Piątek, Lipiec 24, 2020, 18:48
Któregoś dnia, kiedy klientka miała spóźnić się jakiś czas na sesję, zaparzyłyśmy z Joanną pokrzywy, żeby ze smakiem popić nią kupione rano pączki. Pogadałyśmy w spokoju, jak lubimy i poprosiłam ją, żeby zrobiła mi kilka zdjęć.

Nie miałam makijażu, jak zwykle od dłuższego czasu.
Sukienkę miałam luźną, niedopasowaną, która bardziej mi kilogramów dodaje niż odejmuje i nie jest w mojej tonacji kolorystycznej. Która skraca moją sylwetkę niewygodną długością i raczej wpędza stylem w lata. Włosy popandemiczne, to raz, dwa, że nadal nie mogę się zdecydować co z nimi zrobić, więc po prostu sobie rosną. Całości dopełniały wszechobecne komary...

Ale pamiętam, że fajnie się czułam tego dnia.
I sama ze sobą i z czasem spędzonym z Joanną...

Pomyślałam, że wykorzystam powstałe zdjęcia do notatki w temacie akceptacji.
Później, wpadł mi do głowy jeszcze inny temat i rzeczywiście zdjęcia podzielę na dwie części, ale dziś właśnie o akceptacji będzie słów kilka.

Myślę, że to pojęcie jest trochę błędnie interpretowane.
Ale w sumie ilu ludzi, tyle interpretacji wszystkiego...

W każdym razie...
W akceptacji chodzi o najprostsze widzenie.
Bo zwykle, jak cokolwiek nam się nie podoba, to widzieć nie chcemy.
Akceptacja pomaga nam spokojnie przyjąć czysty fakt, nie okraszony żadnymi etykietkami.
Dzięki niej nie ubieramy spraw w niepotrzebne lęki i niechęci.

Kilka dni temu Joanna przysłała mi zrobione zdjęcia.
Jest wśród nich jedno, na którym uwieczniła kolejną z moich dziwnych min.
W pierwszym odbiorze zaśmiałam się, w drugiej chwili pomyślałam, o matko, tego nigdzie nie publikuję!

Stało się więc flagowym ujęciem do tej notatki.
Tadaammm...

milka giemza joanna pawlikowska sesja kobieca akceptacja

Skąd ten paradoks?
Jednym z moich największych kompleksów był kiedyś krzywy zgryz.
Co ciekawe, wcale nie trzymam się z tego powodu na siłę poważnie, cieszę się zwykle pełną gębą i właśnie strzelam miny, których czasem później chwilę żałuję.
Ale tylko chwilę.
W wyrywkach historii mojego zgryzu przewija się to, że za sprawę moi rodzice zabrali się dość wcześnie, ale z powodów różnych nie było możliwe na tamten moment działanie i musiałam poczekać kilka lat. W ciągu tego czasu nauczyłam się z tym żyć i odłożyłam sprawę.
Czy kiedyś to zmienię?
Może. A może nie...
Nie wiem i na ten moment nadal o tym nie myślę.

Ale kiedy zobaczyłam powyższe zdjęcie, to w pierwszym momencie nie chciałam go pokazać, żeby nie mierzyć się z opinią zewnętrzną, bo mina którą zrobiłam, właśnie mój zgryz pokazała od najmniej ciekawej strony i bo...
...bo nie jest to ładne.

I boom! mamy ten haczyk.

Sama złapałam się na tym, że nie czuję się ładna w porównaniu do danego otoczenia.
Złapałam się na porównywaniu do innych.
Do zdjęć „idealnych", kobiet „idealnych", do tych „ładnych" i poczułam przez moment, że ładna nie jestem.

Spojrzałam więc na zdjęcie znowu.
Patrzyłam długo.
Przerywałam i patrzyłam znowu.

I wiecie co?
Zdjęcie mi się podoba i ja się sobie podobam.

A opinia innych... cóż, gusta są różne, odczucia są różne, zawsze będą... ale moje są w porządku.
I to jest najważniejsze.

Kiedy spojrzałam na zdjęcie pierwszy raz, na szybko, dotarły do mnie pierwsze odczucia, zaczęłam myśleć, analizować itd.
Lęki, strach i wszystko co negatywne narastało w zastraszającym tempie.
Myśli mnożyły się w niezliczone ilości.

Ale kiedy patrzyłam, im dłużej patrzyłam, im bardziej tym patrzeniem byłam zajęta, tym bardziej nie mogłam zająć się mącącymi mi głowę myślami.

Patrząc długo widziałam jeden, ten sam, niezmienny obrazek.
Nie miałam możliwości go zmienić, nic do niego dodać, nic od niego odjąć.
Byłam tylko ja i fakt, który był przede mną.

I myśli, które zaczęły się pojawiać, to miłe wspomnienia tamtego czasu.
Poczułam znowu te uczucia, które towarzyszyły podczas tej sesji, podczas mojej rozmowy z Joanną, podczas tego dnia.
Poczułam jak było mi wtedy dobrze.
Bez wszystkich opisujących moje cechy etykietek.

O to właśnie chodzi w akceptacji.

Kiedy czegoś nie lubisz, czegoś się wstydzisz, czy boisz, nie chcesz na to patrzeć, nie chcesz tego widzieć, nie chcesz się z tym zmierzyć, bo wydaje Ci się, że to nic nie zmieni, no może poza tym, że będziesz czuła się gorzej patrząc na to, co „brzydkie".
Ale to zmienia bardzo wiele.
Kiedy patrzysz, tak uczciwie i długo, nie masz możliwości napędzać wszystkich myśli.
One są, atakują, ale po jakimś czasie przestają mieć znaczenie.
Przychodzi moment, kiedy zaczynasz widzieć siebie.
Nie wszystkie „ideały", do których nie pasujesz, do których się porównujesz...

Widzisz tylko siebie.
I możesz wtedy myśleć tylko o sobie.
Możesz wtedy poczuć siebie.
I tu jest ten punkt pierwszy.
Jesteś Ty.
Masz swoje cechy.
Te cechy są różne.
I to jest w porządku.
Kiedy docierasz do tego punktu, to tu zaczyna się akceptacja.

Akceptacja oznacza to, że się widzisz. W stanie faktycznym.
Bez lęków, obaw, bez przekłamań.
Widzisz to, co jest.
I patrzysz na to już spokojnie.

Możesz wtedy pomyśleć spokojnie o tym, dlaczego coś jest takie, a nie inne.
I ewentualnie podjąć decyzję o zmianie.

Niektórzy mawiają, że akceptują się takimi jakimi są i nie muszą nic zmieniać.
I to też jest w porządku.
Ale to jest już wybór, do którego masz prawo i który zależy od Ciebie, nie sama akceptacja.

Akceptacja nie oznacza, że nie możesz nic zmienić.
Właściwie dopiero akceptacja pozwala na podjęcie spokojnej i rzetelnej wobec siebie decyzji o zmianie
. Dopiero kiedy akceptujesz, decyzja o ewentualnej zmianie, będzie realnie Twoja.

Wszystkie decyzje podjęte bez akceptacji, podejmuje za Ciebie strach, podejmują Twoje lęki, podejmują reklamy...

Jeśli, powiedzmy, że masz nadwagę, widzisz to i stwierdzasz, że tak jest i czujesz wobec tego spokój, to jest to akceptacja. Dalej masz wybór, czy chcesz to zmienić, bo chcesz być szczuplejsza, czy chcesz ze swoją wagą w spokoju pozostać.
Jeśli masz długie włosy, to masz długie włosy, to jest fakt. Twoją decyzją jest, czy chcesz aby długie były, czy chcesz je obciąć. Jeśli obetniesz i nie będziesz czuła się w nich dobrze, to możesz się chować i lamentować aż odrosną, a możesz to zaakceptować, czyli stwierdzić fakt, że są krótkie i ten, że nie czujesz się w nich w porządku, ale akceptacja da Ci spokój w oczekiwaniu na kolejną zmianę, czyli czekanie aż odrosną.

Ja mam swój krzywy zgryz, taki jest i nie będę się z tego powodu ograniczać.
Będę się nadal śmiać, robić głupie miny i nosić czasem wyraźne pomadki.
To jest moja akceptacja.
A kiedy poczuję, że chcę podjąć decyzję o zmianie, to ją podejmę i ją również zaakceptuję.

Akceptacja niesie ze sobą lekkość i zabiera moc wszelkim lękom, które potrafimy sobie napędzić.
I przede wszystkim widzi prawdę, więc daje nam wolność.

Na koniec opowiem Wam jeszcze jedną historię...
Podczas pewnych warsztatów makijażu z grupą nastolatek, usłyszałam od pewniej niespełna trzynastoletniej dziewczynki, że chce się nauczyć konturować twarz na mokro, bo ma strasznie okrągłą buzię i jest strasznie pyzata i nie chce tak wyglądać.
A miała buzię piękną, drobną, wyrazistą, z wyraźnie zarysowaną linią żuchwy i kośćmi policzkowymi.
Zamurowało mnie to i zasmuciło na dłuższy czas.
Takie widzenie wynika właśnie z patrzenia na innych, tych, którzy wydają nam się ładni, według powszechnie panującej mody i norm, i z niepatrzenia na siebie.
Do tego wszechobecne stereotypy i marketing...

Patrzcie proszę częściej na siebie.
Poświęćcie swojemu odbiciu w lustrze chwilę i powiedzcie do siebie coś miłego.
A o tą samą chwilę mniej obserwujcie świat zewnętrzny, zwłaszcza ten sztucznie kreowany.

Jesteście jakie jesteście.
Nie bez powodu.
I to jest piękne.
Wy jesteście piękne.
I ja też ;)

Akceptacja, to dobra przyjaciółka. Nie zapominajcie o niej ;)
Tylko jak to z przyjaźniami bywa, przyda się o nią dbać i czasem potrenować tą wspólną relację.

Poniżej dorzucam kilka zdjęć więcej.
Mimo może wizualnie dodanych kilogramów i lat, mimo braku makijażu i dziwnych min, mimo może wszystkiego niemodnego... czując się bardzo dobrze ze sobą wtedy i teraz.

<3

milka giemza joanna pawlikowska sesja kobieca akceptacja
milka giemza joanna pawlikowska sesja kobieca akceptacja
milka giemza joanna pawlikowska sesja kobieca akceptacja
fot.: Joanna Pawlikowska
miejscówka: Willa Banczewianka, Milanówek


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem