osoby niepełnosprawne... ale to nie wszystko.
To już nie jest na chwilę i nie jest do uciszenia.
Bo nie da się uciszyć większości.
Tak. WIĘKSZOŚCI.
Bo jesteśmy większością.
Nie mniejszością.

Dość tego kłamstwa.

Mnóstwo ludzi spotyka się z przemocą na wielu płaszczyznach.
Dzieci w szkołach poniżają się nawzajem i terroryzują z wielu powodów, których często nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
Kobiety żyją w teoretycznych domach, z teoretycznymi rodzinami, w teoretycznym szczęściu i teoretycznej stabilizacji.
A często są poniżane, bite, gwałcone... i myślicie, że to tylko w patologicznych rodzinach...?
No nie.
Dzieci przeżywają podobne katusze, nawet te pozornie szczęśliwe.
Ich prawa są często ograniczane do zasad ogólnie obowiązujących, bo takie przecież, stosowane od wieków, zawsze się sprawdzały, to są najlepsze. Tak?

Dodajcie do tego jakiekolwiek inności.
Niepełnosprawność.
Homoseksualizm.
Inny kolor skóry, czy inną narodowość.

Wszystkie inności najlepiej schować pod dywan, bo przecież trzeba się wstydzić.
Bo tak się nie robi, że nagle się jest innym.
A jak się innym urodzi, to o matko! Co teraz będzie?
Najlepiej się nie przyznawać i względnie udawać, że jest ok.
A jak się nie da udawać, to trzeba prostować!
Prostować i leczyć!
Bo to dla dobra przecież!
No bo jak to tak być takim niepełnosprawnym?
Jak inaczej wygląda, inaczej się zachowuje, nie mówi, a może mówi za dużo, czy myśli wolniej...
A czym w ogóle, tak na prawdę, jest niepełnosprawność...?
Wiesz...?

I nie ważne jacy jesteśmy naprawdę.
Nie ważne, że pokonujemy codziennie o wiele więcej barier i w efekcie mamy niekiedy więcej sprawności niż osoby neurotypowe.
Jesteśmy inni, więc jesteśmy odrzucani.
Za każdą inność jesteśmy omijani.
Nie chcą nas poznać.
Nie chcą nas słuchać.
Nie chcą się dowiedzieć, że świat nie wygląda idealnie.
Nie chcą zaakceptować, że standardy są tylko sztucznym, ciasnym pokoikiem.
Tak jak wystawka w Ikea.
Jest pięknie tylko w teorii, ale trzeba to potem dopasować do realnego życia i wdrożyć.
I jak nie pasuje, to co?
Zamknąć drzwi na klucz i nikogo nie wpuszczać.
A jak wpuszczać, to tylko świeżo po sprzątaniu i w odpowiednio stworzonych warunkach.

Tak moi Drodzy, tak wygląda świat.
Sztuczność gorsza niż botoks na twarzach celebrytów.
Tam przynajmniej miękko, tu jest twarda rzeczywistość.

Mieliśmy budować świat, a co robimy?
Budujemy sztuczne wystawki.

Wszyscy?
Nie.
Oczywiście, że nie wszyscy.
Ale wielu z tych, którzy to widzą po prostu się boi.
A nawet jeśli nie boi, to nie chce wkładać kija w mrowisko.

Tylko już czas to posprzątać.
Dla tych, którzy głosu nie mają, którzy siły nie mają, którzy się boją jeszcze za bardzo.

Mnóstwo homoseksualistów walczy właśnie o swoje prawa.
A ilu jeszcze nie powstało? Ilu jeszcze się boi?
Mnóstwo kobiet zaczęło mówić, o przemocy jakiej doświadcza lub doświadczało.
A ile jeszcze nadal milczy i tkwi w strachu?
Mnóstwo ludzi walczy o prawa osób niepełnosprawnych.
A ilu jeszcze nie ma możliwości obrony?

Dla nich, stójcie z podniesioną głową.
Mówcie, piszczcie.
Niech poczują, że nie są sami.
Niech zrozumieją, że jest nas WIĘKSZOŚĆ.
Prawie każdy człowiek jest w jakiejś mniejszości.

Spójrz na siebie.
Serio?
Wszystko w społecznych normach?

Jeśli kiedykolwiek doświadczyłeś przemocy, to sorry, już wypadłeś ze społecznego ideału.
Jeśli masz jakąkolwiek niepełnosprawność, sorry, już nie masz prawa.
Jeśli czujesz inaczej, kochasz inaczej, to papa, nie ma dla Ciebie miejsca.
Jeśli kiedykolwiek poroniłaś, to niestety, już nie jesteś mile widziana.
Jeśli przechodziłaś depresję, czy jakiekolwiek zaburzenia, to przykro nam.
Nie.
Nie zgadzam się na taki świat.
DOŚĆ.
Każdy z nas jest PO PROSTU i mamy prawo, PEŁNE PRAWO żyć PO PROSTU.

I mówię to będąc w tej teoretycznej mniejszości.
Mówię to jako kobieta z doświadczeniem przemocy na różnych płaszczyznach.
Jako kobieta odrzucana i nie rozumiana ze względu na swoje niedopasowanie do społecznych norm.
Jako osoba, która pracuje w zawodach artystycznych, w których się nie zarabia.
I wreszcie, a może przede wszystkim jako matka dzieci w spektrum autyzmu, sama będąca w spektrum.
Wiem więc jak to jest żyć na wiecznym odrzuceniu i w pewnym sensie już się tego nauczyłam.

Ale też mówię dość.

Dość tej milczenia, obłudy i hipokryzji.
Dość, bo nie każdy sobie radzi.
Bo nie na tym polega życie, żeby sobie radzić.
Dość stereotypów realnie unieszczęśliwiających ludzi.
Dość świata, który garstką podobno normalnych, trzyma w ryzach masy.

Każdy z nas ma coś.
Każdy z nas jest zaliczony do mniejszości.
Więc błagam, zobaczcie to wreszcie.
Żadna mniejszość... WIĘKSZOŚĆ!
Normalni ludzie, to wszyscy ludzie.
To my wszyscy!
Z naszymi innościami!
Taka jest właśnie natura. RÓŻNORODNA.
I skoro ona nie ogranicza mi praw, to nikt nie może.

Rodzisz się jako człowiek, PO PROSTU.

Imię wybierają Ci inni.
Religię wybierają Ci inni.
Zasady wybierają Ci inni.
A jak żyjąc odkrywasz siebie, to ci inni mówią, że nie możesz.
Mówią, że masz się wstydzić, bo i oni się wstydzą.
Mówią, że lepiej się nie obnoś albo w ogóle nie pokazuj.
Straszą Cię policją jak dzieje się cokolwiek poza ich zrozumieniem, nawet jeśli nie robisz nic złego.
I słuchasz się tego, bo czujesz, że jesteś sam...
Ale nie jesteś.
NIE JESTEŚ SAM.
Jest nas większość.
Nas, ludzi.
Bo wszyscy jesteśmy ludźmi.

Jedyną ideologią są normy społeczne.

Czwartek, Czerwiec 4, 2020, 16:59 | Brak komentarzy »

Kiedy życie toczy się szybko, to toczy się również poważnie. Wszystko wokół jest poważne, wszystko trzeba załatwić konkretnie, bo nie wolno tracić czasu.
Nawet odpoczynek organizujemy na poważnie, bo jest wyliczony w czasie i najlepiej, żeby był wyliczony również w konkretnym miejscu i atrakcjach.

I w tej rzeczywistości ostatnio bardzo poważnej, z poważnymi wiadomościami wokół, napiętej jak struna mimo siłowego zluzowania warunków poruszania się, bardzo miałam chęć poczytać.

Ale na pewno nie żadne publikacje konkretne, techniczne, żadne poradniki (choćby najmilsze), ani dramaty, horrory i inne takie.

Wszelką powagę odłożyłam na półkę razem z wprowadzanymi obostrzeniami.
Bo kiedy nagle życie zwalnia, kiedy dostajemy do dyspozycji dawkę wolnego lub wręcz możliwość poluzowania życia do poziomu nudy, to powaga wreszcie nam odpuszcza siłą rzeczy.

Najlepszą ucieczką od rzeczywistości jest książka.
W mgnieniu oka znajdujesz się w innym miejscu i innym czasie.
Dodatkowo również w nieprzewidywalnych warunkach, bo nie po to czytasz książkę, żeby najpierw przygotować się do niej w stu procentach.

Idealnie.
Skorzystałam więc, wybierając polską komedię kryminalną.

Części jej trzy i melduję, że spokojnie możecie zaopatrzyć się w ten trójpak od razu, bo łykasz słowa jak dobre wino na fajnej imprezie.

Gdybym nawet chciała zaspoilerować (choć zamiaru nie mam), to nie da się ani ciut.
Tyle tam się dzieje.
Historii i sytuacji nieprzewidywalnych jest od groma, przygody niczym z kilku dobrych filmów w jednym miejscu, a łączy je postać staruszki, która z ogromną gracją pakuje się jak należy w każde kłopoty.

Zofia Wilkońska, bo tak zowie się bohaterka, jest emerytką, którą z jednej strony chcesz poznać, z drugiej, na pewno nie chcesz nadepnąć jej na odcisk ani wejść jej w drogę.
Oczywiście z całą, nabytą do niej ogromną sympatią.
Pokochałam miłością wielką. 

Gwarantuję dobry nastrój.
Enjoy.

„Kółko się Pani urwało."
„Komórki się Pani pomyliły."
„Kratki się Pani odbiły."
A za wszystkim stoi Jacek Galiński.

recenzja milka giemza jacek galinski kolko sie pani urwalo


środa, Czerwiec 3, 2020, 20:07 | Brak komentarzy »

A tak się złożyło, że rzeczywiście w szpilkach ostatnio do Lidla poszłam...
(nie, to nie była sobota)

W czasie pandemii, jak szumnie by to nie brzmiało, miałam więcej czasu na czytanie.

Wielu rzeczy, bo zarówno nadrobiłam kilka zaległości książkowych, jak i popadałam w artykuły pism kobiecych, również internetowo. Na prostej do wyjścia z zamknięcia, pojawiały się artykuły głównie o tematyce zmian w modzie i stylizacji kobiecej, jakie to owa pandemia wymusiła, na przykład o masowym pozbywaniu się przez kobiety obuwia na obcasach.

Rozumiem, że pandemia zweryfikowała nam życia, moje również i to bardzo. I jak to u mnie często, zareagowałam zupełnie odwrotnie niż, jak to zwą tendencja ogólna, a mianowicie zatęskniłam za obcasami w czasie tego zamknięcia, bardzo.
Nie tam, że cwaniara ze mnie, bo w domu, to sobie w szpilkach można posiedzieć, a nawet i kilka kroków zrobić, bo to teren w miarę bezpieczny. Choć i o krok byłam, od chodzenia w obcasach po mieszkaniu, niczym w rasowych serialach zachodnich, czy maści południowej.
Serio, brakowało mi chodzenia w szpilkach na zewnątrz i to z równym naciskiem na „na zewnątrz", jak i „w szpilkach".

Okazja nadarzyła się konkretna, bo zwykle w obcasie nie da się taszczyć siat na zapas konkretniejszy, a tym razem miałam skoczyć tylko po zaledwie kilka drobiazgów, jakich brakowało mojemu Synu do jego imprezy. Uradowana więc zarzuciłam na stopy wycięte, wiązane, przezroczyste sandałki na szpilkach i w długą. A, że u mnie do spodni i nerki w pasie to gra, to z równą radością uniknęłam całej akcji z pełną stylizacją, sukienką, makijażem i kokiem.

Krok za krokiem, kręgosłup naciągnięty, klatka do przodu i oddech głęboki jak już dawno nie czułam. Kiedyś chodziłam w obcasach często. Zwykle w dość wysokich.
I rzeczywiście, wyraźnie za tym tęskniłam!
Ależ mi było dobrze!
Tak! Można to lubić.

Więc, o co tak naprawdę chodzi z tymi z obcasami.

Wg ostatnich statystyk, kobiety wreszcie mogły się uwolnić od wysokich szpilek, które były wcześniej zmuszone nosić ze względu na wykonywaną pracę lub z powodu różnych innych wytycznych zewnętrznych.

Rozumiem, zdecydowanie. Tak jak to, że macierzyństwo skutecznie niweluje obcas do poziomu zero. Przynajmniej na dłuższy czas.
Ale uważam, że naprawdę można znaleźć obcas wygodny.

Problem jest raczej ukryty w stereotypach dotyczących obcasów i ich noszenia.

Zwykle mawia się, że żeby obcas wyglądał dobrze, musi być po pierwsze wysoki, najlepiej ok 12 cm.

Rzeczywiście wysoka szpilka, oprócz wyraźnego dodania wzrostu, wysmukla wizualnie sylwetkę. Poza tym całkowicie inaczej w wysokich obcasach się ustawiamy i poruszamy.
Mitem jednak jest, że tylko taka wysokość może wyglądać dobrze.
Wysokość obcasa zależy od tego czy podeszwa buta jest cienka, czy mamy z przodu choćby małą platformę. W tym drugim wypadku realna wysokość obcasa będzie mniej odczuwalna, bo platforma odpowiednio ją zmniejszy.
Ma też znaczenie rozmiar obuwia, ponieważ obcas powinien być skalibrowany odpowiednio proporcjonalnie do danego rozmiaru. Weźmy dla przykładu rozmiar 39, gdzie długość stopy to przeważnie około 25 cm i rozmiar 36, gdzie długość stopy ma centymetrów około 23. Gdyby w obu rozmiarach zastosować szpilkę o wysokości 12 cm, to jak przy 39 będzie to wysokość do zniesienia, tak w przypadku rozmiaru 36, generalnie nie da się ustać. A uwierzycie, że nie każda marka tego pilnuje?
Sytuacja wygląda jednak już bardziej przychylnie przy mniejszych rozmiarach obuwia, gdy obcas ma 9-10 cm. To taki, o którym mówi się popularnie, że jest jednak za niski, żeby dobrze wyglądać. A to zupełnie nie jest prawdą.

Poza tym, już od dawna, moda na mega wysokie szpilki realnie odpuściła. Myślę, że możemy więc wreszcie również odpuścić ten stereotyp.

Od ładnych kilku sezonów znajdziemy w sklepach buty o obcasach w dosłownie każdej wysokości i prawie każdej formie. W swój wizerunek możemy teraz swobodnie wpasować mini obcas w postaci kaczuszki, średni 4-5cio centymetrowy, jak i wspomnianą na początku wysoką szpilkę.

Wolność więc i dowolność jest.
Stereotyp możemy odstawić, zabawę zacząć.

Dalej mamy kwestię wyboru obuwia wg fasonu.
Tutaj również lista zagadnień długa, stereotypów także, a kiedy wchodzi moda i trendy, to możemy płynąć.
Ja chciałabym się skupić jedynie na pewnych drobiazgach.

Po pierwsze spójrzcie na kształt swoich stóp, a szczególnie palców i ich ułożenie.
Wybierając buty, patrzcie na kształt noska. Wybierajcie takie, które w pewnym sensie powielają kształt i ułożenie Waszych palców. Jeżeli macie dość smukłe stopy i długie palce, sięgnijcie po obuwie o węższych noskach, możecie nawet sięgnąć po szpic, jeśli takowy się Wam podoba.
Jeśli macie jednak dość krótkie palce, o raczej szerszym rozstawieniu, szukajcie obuwia z szerszym noskiem, nawet w lekki prostokąt. Taka prosta logika w podążaniu za naturą.

Platforma, czy płaska podeszwa?
Oceńcie przed tym wyborem wrażliwość Waszych stóp na bodźce.
Przy okazji możecie spojrzeć na inne buty w swojej szafie, w tym sportowe i inne.

Jeżeli lubicie czuć podłoże, nosicie lekkie baleriny bez problemu, to szukajcie obuwia z cienką podeszwą również na obcasie. Jeśli natomiast wolicie mieć pod stopą porządną dozę izolacji od podłoża, to sięgajcie po platformę, choćby lekką, bo na cienkiej podeszwie będzie Wam ciężko ustać, tym bardziej z obcasem pod piętą.

A jeśli Wasze stopy są ogólnie wyjątkowo wrażliwe i ciężko Wam znaleźć na rynku coś odpowiedniego, to polecam coraz bardziej popularne i dostępne, obuwie szyte na miarę.
To powinno zaspokoić Wasze potrzeby pod każdym względem.

Kwestię samych trendów w temacie chętnie odłożę na nie wiem kiedy.

Osobiście lubię czuć po czym chodzę i nie odnajduję się na dłuższą metę w obuwiu na obcasie z platformą, a przynajmniej jestem co do takowego mocno wymagająca. Do tego lubię obcasy raczej wysokie, a przy mojej, jak to życzliwi określają długiej girze, czyli idealnym 39, spokojnie są dla mnie wygodne.

Znalezienie obuwia na obcasie, które Wam odpowiada, a nie będzie pasowało jedynie do konkretnego stroju, na konkretną okazję, jest możliwe i pozwoli Wam na noszenie obcasów ot, po prostu.

Nawet na zakupy do Lidla.
Bo naprawdę obcas może być wygodny.

Ps. a jeśli ktoś czepia się Waszych stóp, zwłaszcza ich długości, bądź Wy same to robicie, co czasem wprawia w słaby nastrój, to dopiszę Wam co powiedziała kiedyś moja koleżanka, posiadająca dumnie stopy rozmiar 42.
A mianowicie było to tak: „Jakbym miała stopy rozmiar 36 przy moim wzroście, to bym się przewracała, bo to tak, jakby ich nie było".

Zawsze patrzcie szerzej.


Czwartek, Maj 14, 2020, 07:45 | Brak komentarzy »
Wczoraj usłyszałam od koleżanki "to nie jest mój świat". 

Mój też nie.
Od dawna.

Bareizmy wpisały się już w normę społeczną, a niektórych scenariuszy nawet on by nie wymyślił.
Biegniemy od dawna na oślep przez życie, odbijając się tylko od kolejnych słupków wytycznych.
Ktoś powiedział tak, to robimy, ktoś inaczej, też robimy... i pędzimy... dalej, szybciej...
Nie myślimy samodzielnie, nie sprawdzamy, nie widzimy...
Bo jak widzieć, kiedy ciągle się biegnie...?
Nakręciliśmy sobie sami tą spiralę sztucznego życia, teoretycznej cudowności, niszcząc jednocześnie to, co prawdziwe, bo przestaje być zauważalne w tym całym pędzie...
 
Nie jest moim światem ten bieg.
Nie potrafię odnaleźć się w sztucznie stworzonym nadmiarze.
Dosłownie brakuje mi oddechu, głowa eksploduje od braku ciszy.
A cisza teraz cenniejsza niż wszytko inne.

Mimo tego, że zawsze posiadałam swoje zdanie, to też popadłam w ten wir wymogów. Był tak ogromny i rozpędzony, że i moje stopy oderwały się od gruntu realizmu. Też na chwilę uwierzyłam, że "tak trzeba", bo teraz jestem żoną, matką itp...
Też nabrałam się na lęk odpowiedzialności za moje role...
Zaczęłam ufać coraz bardziej ślepo temu co mi mówiono, radzono, autorytetom...
I zgubiłam ogromną część siebie przez tą zdradę, ryjąc przeokrutnie nosem w betonie tej twardej rzeczywistości.
 
Wdzięczna jestem, bo dosadnie dotarło, choć kosztowało mnie to wiele stanów różnych.
Bo zrozumiałam jeszcze dogłębniej wartość i moc jednostki.
Swoją i każdego człowieka.

Zrozumiałam, że jedyną odpowiedzialność mamy dźwigać za naszą prawdę. W niej trzeba być, z nią iść, powoli, spokojnie.
Natura nie spieszy się przecież, a ze wszystkim zawsze zdąży. Wszystko ma swój czas.
Idealny.

Bez obaw więc i z odwagą, wracam do siebie i znowu podejmuję jedynie własne decyzje.
Te, które zwykle przez świat były wyśmiewane, krytykowane, czy wprawiały w osłupienie. Dokładnie te, które zawsze były jedynie moje, bo tylko wtedy byłam spełniona, szczęśliwa i spokojna. Wtedy miałam przestrzeń na cuda, które wg świata się nie dzieją. A u mnie były zawsze, były normą.
Moje cuda, nie bareizmy.

Wracam do mojego świata, ten wokół nie jest mi w żaden sposób bliski.
Próbowałam się dostosować.
Nie poszło.
Nie było warto.
Albo może jedynie po to, żeby się w tym upewnić.

Ciężko znaleźć w tym wirze hamulec pod ręką, ale on tam jest i warto go użyć.
Popatrzeć w niebo, drzewa... Posłuchać ciszy... Dostać strzał zrozumienia w łeb i szarpanąć z całej siły.
A potem pomyśleć, poczuć... i znaleźć swój kierunek...
 
Idę budować spokojnie to, co moje.
Na moich zasadach.
Z radością i tymi, którzy czują podobnie.
Bez ciśnienia, bez przymusu, bez oczekiwań...

Tak.
Taki świat istnieje.
Jest ich coraz więcej.
Twój też taki może być.
A może już jest...?

❤️


Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem