Niedziela, Listopad 7, 2021, 12:51
„Jesteśmy utkani z materii, którą są nasze marzenia."
William Shakespeare

Dzień dobry Piękna Istoto.

Nie mogłam się doczekać, aż znowu napiszę do Ciebie.
Jestem bardzo ciekawa, jaki sprawiłaś sobie prezent?!
To niesamowite, jak często prezentami obdarowujemy innych, a siebie zwykle nie... albo po prostu kupujemy sobie to, co trzeba, ale nie prezent jako taki...
a PREZENT, już z samej nazwy, budzi wyjątkową radość.

Postanowiłam więc sobie, przy okazji pisania poprzedniego listu, że prezent dla siebie samej, wpiszę w swój nowy nawyk.
Może i Ty tak zrobisz?

Ja, w każdym razie, kupiłam sobie w owym prezencie, dwa duże albumy na zdjęcia. Takie z kartami do wklejania.
A później zamówiłam kolejne odbitki i poświęciłam się całą sobą wklejaniu, uzupełniając te wizualne pamiętniki rodzinne kolejnymi wspomnieniami.
Uwielbiam ten czas, uwielbiam zdjęcia, uwielbiam późniejsze wspólne oglądanie i ponowne przeżywanie...

Również od napisania poprzedniego listu, dużo rozmyślałam o podziale człowieka na dzieci i dorosłych...

O tym, co nagle się dzieje, i kiedy w ogóle (?), że porzucamy bycie dzieckiem z dnia na dzień, ostrym cięciem, nie wiadomo jak (?) i mówimy głosem dorosłego...
I o tym, że dopiero porządnie zmęczeni tą całą dorosłością, zaczynamy znowu tego naszego dziecka w sobie szukać...
...ale zostaje ono nadal „wewnętrznym dzieckiem"...
...jakąś częścią...
...naszą, ale częścią...
...tylko...

Zmęczyło mnie to rozmyślanie w pewnym momencie...
bo nie mogłam sobie zupełnie ułożyć poziomu i powodów, tego całego oddzielenia...

Zwykle moja logika wybiera sobie na spacery pokrętne ścieżki, ale tym razem, nawet po zrobieniu wielu kilometrów, nie czuła tego...

Tak. Moja logika czuje.

Przepływa w pełni przez rzeki serca i nie umie, nie chce, podejmować żadnych decyzji bez tej drogi.
Od kiedy dojrzało we mnie poczucie jedności, nie umiem i nie chcę dzielić.
Nic i niczego.

Tym trudniej właśnie, było mi zrozumieć i zaakceptować podział człowieka na dziecko i dorosłego...
...jak na dwie totalnie różne, mające ze sobą w sumie niewiele wspólnego, Istoty...

W dorosłości fajne jest to, że nie musisz mieć zgody innego dorosłego, na swoje życie i wybory.
Skoro nie jesteś dzieckiem, skoro masz już tą całą dorosłość, to w końcu możesz przecież...
Wszystko możesz.
I co?
I nic.
I nie robisz tego co możesz, bo...
...bo nie wypada...
...bo jestem za stara...
...bo to dziecinne...
No właśnie...

Albo i tak pytasz innego dorosłego...
...bo nie jesteś pewna...
...bo nie czujesz...
...bo jak tak w ogóle...?
...bo skoro jest wielu dorosłych ekspertów, to oni na pewno wiedzą lepiej!

I w tym momencie rozpadł mi się jedyny argument, przemawiający za „fajnością dorosłości"...

Dziecko jest szczere, proste, odważne, ciekawe, radosne, otwarte, niezłomne, kreatywne, TWÓRCZE!!!
Rety! Dzieci są ZAJEBISTE! Na wszelkich frontach!

A jak dostajemy plakietkę dowodu osobistego, to jakby nas z butów wysadza...

Myślę sobie, że dorosłość jest sztucznie wykreowanym tworem.
Przez ludzi.

Dorosły to taka forma Istoty, która ma określone cechy, przywary i zachowania, niezależne od urodzonej podstawy.

Dzieci są różne, dorośli tacy sami.

Bo jakby nie było i jak by się nie zarzekać, to jako dorośli, tracimy w znacznej większości, indywidualność własną...

No i to jest już kurwa straszne.

Jak nie wiem co zrobić, to nie robię nic lub parafrazując to powiedzenie, robię sobie kawy...
Rozmyślania swoje dalsze, toczyłam więc z kawą właśnie...
gapiąc się w las... słuchając ciszy...

Natura wie co robi.
Cholernie wie co robi.
I sypie odpowiedziami na każde zadane pytanie...
Widziałaś kiedyś, żeby cokolwiek w naturze stawało się dorosłe?
Przynajmniej w taki sposób jak ludzie...?

Teoretycznie, świat zwierząt, ma oczywiście osobniki młode i dorosłe, ale...
wszelkie „młode" dość szybko stają na nogi, a później samodzielnie i spokojnie się rozwijają...
Ludzie długo są dziećmi... niby samodzielni, ale nadal uzależnieni od dorosłych, potem nagle sami stają się dorośli, aż znowu nagle, pukają w wieko trumny...
A rośliny...?
A kwiaty...?
One też nie stają się nagle dorosłe...
Nie porzucają nagle i niezrozumiale, swojej formy...
One się rozwijają spokojnie...
jak młode zwierzęta...

Natura DOJRZEWA.
I to jest właśnie to!

My, ludzie, dojrzałość nazywamy starością...
A dojrzałość, dojrzewanie, to życie!
To cały jego proces!
...całe jego trwanie!
...cały nasz rozwój!

Rodzimy się, kiełkujemy, stawiamy pierwsze kroki, pniemy w górę, rozwijamy, kwitniemy, wydajemy owoce, porzucamy część formy lub w swoim czasie ją zmieniamy...
przekształcamy się nieustannie, pielęgnując w sobie nasz rdzeń... naszą prawdę...

Dojrzewamy obok siebie, niezależnie od gatunków, rozwijając swoją indywidualność, bez konkurencji, wspólnie, w szczerości, prostocie, radości...
niczym wieczne dzieci...
nieustannie kreujące siebie i swój świat...
Nie zmieniając się na zawołanie, do wymyślonej przez większość gatunku, postaci...

TAK!
Tak właśnie jest prawdziwie po ludzku!
Tak jest naturalnie!

Ależ właśnie mnie to zamiotło.
Tak!
To właśnie gra w mojej logice i w moim całym świecie.

Moje dziecko to JA!
Mój rdzeń.
Moja prawda.

Będę je pielęgnować i w nim dojrzewać. W swoim czasie.
Będę i nim pozostanę, bo to ja jestem, w całej mojej prawdzie.

Nie chcę być dorosłym, który poszukuje.
Nie chcę słuchać swojego „wewnętrznego dziecka".
Chcę nim być.
Chcę być sobą.

To moja jedność w mojej naturze.
I dzięki niej wiem, jak siebie kreować...
na każdym kroku, z otwartością i odwagą...
jak dziecko... MARZĄC.

Wiem, że kreuję w każdej chwili, świadomie czy nieświadomie...
Wiem, że nie muszę nikogo pytać o zdanie, zgodę, czy cokolwiek innego.
Wiem, że mogę.
Wszystko.

Wezmę więc w serce swoje MOGĘ i swoje WSZYSTKO i idę w świat...
który sobie stworzę...

Powoli, spokojnie dojrzewając, kwitnąc i wydając owoce...
Będę myśleć, wymyślać, kreować, marzyć i tworzyć z siebie.

I za tą myślą idąc, w następnej kopercie, za miesiąc, znajdziesz jeden z owoców moich, do którego dojrzewałam dłuższą chwilę...

I ten list dzisiejszy, te wszystkie moje przemyślenia i wszystkie wnioski, pomogły mi zrozumieć, że już czas... że mogę... z lekkością, radością, ciekawością i odwagą, kreować nową swoją formę, świadomie... inaczej...
będąc jeszcze bardziej SOBĄ.


Ściskam Cię mocno...

milka

oldletter milka giemza


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem