środa, Sierpień 25, 2021, 09:18
Teraz widzę wyraźnie, od jak dawna nosiłam w sobie wewnętrzny konflikt działania...
Widzę, jak wiele decyzji mogłam podjąć wcześniej, czego nie robiłam... ze strachu... wtedy jeszcze nieuświadomionego, a może już wiedziałam, tylko nie chciałam tego zobaczyć...

Zaczynając działania zawodowe niosłam w sercu nadzieję na rozwijanie kobiecych skrzydeł pod wieloma postaciami...
W międzyczasie, zaczęłam dobijać kobiety w ich klatkach...

Kiedy patrzyłam na wiele pięknych kobiet, opustoszałych wewnętrznie ze swojej prawdy, to bolało mnie to niczym każda moja własna część...
Bolało mnie, kiedy widziałam iskrę marzenia w ich oczach, o rzeczach choćby prowizorycznych, pięknie zapalającą radość, która momentalnie gaszona była pamięcią o tym, że mąż nie będzie zadowolony, że mama się nie zgodzi, co dzieci powiedzą...
Bolało mnie, kiedy pustoszały coraz bardziej, nakrywając się kolejnym wieczkiem i wracając do cudownego świata codziennego życia...
Mam wrażenie, że wiele kobiet przychodziło do mnie zaczerpnąć łyk świata nierealnego, żeby utrzymać w swoim sercu resztki nadziei na możliwość istnienia pewnej utopii...
żeby łatwiej było im przetrwać czas jakiś kolejny...
no i po wieczko... po nie przychodziły przede wszystkim...
a w wieczka to ja umiałam.
Tylko z założenia chciałam je dopasować do tego, co widzę nie tylko na zewnątrz.... i może dlatego tak bardzo pasowały... niemniej, nadal to były wieczka...
...trochę więc wychodziła z tego wilcza przysługa...

Wiedziałam, wiem, że nie potrafię już tych wieczek oferować.

Kiedy ścisnęło mnie to w środku, kiedy wewnętrzny konflikt wywołał grubą wojnę, pozwoliłam płonąć temu co nie było już moje...

Patrząc z dość dużej już perspektywy, myślę, że wszystko wokół mnie zgrało się z zegarmistrzowską precyzją...
Wszystko łącznie z kupnem domu, pandemią i odpowiednio wydłużoną i utrudnioną przeprowadzką...

Moje pojęcie pracy z kobietami, kobiet samych w sobie, pracy samej w sobie i współpracy w tym wszystkim, okazało się zbyt różne od tego, co otaczało mnie wokół...

Przysłowiowe „rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady" dzwoniło mi w głowie coraz częściej, bo niewygoda otoczenia cisnęła wszystkimi sposobami, o poszukiwanie alternatyw dla obecnego życia.

W luźnej rozmowie, zaczęliśmy z Tomkiem szukać domu...
Najpierw próbowaliśmy określić okolice, w których chcielibyśmy zamieszkać, ale nic nie potrafiliśmy skonkretyzować...
Później, jeszcze luźniej, stwierdziliśmy, że poszukamy wg kryteriów dom w lesie i dom na zadupiu.

W dużym skrócie, w niedługim czasie, niezależnie od siebie, każde z nas wyłoniło po jednym ogłoszeniu.
I to było dokładnie to samo ogłoszenie.

Dwa dni później oglądaliśmy ten dom.
Dwa miesiące później, po kilku burzach, w lekkich obawach, mieliśmy w ręku klucze do niego.
Najlepsze w tym wszystkim było to, że choć nie obyło się bez przygód, to wszystko toczyło się lekko i było w pełni oczywiste.

Większość otaczających nas osób pukała się w głowę i wydawała mnóstwo opinii niezadowolenia wobec naszej decyzji... garstka wspierała, mimo swoich własnych obaw.

Dom w każdym razie był nasz.
Dom do wykończenia budowy i grubego remontu.
I w tym momencie na grubo wjechała pandemia, która odcięła nas od możliwości działań w temacie oraz wszelkich możliwości zarobku, przynajmniej w moim zawodzie.
Wtedy wyglądało to mega słabo, teraz widzę, jak wiele czasu dostałam, żeby to wszystko poukładać w sobie.

To był czas, kiedy porządnie musiałam przeredagować życie i zdefiniować je na nowo, przynajmniej w podstawach na ten nowy moment.
Do tego zajechało mnie zdrowie, ale myślę, może teraz widzę, nawet wyraźnie, że było to tylko oczywistym wynikiem toczących się zmian.

I znowu w dużym skrócie.
Udało mi się postawić na nogi, po czym decyzje podejmowałam jeszcze bardziej konkretnie i szybciej, dzięki czemu docisnęłam wszystko co jeszcze na tym etapie trwało pod znakiem zapytania. Aż mimo trudności grubych, zaczęliśmy przenosić się z dzieciakami na budowę.
Tak.
Dom był jeszcze w budowie, kiedy postanowiliśmy tu zamieszkać.
Wpadaliśmy na stare rejony dość często, żeby odpocząć od cegieł i betonów i pozałatwiać bieżące sprawy. Jednak nasz dom był już wyraźniej gdzieś indziej.

Ta odległość i znaczna różnica światów pomogła mi określić, czego w życiu naprawdę potrzebuję...
Świat wyhamował mnie ze wszystkiego co znałam wcześniej.
I w tym momencie największej niewiadomej, dostałam to, o czym kiedyś tylko sobie marzyłam.
I weszło to jakoś nagle, chociaż teraz myślę, że po prostu to był moment, w którym miało się zrealizować i wszystkie czynniki się do tego przyczyniły.

Od zamieszkania tutaj minął prawie rok.
Od kupna już lata dwa.

Nadal mieszkamy w remoncie, ale jest już zupełnie inaczej.
To już nie budowa.
W najtrudniejszych momentach otrzymaliśmy pomoc ze źródeł mocno dla nas niespodziewanych.
Wiele razy pytano mnie, jak dajemy sobie radę...
Czasem nie wiem...
Czasem sama się nad tym zastanawiam...
Jednak wszystko, co mnie otacza, wszystkie wynikające sytuacje, pokazują mi, że da się i nawet jest zdecydowanie lepiej, choć ciężej w niektórych kwestiach...

Wiem, że nadal noszę w sercu nadzieję na rozwijanie kobiecych skrzydeł.
Wiem, że nie mam zamiaru pomagać im już w zakrywaniu i ukrywaniu siebie, choćby najpiękniejszą maską.
Resztę jeszcze odkrywam...
Zaczynając od siebie.

Ten czas w nowym domu, jest moją drogą powrotu do prawdy własnego istnienia i odkrywaniem praw i podstaw pierwotnych.

I piszę...
bo myślę, że nie tylko ja jestem obecnie w podobnej drodze...

Zresztą... zawsze jesteśmy w drodze...
Zawsze mamy co odkrywać i definiować na nowo...
Zawsze pisząc swoją historię...

LuV U
milka

milka giemza droga las natura


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem