BLOG

Czwartek, Czerwiec 4, 2015, 11:18
Zwykle poruszam ten temat na spotkaniach "Kosmetyczkowych porządków", jako jeden z wielu. Na tych spotkaniach chcę przekazać Wam jak najwięcej, żebyście mogły poruszać się swobodniej w temacie kosmetyków, bo samo wysprzątanie kosmetyczek przeze mnie nic Wam nie da...
Nie ukrywam, że w bezpośredniej rozmowie jest ciekawiej i macie możliwość wyrażenia waszych wątpliwości, opowiadania o swoich problemach w temacie i zadawania pytań.
Niemniej jednak dziś po części chcę Wam to i owo opisać. Po to jest blog ;)

Kiedy wchodzicie do drogerii z zamiarem wyboru nowego kosmetyku, zwłaszcza do makijażu, a nie macie gotowej listy, pierwsze co się dzieje, to oślepia Was blask i oświetlenie szaf z kolorówką. Następnie przeraża Was ich ilość... Bierzecie głęboki oddech i zadajecie sobie pytanie: "od czego zacząć?"
Jest kilka rzeczy, które możecie przemyśleć sobie w domowym zaciszu, kiedy dzieci śpią lub jak jesteście na spacerze...
Na Wasz wybór na pewno wpływa wiele aspektów, oczywiście łącznie z ceną i wyglądem opakowania, a także to, że kosmetyki nie zawsze wyglądają na skórze tak, jak w opakowaniu. to wszystko innym razem.

Dziś chcę pokazać Wam jak ważne jest pochodzenie kosmetyków oraz ich misja, czyli cel.

To jest dość proste i logiczne, jednak często pomijane.
Miejsce produkcji, czy raczej kraj pochodzenia marki (bo z tą produkcją różnie...) powie Wam o tym, na jakie warunki, głównie atmosferyczne i na jakie cery marka jest tworzona w głównej mierze. Ma to też często wpływ na główny zakres kolorów.
Generalnie kosmetyki są projektowane na szeroki zasięg, lecz zawsze na projekt będą miały wpływ warunki najbliższe i najlepiej znane.

Jeśli wybieracie kosmetyki produkcji włoskiej i pomyślicie o pięknej Italii, to pierwsze myśli idą w kierunku - gorąco.
I właśnie o to chodzi. Skoro jest gorąco, to kosmetyki muszą być trwałe, ale także muszą być lekkie, żeby w takich temperaturach nie obciążać niepotrzebnie skóry. Do tego kolorystyka jest zwykle cieplejsza i ciemniejsza. A do tego dużo jest w markach włoskich produktów rozświetlających, z wieloma drobinkami, bo mocne słońce pięknie je podkreśla.
Marki włoskie to np. moja ukochana NoUBA, marka Deborah, PUPA...

Szukając dalej - Skandynawia. zimno, wietrznie, mało słońca - co za tym idzie: skóry jasne, wrażliwe, potrzebujące ochrony.
Kosmetyki marek skandynawskich, poza jaśniejszymi i chłodniejszymi tonacjami, będą raczej ochronne i delikatniejsze, także dla skór wrażliwych i alergicznych.
Tu macie np. Isa Dora, czy GOSH.

Marki niemieckie będą raczej dość silnie kryjące i często mają dobrą matową bazę. Rozpiętość kolorystyczna jest w nich zwykle dość duża. Jako "niemcy" są dobrze przygotowani na każdą ewentualność, jednak z racji w miarę stabilnych warunków pogodowych, te marki nie są nastawione na skóry delikatne w pierwszej linii. Zbierają zwykle dobre recenzje wśród wizażystów.
Np. Malu Wilz, Make Up Factory.

Marki francuskie zawsze miały dobre pomadki w szerokiej gamie. Maskary, eyelinery i róże, bo francuzka ma mieć zniewalające spojrzenie, czarujące usta i subtelny rumieniec.

Marki amerykańskie, to przeważnie konkretne koncerny. To co ważne dla tych marek, to fakt dla kogo są tworzone - bo tworzone są głównie na plan filmowy. Właśnie dlatego wśród marek amerykańskich jest największe zagłębie marek profesjonalnych dla wizażystów, zwłaszcza tych z ogromną rozpiętością kolorów.

Cel, czyli to co już w ostatnim akapicie zostało konkretniej poruszone. Wyraźnie zarysowuje się np. w markach skierowanych do młodych ludzi, dla cer z problemami. podkłady lekkie, nie obciążające i nadmiernie nie kryjące młodej skóry, ale także konkretne korektory, również antybakteryjne. no i oczywiście zawsze coś trendy na dany sezon.
Rimmel, Manhattan...

Marki selektywne - Dior, Chanel... Zawsze będą wyrazem piękne, w pięknych opakowaniach, zawsze wpisane idealnie w modę i pojawiające się kolekcje, dokładnie je uzupełniające. Zawsze na dobrym poziomie, ale nie typowo profesjonalne, ponieważ nie są do pracy, a dla ogólnej przyjemności pojedynczej kobiety. I nigdy nie są na pierwszym miejscu w hierarchii tworzenia, ponieważ najpierw piękny strój, potem oszałamiające perfumy, a potem makijaż.

I tak można by wymieniać i wymieniać...

Często na spotkaniach pytacie mnie o marki polskie.
A więc z nimi jest moim zdaniem tak - mamy dobry produkt, ale słabo określony cel i nikniemy wśród marek, które "wiedzą co robią"...
Często mam wrażenie, że kopiujemy innych, nie mając chyba wystarczającej świadomości, że możemy zrobić coś dobrego, a może obawiając się, że się nie spodoba, czy nie mając pomysłu... Często opakowania marek polskich wyraźnie są kopią opakowań innych marek... nazwy także są podobne... to trochę przykre...
Wiele już razy także zdarzyło się, że nasza rodzima produkcja dała "bazę" dla marek światowych...
To, co jest jedynym chyba naszym wyjątkiem, to marka Inglot. ale w tym wypadku twórca miał wyraźnie określony cel, do którego dążył i ten cel osiągnął. Marka miała być profesjonalna, z dużym zasobem produktów i kolorów i mająca duży zasięg regionalny - tak się stało.

To tylko część informacji, o których można mówić wiele i prowadzić ciekawe dialogi wymieniając spostrzeżenia.

(19.09.2014r.)

 


Brak komentarzy.
(*) Pola obowiązkowe
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem